We wtorek doszło do ataku w austriackiej szkole średniej w mieście Graz. Zginęło dziesięć osób, w tym sprawca. Jedną z ofiar był uczeń z polskim obywatelstwem. Roman Jasik jest pracownikiem szkoły, w której doszło do ataku. Wspominał, że we wtorek trwały przygotowania na ustnych matur i dyrektorka poprosiła go, by kupił kwiaty. Ze szkoły wyszedł piętnaście minut przed atakiem. - Dwadzieścia minut później kolega zadzwonił, że w szkole jest napad z bronią - opowiadał Małgorzacie Marczok. Mężczyzna pomagał służbom koordynować akcję, ponieważ w szkole "zna każdy kąt". Powiedział, że sprawca ataku trzy lata uczęszczał do szkoły, gdzie powtarzał klasę. - Był osamotniony i izolowany przez uczniów - mówił Jasik. - Ukończył zawodową szkołę, potem zrobił papiery na pozwolenie na broń i do tego doszło - opowiadał. Mężczyzna przyznał, że dobrze znał jedną z ofiar, nauczycielkę. - Bardzo miła osoba. Wieczorem dowiedzieliśmy się, że straciła życie - mówił ze łzami. Jak dodał, "nigdy sobie nie wyobrażaliśmy, że to się u nas stanie". Pytany przez dziennikarkę co by się stało, gdyby nie wyszedł wcześniej ze szkoły, odpowiedział: "byłoby źle". - Myślę, że dzisiaj byśmy nie rozmawiali. Jestem pierwszym, który kontroluje co się dzieje - powiedział.