W środę ministra pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk została zapytana na antenie TVN24 w programie "Fakty po Faktach" o status reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która miała dać inspektorom prawo wydania decyzji administracyjnej o konieczności zamiany umowy cywilnoprawnej na umowę o pracę.
Pierwotnie zapowiadano, że wejdzie ona w życie nawet od 1 stycznia 2026 roku, jednak - po wielkiej burzy w trakcie Rady Ministrów - prace zostały wstrzymane. Premier zmienił zdanie i zapowiedział, że rząd ma przygotować nową wersję reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która zmieni kontrowersyjne zapisy.
- Reforma jest realizowana, reforma jest przygotowywana - zapewniała szefowa resortu pracy. Jak wyjaśniła nowy projekt przygotowuje resort, który nadzoruje, wraz z Ministerstwem Sprawiedliwości. - Pracujemy wspólnie - powiedziała.
Wzmocnienie sądów pracy w nowej wersji reformy
Największe kontrowersje w poprzednim projekcie wzbudziły uprawnienia inspektorów. Ministra zapytana, czy w przygotowywanym projekcie będą one również tak duże, wyjaśniła, że "Istotną rolę musi odgrywać także wymiar sprawiedliwości, także sądy pracy, które trzeba usprawnić, przyspieszyć, odtworzyć".
- Jeszcze poprzedni rząd - Zbigniew Ziobro - likwidował wydziały pracy, sprawiając, że ludzie, którzy znajdują się w trudnej sytuacji, np. tracą pracę z dnia na dzień, chcieliby sądzić się, ubiegać o swoje prawa, muszą bardzo daleko jeździć, ponosić dodatkowe koszty, żeby móc dochodzić prawa przed sądem - powiedziała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.
- Wzmocnienie wymiaru sprawiedliwości i sądów pracy w tym procesie walki ze śmieciówkami jest ważne - podkreśliła.
Nadanie PIP nowych uprawnień to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy. Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 30 czerwca br.
Reforma PIP - co się zmieni?
Ministra została dalej zapytana, czy kluczowe zmiany, które były kością niezgody, ma pomóc rozwiązać Ministerstwo Sprawiedliwości. - Najistotniejsze jest to, żeby jeszcze bardziej wzmocnić- bo oczywiście rola wymiaru sprawiedliwości od początku była przewidziana - ale jeszcze bardziej wzmocnić i usprawnić wymiar sprawiedliwości i sądy pracy - powiedziała.
- Wzmacniamy Państwową Inspekcję Pracy, walczymy z patologią umów śmieciowych, chronimy pracowników, ale oczywiście dopilnujemy także tego, żeby żadne decyzje nie budziły wątpliwości. Żeby nie było żadnej uznaniowości, żeby ten wymiar sprawiedliwości i sądy pracy miały kontrolę nad całym procesem – zaznaczyła szefowa resortu pracy. Dodała, że przy nowym projekcie współpracuje także resort funduszy, "bo jest to ustawa, która realizuje kamień milowy Krajowego Planu Odbudowy”.
Jak wyjaśniła, obecnie sądy rozpatrują tego rodzaju sprawy "średnio ponad dwa lata". - To i tak już jest coraz szybciej, ale to wciąż jest zdecydowanie zbyt długo, Dlatego tak, oczywiście, konieczne jest odtworzenie zlikwidowanych wydziałów pracy, przywrócenie sądów pracy. Konieczne jest wzmocnienie kadrowe sądów pracy, konieczne jest wprowadzenie takich mechanizmów, żeby właśnie oczekiwanie na decyzję sądu nie trwało miesiącami czy latami. A tam, gdzie jest to możliwe, to żeby instytucja, która jest do tego powołana, czyli Państwowa Inspekcja Pracy, mogła skutecznie ścigać i skutecznie walczyć z nieuczciwymi praktykami - stwierdziła.
- To jest w interesie pracowników, to oczywiste, ale to jest także w interesie uczciwych pracodawców, czyli zdecydowanej większości polskich pracodawców, którzy chcą przestrzegać prawa pracy, którzy chcą przestrzegać prawa składkowego, podatkowego i mają naprawdę po dziurki w nosie konkurowania z cwaniakami, którzy obniżając sobie koszty pracy, którzy omijając prawo pracy, tworzą nieuczciwą konkurencję - powiedziała dalej ministra pracy.
Dodała, także, że reforma jest potrzebna, żeby "chronić także polskie rodziny". - Bo jeżeli spojrzymy w badania i w deklaracje, to jedną z podstawowych przeszkód przed decyzją o założeniu rodziny, o macierzyństwie czy rodzicielstwie, jest brak poczucia stabilności na rynku pracy. Stabilna umowa o pracę to szansa także na stabilne życie rodzinne.
Prezydenckie weto - co dalej?
Na początku tego tygodnia prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na 2026 rok. Skierował ją jednak do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Miał również do niego wiele zastrzeżeń. Według niego budżet jest oparty na gigantycznym zadłużeniu, które nie przekłada się na lepsze życie obywateli.
- To jest budżet, który pozwoli kolejnym seniorom i seniorkom uzyskiwać rentę wdowią – powiedziała. Jak dodała, pozwoli on także na "kontynuowanie tak ważnych społecznych programów jak Aktywny Rodzic, jak wsparcie rodziców w powrocie do pracy".
Prezydent ocenił także, że to budżet niezrealizowanych obietnic. Powiedział, że nie ma podwyższenia kwoty wolnej od podatku, podwójnej waloryzacji emerytur, a ta planowana będzie jedną z najniższych od lat. Ponadto przedsiębiorcy zapłacą wyższe składki, choć obiecywano im coś dokładnie przeciwnego, a sfera budżetowa otrzyma waloryzację na poziomie minimalnym - 3 proc.
- Z perspektywy realizacji programu – czy to Lewicy, którą reprezentuję w rządzie, czy to ministerstwa, którym w ramach koalicji kieruję – to spełniamy te obietnice. Także te obietnice, które kosztują konkretne pieniądze – stwierdziła Dziemianowicz-Bąk.
Ministra zapytana, czy nie boi się zadłużenia, które zaplanowano na poziomie 271,7 mld zł, odpowiedziała, że problem ten "stanowi wyzwanie dla każdego odpowiedzialnego rządu i dla każdego odpowiedzialnego ministra finansów". – Stąd cały szereg działań które rząd i minister [Andrzej – red.] Domański podejmuje, żeby przeciwdziałać temu deficytowi. Deficytowi, który jest spowodowany przez lata nieodpowiedzialnej polityki – powiedziała.
Jednak zaznaczyła, że "jakiekolwiek oszczędności nie mogą być oszczędnościami na polskich rodzinach". - Nie mogą być zaciskaniem pasa na tych najchudszych brzuchach - podkreślała.
Autorka/Autor: Pkarp/ams
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24