Do tragedii w Szczyrku doszło w grudniu 2019 roku. Wybuch gazu całkowicie zniszczył trzykondygnacyjny dom, zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci.
Jak wynika z ustaleń śledztwa i procesu, do wybuchu doprowadziło przewiercenie gazociągu pod ulicą. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób. To Roman D., szef firmy zlecającej prace oraz dwaj wykonawcy - Marcin S. i jego pomocnik Józef D. Pozostała trójka - Marcin K., Jakub K. i Ewa K. - została oskarżona m.in. o nieprawidłowości przy rozbudowie sieci gazowej, fałszowanie dokumentacji i podżeganie do składania fałszywych zeznań. To pracownicy innej firmy, realizującej inwestycję związaną z rozbudową sieci gazowej.
Jedna osoba z łagodniejszym wyrokiem
Nieprawomocny wyrok zapadł w maju 2024 r. Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej sąd skazał wówczas Romana D. na sześć lat więzienia, Marcina S. na cztery cztery, a Józefa D. na trzy lata. Marcinowi K., Jakubowi K. i Ewie K. sąd wymierzył kary czterech lat i dwóch miesiąca więzienia.
Sąd apelacyjny, który rozpoznawał odwołania ocenił, że proces w I instancji został przeprowadzony prawidłowo, a wymierzone kary za sprawiedliwe. Nie podzielił opinii stron, zawartych w złożonych apelacjach. Wprowadził natomiast pewne korekty do orzeczenia. Chodzi m.in. o opis zarzucanych oskarżonym czynów. W przypadku jednej osoby, Józefa D., złagodził karę z trzech do dwóch lat więzienia.
Wszyscy skazani mają również zakaz wykonywania zawodu, prowadzenia działalności gospodarczej i zajmowania stanowisk przez 10 lat. Cała szóstka ma wypłacić poszkodowanym wysokie zadośćuczynienia i odszkodowania - w sumie około dwa miliony złotych.
Największym uchybieniem było prowadzenie przewiertu
Jak zaznaczył w środę przewodniczący składu orzekającego sądu apelacyjnego Piotr Pośpiech, największym uchybieniem było prowadzenie przewiertu. Wbrew z projektowi i zasadom oskarżeni zdecydowali się wykonać przewiert zamiast otwartego wykopu, mieli też obowiązek dowiedzieć się na jakiej głębokości znajduje się gazociąg zamiast wykonywać te prace "w ciemno". Gaz uchodzący z rozszczelnionego gazociągu dostał się pod dom przy ul. Leszczynowej i wybuchł doszczętnie niszcząc tę nieruchomość.
Sąd zaznaczył, że odpowiedzialność za tę tragedię ponoszą nie tylko wykonujący przewiert, ale też osoby, które realizowały wcześniejszą inwestycję - kładły instalację gazową. - Zdaniem sądu i w jednym, i w drugim przypadku istnieje związek przyczynowo-skutkowy, ten faktyczny, jak i ten normatywny - powiedział sędzia Pośpiech.
- Gdyby nie prace pierwszych, wykonane w sposób wadliwy, nie doszłoby do przewiercenia tej instalacji gazowej. Gdyby gazociąg był położony na głębokości 80 centymetrów, to prace wykonywane później, na głębokości 130-150 centymetrów, nie doprowadziłyby do przewiercenia tego gazociągu. Z kolei gdyby panowie, którzy kładli przewód energetyczny pracowali metodą wykopu otwartego i zgodnie z projektem kładli tę swoją instalację, to nie uszkodziliby tego gazociągu, który wcześniej został wadliwie położony - opisywał sędzia. Sąd ocenił, że jedno i drugie zachowanie stwarzało zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.
Rozważą kasację
Obrońca Romana D. mecenas Andrzej Herman mówił po wyroku dziennikarzom o ewentualnej możliwości wniesienia kasacji. Jak oświadczył, nie jest zadowolony z ustnego uzasadnienia wyroku. - Mam prawo stwierdzić, że nie mogę czuć się usatysfakcjonowany takim zakresem motywów ustnych, jakie przed chwilą usłyszeliśmy - powiedział adwokat. - Decyzja na temat dalszych działań zapadnie po pisemnego uzasadnienia - dodał.
Prokurator Lucyna Stebelska z Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej wyraziła satysfakcję, że sąd potwierdził winę wszystkich oskarżonych. Również ona zapowiedziała, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem oskarżyciel publiczny rozważy kasację. Przed sądem okręgowym prokurator Stebelska żądała dla Romana D. 10 lat więzienia, dla Marcina S. – ośmiu lat, a dla Józefa D. – sześciu lat. Dla oskarżonych, na których ciążyły zarzuty spowodowania nieprawidłowości przy rozbudowie sieci gazowej, żądała kar od pięciu lat i dwóch miesięcy do pięciu i pół roku.
- Nasza ocena związana była z pierwotnie przyjętą, surowszą kwalifikacją zarzucanych im czynów, na tym też opieraliśmy swoje stanowisko, biorąc pod uwagę zakres nieprawidłowości (...) na miejscu zdarzenia, rozmiar tragicznych skutków, w tym śmierć ośmiu osób, w tym czworga dzieci. Tym kierowaliśmy się i celami, jakie ma osiągnąć kara zarówno w stosunku do oskarżonych w procesie karnym, jak i w zakresie jej społecznego oddziaływania - wyjaśniła oskarżycielka.
Oskarżonych w sądzie nie było
Na ogłoszeniu wyroku nie stawił się żaden z oskarżonych. W sądzie była natomiast grupa bliskich ofiar katastrofy, którzy poprosili swojego pełnomocnika radcę prawnego Mariusza Mazurka, by w ich imieniu przekazał dziennikarzom, że są usatysfakcjonowani treścią wyroku. - W ocenie pań pokrzywdzonych, jest on wyważony. Oczywiście ta krzywda nigdy nie zostanie naprawiona, strata osób najbliższych powoduje głęboką ranę w sercu do końca życia - zaznaczył mecenas Mazurek.
Pokrzywdzeni ocenili, że uzasadnienie środowego wyroku oddaje rzeczywisty przebieg wydarzeń i sąd słusznie przyjął, że oskarżeni nie działali umyślnie, orzeczone kary uważają za adekwatne. - Osoby skazane wyrokiem, tak jak powiedział sąd, na pewno nie chciały nikogo zabić, natomiast skutek jest, jaki jest (...) Najważniejsze dla moich klientek jest to, że proces się zakończył uznaniem wszystkich winnych, które poniosą odpowiedzialność - dodał mecenas Mazurek. Jak podkreślił, kwestia zadośćuczynień i rekompensat finansowych ma dla bliskich ofiar trzeciorzędne znaczenie.
Wyrok jest już prawomocny.