Nie tytuły, nie funkcje ale realna polityczna siła pozwalająca zmieniać Polskę na lepsze - tego chciałby dla siebie i dla partii Razem jej współprzewodniczący Adrian Zandberg. W programie "#BezKitu" został zapytany o ewentualną wspólną listę wyborczą na lewicy. - Nie ma w tym momencie sensu. Przecież Nowa Lewica wybrała tak naprawdę Donalda Tuska. (…) Nie będzie startu partii opozycyjnej, czyli Partii Razem, z partią rządzącą, czyli Nową Lewicą - powiedział. Pytany przez Radomira Wita o zmiany, jakie Razem wprowadziłoby natychmiast, gdyby zdobyło dla swych zamiarów odpowiednią sejmową większość, Zandberg jako pierwsze wymienił podniesienie nakładów na publiczną ochronę zdrowia, która jego zdaniem była przez wiele lat "głodzona" i dziś "po prostu się sypie", czego dowodzą likwidowane oddziały porodowe czy wykreślanie leków z listy preparatów refundowanych przez państwo. Zastrzegł przy tym, że nie widzi możliwości przeforsowania takich zmian w ramach obecnej koalicji, nawet gdyby przedstawiciel Razem dostał tekę ministra. - Do rządu należy wchodzić wtedy, kiedy od twoich posłanek i posłów zależy większość rządząca - stwierdził i wyjaśnił, że tylko to gwarantuje odpowiednią siłę przebicia. - Inaczej słyszy się: wasze głosy nie są do niczego potrzebne - stwierdził. Na argument, że według sondaży poparcie dla Razem oscyluje wokół pięcioprocentowego progu wyborczego, Zandberg odpowiedział zapewnieniem, że poparcie to w rzeczywistości rośnie, zwłaszcza na prowincji, gdzie przybywa członków partii organizujących jej lokalne struktury. - Polityka to taki piękny sport, w którym ostatecznej decyzji nie podejmują sondażownie ani media, tylko ludzie przy urnach - spuentował. W drugiej części programu o tym, jak się chronić przed dezinformacją i przemocą w internecie, Radomir Wit rozmawiał z Magdaleną Bigaj, prezeską Fundacji "Instytut Cyfrowego Obywatelstwa".