Masz subskrypcję?
Zespół Garbage - znany między innymi z utworów "Only Happy When It Rains", "Stupid Girl", "I Think I'm Paranoid" - powstał w 1994 roku i choć jest amerykańską grupą rockową, to jego wokalistka i autorka tekstów Shirley Manson, pochodzi ze Szkocji. Artystka często nazywana jest głosem pokolenia. Od zawsze w szczery i bezkompromisowy sposób głośno wypowiadała się na temat praw kobiet, mniejszości, a także zdrowia psychicznego.
30 maja wspólnie z kolegami wraca do Polski po 14 latach. Zespół Garbage zagra w Warszawie.
Estera Prugar-Wójcicka: Od lat zabierasz głos w walce o prawa kobiet, jak postrzegasz zmiany, które zaszły w tej kwestii od lat 90.?
Shirley Manson: Myślę, że kwestia praw kobiet czy praw człowieka nigdy nie jest prostą linią, a bardziej sinusoidą. Zawsze trzeba o nie walczyć, ponieważ są porzucane, a później odzyskiwane.
W latach 90. wierzyłam i w jakiś sposób wciąż wierzę, że nastąpił przełom kulturowy, który dotyczył zwłaszcza kobiet, ale nie tylko, bo dotykał wielu kwestii ogólnie społecznych. Moje pokolenie, dorastające w horrorze pozostawionym po drugiej wojnie światowej, miało rodziców zdeterminowanych, by zapewnić nam lepsze życie. Wolne od strachu, wojny i opresji. To powodowało, że kobiety z mojego pokolenia mogły cieszyć większą wolnością, również zawodową, bo okazało się, że młodzi mężczyźni zginęli w walkach. Byłyśmy przekonane, że nie mamy żadnych ograniczeń. Byłyśmy nieposłuszne, zbuntowane, niemiłe. Młode kobiety nie chciały dłużej być ozdobą dla mężczyzn. Cieszyliśmy się dobrobytem ekonomicznym i kulturowym w sposób, jakiego wcześniejsze pokolenia nie znały.
Szczerze wierzyłam, że szklany sufit został rozbity, ale to dlatego, że wtedy byłam jeszcze młoda i naiwna. Dziś mam prawie 60 lat i rozumiem, że prawo do takiej wolności przychodzi i odchodzi.
Co jeszcze obserwujesz dzisiaj?