Polska i Świat

Dwie łyżki zupy, maska z tlenem. "Żeby pacjent się nie udusił"

To jest wojna, której nie widać z okna kuchni, widać ją w szpitalach - mówi Mateusz Sieradzan, pielęgniarz, ratownik medyczny i autor bloga "Pan Pielęgniarka". Na co dzień pracuje na oddziale covidowym. Jak dodawał w rozmowie z Anną Wilczyńską, reporterką magazynu "Polska i Świat", trafia do nich coraz więcej młodych ludzi. Opowiedział też o tym, jak szybko koronawirus atakuje organizm. - Nie spotykaliśmy się z tym, by na przykład trafiał do nas 28-latek z objawami ciężkiej niewydolności oddechowej. Dwa dni temu mieliśmy pacjenta, który miał duszność, potrzebował niewielkiej ilości tlenu. W ciągu dwóch godzin jego stan tak się pogorszył, że wymagał wysoko przepływowej terapii donosowej. Po kolejnych dwóch godzinach był już pod respiratorem. To są piorunujące sytuacje – dodawał. - We wtorek zajmowałem się pacjentem, rozmawiałem z nim, żartowaliśmy. W środę, na nocnym dyżurze, ten pacjent już był zaintubowany. To są trudne sytuacje - mówił. Rozmowa tylko u nas.