TVN24 | Kraków

Zagłodziła co najmniej osiem psów i kotów. Założycielka fundacji pomagającej zwierzętom usłyszała wyrok

TVN24 | Kraków

Autor:
bp//rzw
Źródło:
tvn24.pl
Ruszył proces Anny K. oskarżonej o znęcanie się nad zwierzętami [nagranie z 2015 roku]
Ruszył proces Anny K. oskarżonej o znęcanie się nad zwierzętami [nagranie z 2015 roku]TVN24 Kraków
wideo 2/4
TVN24 KrakówRuszył proces Anny K. oskarżonej o znęcanie się nad zwierzętami

Dwa lata ograniczenia wolności w wymiarze 30 godzin prac społecznych miesięcznie - taki prawomocny wyrok usłyszała po siedmiu latach sądowej batalii Anna K., założycielka fundacji "Ludzie zwierzętom w potrzebie". Krakowski sąd uznał, że kobieta ze szczególnym okrucieństwem znęcała się nad zwierzętami. Ukarana została także za oszustwa.

Po rozpatrzeniu apelacji, wniesionych zarówno przez prokuraturę, jak i oskarżoną, Sąd Okręgowy utrzymał wcześniejsze orzeczenie Sądu Rejonowego Kraków-Śródmieście. Wyrok jest prawomocny.

Sprawa toczyła się w sądach od 2015 roku. Prokuratura zarzuciła Annie K. między innymi zagłodzenie co najmniej ośmiu psów i kotów. Łącznie postawiono jej dwanaście zarzutów dotyczących znęcania się nad zwierzętami, a także oszustw finansowych. Jako założycielka fundacji mającej się zajmować pomocą zwierzętom, Anna K. wyłudziła od osoby prywatnej 38 tysięcy złotych, a od Urzędu Gminy w Mogilanach kolejne 15 tysięcy. Decyzją sądu kobieta musi te pieniądze zwrócić wraz z odsetkami.

Sąd orzekł wobec kobiety także dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt i szereg kar pieniężnych. - Skazana nie może w tym okresie również wykonywać zawodu i prowadzić działalności związanej z oddziaływaniem na zwierzęta. Anna K. ma również zapłacić 10 tysięcy złotych na rzecz Stowarzyszenia Otwarte Klatki - mówi sędzia Beata Górszczyk, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Krakowie. Posiadane przez skazaną zwierzęta - 51 psów i sześć kotów - zostały jej odebrane.

Wyrok przyjęty "z ogromnym uczuciem ulgi"

- Przyznam szczerze, że z ogromnym uczuciem ulgi przyjęliśmy informację, że wreszcie, po tylu latach, zapadł wyrok w tej ​dramatycznej sprawie - komentuje Joanna Repel, inspektorka Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które było oskarżycielem posiłkowym.

- Część zwierząt była chora, większość brodziła we własnych odchodach, skutkiem czego miała poodparzane poduszki w łapach. Koty były zamknięte w transporterach, kilka z nich już nie żyło, a jeden umierał właśnie na oczach inspektorów - dodaje.

"Obarcza winą wszystkich poza sobą"

Jak pokazano kilka lat temu w reportażu Uwagi!, kobieta przez lata sprawiała pozory miłośniczki zwierząt. Organizowała pikniki, prowadziła fundację mającą zapewnić opiekę bezpańskim zwierzętom, przyjmowała bezdomne psy od ludzi, którzy przywozili je w dobrej wierze. Za jej usługi płaciły również samorządy.

- Bulwersujące jest to, że kobieta ta, z racji piastowania stanowiska prezesa w swojej fundacji, mającej z założenia opiekować się i ratować zwierzęta, robiła coś zupełnie odwrotnego, nie widząc niczego złego w swym postępowaniu, a wręcz zrzucając winę na inspektorów, jakoby to oni w przeciągu godziny podrzucili do jej mieszkania martwe i chore zwierzęta. Kuriozalny jest fakt, że mimo upływu lat, ta kobieta nie czuje się winna, obarczając winą wszystkich poza sobą - ocenia Joanna Repel. Inspektorka TOZ przyznaje, że organizacja proponowała w tej sprawie karę bezwzględnego więzienia.

Autor:bp//rzw

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Kraków

Pozostałe wiadomości