Statki wycieczkowe, podobnie jak inne środowiska o dużym zagęszczeniu osób, mogą być "inkubatorem" dla wirusów i bakterii - zauważa Agnieszka Dziewięcka, specjalistka medycyny rodzinnej i certyfikowany lekarz medycyny podróży.
- W przypadku takich rejsów infekcje wirusowe często zwracają naszą uwagę. Pytamy pacjentów, czy są zaszczepieni na grypę albo na COVID, bo ogniska zakażenia w przypadku łatwo rozprzestrzeniających się wirusów bywają większe właśnie na statkach. To wynika m.in. z tego, że jest tam ograniczone wietrzenie. Ktoś kaszle, jest chory i nie ma możliwości, by być z dala od tych wirusów i bakterii. To wszystko związane jest ze skupiskiem ludzi na jednym terenie przez długi czas - tłumaczy.
- Jeżeli mówimy o hantawirusie, sam układ klimatyzacji stwarza mniejsze zagrożenie. Zabrudzony układ może jednak sprzyjać innym infekcjom, takim jak legioneloza czy zakażenia atypowe - wyjaśnia lekarka.
W przypadku pasażerów wycieczkowca MV Hondius doszło do zakażania szczepem andyjskim hantawirusa (ANDV), jedynym z tej grupy, który przenosi się z człowieka na człowieka. Generalnie hantawirusy przekazywane są przez gryzonie. - Jeśli żywność lub powierzchnie są zanieczyszczone przez ich odchody lub ślinę, istnieje ryzyko infekcji. W Ameryce Południowej standardy higieny bywają niższe niż w Europie, co zwiększa zagrożenie - mówi dr Dziewięcka.
"Szwedzki bufet" to ryzyko
Okazuje się, że na statkach wycieczkowych wirusy mają idealne warunki do rozprzestrzeniania się. Przestrzeń jest zamknięta, pasażerowie mają częsty kontakt, a czujność bywa uśpiona wakacyjną atmosferą.
Specjalistka zwraca uwagę, że duże znaczenie mają codzienne nawyki podczas rejsu bo najłatwiej zarazić się poprzez nieumyte ręce, owoce czy spożywanie nieumytych produktów. - W medycynie podróży zalecamy np. wczesne śniadania, zanim większość pasażerów pojawi się przy bufecie. Przenoszenie infekcji przez wspólne sztućce czy szczypce do nakładania jedzenia jest częste, dlatego higiena to podstawa - tłumaczy.
Ekspertka dodaje, że infekcje mogą przenosić się także przez kontakt z zabrudzonymi powierzchniami: - Jeżeli pomieszczenia są mocno zabrudzone, a dotykamy takich miejsc, zwiększamy ryzyko przeniesienia wirusa na ręce. W ten sposób może on trafić do ust, nosa lub oczu.
Co jeść podczas rejsu, aby minimalizować ryzyko zakażenia? - Zasady są takie same, jak przy tzw. biegunce podróżnych. Warto wybierać potrawy, które są gorące, można je obrać, sparzyć lub ugotować. Wysoka temperatura niszczy wiele bakterii i wirusów - podkreśla lekarka i przestrzega przed surowymi owocami, warzywami i napojami. - Lepiej unikać tych serwowanych na paterach czy wody w dzbankach. Bezpieczniej wybierać napoje butelkowane, bo soki świeżo wyciskane mogą stanowić źródło infekcji - wskazuje.
Podróże samolotem
Czy podróż samolotem, którym podróżują wracający z wycieczkowca urlopowicze, może być ryzykowna? - Zagrożenie pojawia się tylko przy bardzo bliskim kontakcie z chorym, na przykład w sytuacji, gdyby osoba zakażona nakasłała na inną osobę - wyjaśnia.
Lekarka podkreśla, że po doświadczeniach pandemii COVID-19 służby sanitarne ostrożnie podchodzą do każdej nowej infekcji wirusowej. - Obserwacja i ewentualna kwarantanna prowadzone są z dużą uwagą. Jeśli osoba chora wraca do kraju, służby zdrowia oceniają ryzyko i wdrażają środki ostrożności, zwłaszcza jeśli mogło dojść do kontaktu z innymi podróżnymi - podsumowuje.
- Okres inkubacji wirusa jest różny, od czterech do średnio 30, a nawet 60 dni, wszystko zależy od organizmu. Może się zdarzyć, że ktoś wróci z podróży i czuje się dobrze, bo jeszcze nie ma objawów, a po trzech tygodniach pojawią się pierwsze symptomy. To możliwe - wyjaśnia.
Według ekspertki takie sytuacje nie są niczym wyjątkowym. - Dotyczy to wielu infekcji, zarówno wirusowych, jak i bakteryjnych. Na samym początku objawów może nie być wcale, a dwa, trzy dni przed ich wystąpieniem chory już zaraża innych - dodaje.
Po kontakcie z osobą zakażoną hantawirusem konieczna jest obserwacja. - Wtedy ma zastosowanie kwarantanna. Przede wszystkim musimy chronić domowników i osoby najbliższe - podkreśla Agnieszka Dziewięcka.
Jak zwalczyć wirusa?
Lekarka zaznacza, że organizm w niektórych przypadkach - kiedy osoba jest ogólnie zdrowa - sam potrafi zwalczyć hantawirusa. - Czasami choroba ogranicza się do łagodnych objawów, takich jak ból głowy czy gorączka. U osób starszych lub z chorobami współistniejącymi może jednak dojść do poważnych powikłań, w tym niewydolności oddechowej czy uszkodzenia nerek - tłumaczy.
I zaznacza, że nie istnieje lek celowany w zakażenie. - Leczenie jest objawowe. W cięższych przypadkach podejmuje się terapię szpitalną, szczególnie przy niewydolności oddechowej - mówi.
Na świecie odnotowano dotychczas około 20 tysięcy zakażeń, jak podaje lekarka, głównie w Chinach. Pojedyncze przypadki występują również w Rosji i sporadycznie w Europie, zazwyczaj są jednak związane z kontaktem z gryzoniami.
Wirus Andes, którym zarazili się pasażerowie holederskiego wycieczkowca, jest gatunkiem orthohantawirusa, występującym głównie w Ameryce Południowej, przede wszystkim w Argentynie i Chile. - Zwiększone ryzyko dotyczy osób odbywających trekkingi, nocujących na ziemi, a także pracujących na farmach lub korzystających z kempingów - zaznacza ekspertka. - To środowiska, w których łatwo o kontakt z zanieczyszczonym pyłem i ziemią - podsumowuje lekarka.