"Nie chcieliśmy likwidować umów cywilnoprawnych"

Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała m. in. czas pracy zatrudnionych
Szef inspekcji pracy: czekamy na tę zmianę
Źródło: TVN24
Rząd szuka kompromisu w sprawie reformy Państwowej Inspekcji Pracy po tym, jak premier Donald Tusk wstrzymał prace nad jej poprzednią wersją. Nowy projekt ma pogodzić walkę z wymuszonym samozatrudnieniem z ochroną przedsiębiorców, co jest niezbędne do odblokowania 11 miliardów złotych z funduszy unijnych. - Fundamentalną sprawą jest to, żeby ograniczyć zjawisko przymusowego wypychania ludzi na umowy śmieciowe - stwierdził wiceszef resortu pracy Sebastian Gajewski w rozmowie z RMF FM.

W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk przekazał, że podjął decyzję, by nie kontynuować prac nad projektem reformy Państwowej Inspekcji Pracy, który przygotowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jak wyjaśnił, przesadna władza dla urzędników, wprowadzana reformą, byłaby destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy przez wielu ludzi. Projekt zakładał bowiem m.in. umożliwienie okręgowym inspektorom zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowy o pracę. Nadanie Inspekcji tych uprawnień to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy.

Wprowadzenie nowych regulacji to istotna kwestia dla Lewicy, której polityczka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk kieruje resortem pracy i polityki społecznej. Jednak w sprawie reformy Inspekcji Pracy Tusk spotkał się z liderem Lewicy, marszałkiem Sejmu Włodzielmierzm Czarzastym. Po spotkaniu obaj politycy przekazali, że będzie ona miała ciąg dalszy.

Kontynuację prac potwierdził w środę wiceszef resortu pracy Sebastian Gajewski. - W tej chwili pracujemy razem z Ministerstwem Sprawiedliwości i z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej nad nową wersją projektu dotyczącego reformy Państwowej Inspekcji Pracy - powiedział na antenie radia RMF FM.

Wariant, który zaakceptują wszyscy

Gajewski wyjaśnił, że z punktu widzenia jego resortu w dalszych pracach istotne są ustalenia z rozmowy premiera z marszałkiem Sejmu, Krajowy Plan Odbudowy, "gdzie 11 mld zł jest zabezpieczonych reformą Państwowej Inspekcji Pracy - reformą, która jest w określony sposób, dosyć ogólnie, ale jednak w określony sposób opisana w kamieniu milowym", a także "lewicowy punkt widzenia".

- Fundamentalną sprawą jest to, żeby ograniczyć zjawisko przymusowego wypychania ludzi na umowy śmieciowe czy na samozatrudnienie, wtedy, kiedy zgodnie z obowiązującymi od ćwierć wieku przepisami (...) osoby te powinny być zatrudnione na umowę o pracę - stwierdził.

Jak mówił, najbliższe dwa tygodnie będą poświęcone na intensywne prace, tak "żeby wypracować wariant, który będzie możliwy do zaakceptowania przez wszystkich koalicjantów i przyjęcia przez Radę Ministrów, a i który będzie dawał gwarancję, że środki z KPO do Polski trafią".

Pytany o to, czy możliwe są zmiany zapisów wynikające z kamienia milowego odpowiedział, powołując się na ministrę funduszy i polityki regionalnej Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, że szanse na renegocjację kamienia milowego są niewielkie.

- Natomiast ten kamień milowy daje pewną elastyczność, dlatego, że kamień milowy to nie jest wielostronicowy opis ustawy, tylko jest to kilka zdań na przygotowanie różnych rozwiązań. Nad tym będziemy pracować, będziemy też rozmawiać z przedstawicielami Komisji Europejskiej - podkreślił wiceminister.

Szef PIP: nie chcieliśmy likwidować polskiej działalności gospodarczej

Do sprawy odniósł się Główny inspektor pracy Marcin Stanecki. W Studiu PAP stwierdził, że celem planowanej reformy Państwowej Inspekcji Pracy nie była likwidacja śmieciówek ani pogorszenie kondycji firm. Według niego możliwe są pewne zmiany w reformie, które będą do zaakceptowania przez wszystkie zainteresowane strony.

Szef PIP wyraził nadzieję, że uda się wypracować rozwiązanie, które będzie dobre dla firm i dla pracowników. Według niego "dosyć dobre" mogłoby być przyjęcie w nowej wersji reformy, że decyzja inspektora pracy o przekształceniu umowy nie będzie miała rygoru natychmiastowej wykonalności i nie będzie skutkować naliczaniem zaległych składek ZUS. Zgodził się też z obawami przedsiębiorców, że odwołanie od decyzji inspektora pracy może trwać latami i powodować niekorzystny dla firm i pracowników stan niepewności.

Stanecki zaznaczył też, że decyzje o kontrolach w firmach pod kątem śmieciówek miały być wydawane z rozwagą, a same kontrole nie miały mieć charakteru masowego.

- My nie chcieliśmy likwidować polskiej działalności gospodarczej, nie chcieliśmy likwidować umów cywilnoprawnych, bo przecież Kodeks cywilny się nie zmieniał. Również definicja stosunku pracy się nie zmieniała. Więc nie było naszą ideą to, żeby pogarszać kondycję firm. Wręcz przeciwnie, dbamy o konkurencyjność, bo jeżeli podmiot X oszukuje, zatrudnia ludzi na czarno, to wiadomo, że będzie sprzedawał taniej produkty - zauważył Stanecki.

Co z jawnością wynagrodzeń?

Główny inspektor pracy zwrócił też uwagę, że wielu pracowników czekało na reformę Inspekcji Pracy (która była planowana na styczeń tego roku), by zgłosić, że pracują na podstawie umów cywilnoprawnych, mimo że powinni mieć umowę o pracę. Dodał, że zawirowania wokół reformy wpłynęły też na zwiększenie zainteresowania prawami pracowników i Inspekcją.

Przyznał, że dużo większym wyzwaniem dla Inspekcji i firm będą inne planowane przepisy, a mianowicie pełne wdrożenie do polskiego prawodawstwa unijnej dyrektywy o równości i jawności wynagrodzeń.

Inspekcja będzie musiała przeprowadzić szkolenia pracodawców zatrudniających do 250 pracowników w zakresie wartościowania stanowisk pod kątem płac. Z kolei pracodawcy będą musieli udostępniać pracownikom kryteria ustalania wysokości wynagrodzeń i ich wzrostu oraz informacje o średnich poziomach wynagrodzenia w podziale na płeć w odniesieniu do pracowników wykonujących podobną pracę. Duże i średnie firmy będą też zobowiązane do sporządzania cyklicznych sprawozdań na temat luki płacowej w swojej organizacji.

- To nie będzie jawność wynagrodzeń, jak wiele osób oczekiwało, że będzie można sprawdzić kolegę z pracy, ile zarabia. Natomiast będziemy mieli prawo do informacji o średnim poziomie wynagrodzeń i to już jest daleko idąca zmiana. Spodziewamy się, że może napłynąć do nas bardzo wiele skarg, tym bardziej że w projekcie mamy prawo reprezentować te osoby, które poczują się pokrzywdzone, przed sądem, a nawet wytaczać powództwa - powiedział.

Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 7 czerwca tego roku. Projekt ustawy w tej sprawie został w grudniu 2025 r. opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Zgodnie z nim Inspekcja będzie przystępować do postępowań w sprawach dotyczących naruszenia zasad przejrzystości i równości płac, a także sama wytaczać powództwa na rzecz pracowników lub kandydatów do pracy.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Zobacz także: