Ekspertka: wycieczkowiec to inkubator wirusów. Dlaczego?

AdobeStock_648284343
Grzesiowski o hantawirusie. "Niestety muszę powiedzieć, że to jest poważna choroba"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: 648284343
Hantawirus na holenderskim MV Hondius, epidemia norowirusa na amerykańskim statku pływającym po Morzu Karaibskim. Może odnieść wrażenie, że rejs wycieczkowcem to ryzykowny wypoczynek. Czy rzeczywiście tak jest? Zapytaliśmy ekspertkę.

Statki wycieczkowe, podobnie jak inne środowiska o dużym zagęszczeniu osób, mogą być "inkubatorem" dla wirusów i bakterii - zauważa Agnieszka Dziewięcka, specjalistka medycyny rodzinnej i certyfikowany lekarz medycyny podróży.

- W przypadku takich rejsów infekcje wirusowe często zwracają naszą uwagę. Pytamy pacjentów, czy są zaszczepieni na grypę albo na COVID, bo ogniska zakażenia w przypadku łatwo rozprzestrzeniających się wirusów bywają większe właśnie na statkach. To wynika m.in. z tego, że jest tam ograniczone wietrzenie. Ktoś kaszle, jest chory i nie ma możliwości, by być z dala od tych wirusów i bakterii. To wszystko związane jest ze skupiskiem ludzi na jednym terenie przez długi czas - tłumaczy.

- Jeżeli mówimy o hantawirusie, sam układ klimatyzacji stwarza mniejsze zagrożenie.  Zabrudzony układ może jednak sprzyjać innym infekcjom, takim jak legioneloza czy zakażenia atypowe - wyjaśnia lekarka.

W przypadku pasażerów wycieczkowca MV Hondius doszło do zakażania szczepem andyjskim hantawirusa (ANDV), jedynym z tej grupy, który przenosi się z człowieka na człowieka. Generalnie hantawirusy przekazywane są przez gryzonie. - Jeśli żywność lub powierzchnie są zanieczyszczone przez ich odchody lub ślinę, istnieje ryzyko infekcji. W Ameryce Południowej standardy higieny bywają niższe niż w Europie, co zwiększa zagrożenie - mówi dr Dziewięcka.

"Szwedzki bufet" to ryzyko

Okazuje się, że na statkach wycieczkowych wirusy mają idealne warunki do rozprzestrzeniania się. Przestrzeń jest zamknięta, pasażerowie mają częsty kontakt, a czujność bywa uśpiona wakacyjną atmosferą.

Specjalistka zwraca uwagę, że duże znaczenie mają codzienne nawyki podczas rejsu bo najłatwiej zarazić się poprzez nieumyte ręce, owoce czy spożywanie nieumytych produktów. - W medycynie podróży zalecamy np. wczesne śniadania, zanim większość pasażerów pojawi się przy bufecie. Przenoszenie infekcji przez wspólne sztućce czy szczypce do nakładania jedzenia jest częste, dlatego higiena to podstawa - tłumaczy.

Ekspertka dodaje, że infekcje mogą przenosić się także przez kontakt z zabrudzonymi powierzchniami: - Jeżeli pomieszczenia są mocno zabrudzone, a dotykamy takich miejsc, zwiększamy ryzyko przeniesienia wirusa na ręce. W ten sposób może on trafić do ust, nosa lub oczu.

Co jeść podczas rejsu, aby minimalizować ryzyko zakażenia? - Zasady są takie same, jak przy tzw. biegunce podróżnych. Warto wybierać potrawy, które są gorące, można je obrać, sparzyć lub ugotować. Wysoka temperatura niszczy wiele bakterii i wirusów - podkreśla lekarka i przestrzega przed surowymi owocami, warzywami i napojami. - Lepiej unikać tych serwowanych na paterach czy wody w dzbankach. Bezpieczniej wybierać napoje butelkowane, bo soki świeżo wyciskane mogą stanowić źródło infekcji - wskazuje.

Podróże samolotem

Czy podróż samolotem, którym podróżują wracający z wycieczkowca urlopowicze, może być ryzykowna? - Zagrożenie pojawia się tylko przy bardzo bliskim kontakcie z chorym, na przykład w sytuacji, gdyby osoba zakażona nakasłała na inną osobę - wyjaśnia.

Lekarka podkreśla, że po doświadczeniach pandemii COVID-19 służby sanitarne ostrożnie podchodzą do każdej nowej infekcji wirusowej. - Obserwacja i ewentualna kwarantanna prowadzone są z dużą uwagą. Jeśli osoba chora wraca do kraju, służby zdrowia oceniają ryzyko i wdrażają środki ostrożności, zwłaszcza jeśli mogło dojść do kontaktu z innymi podróżnymi - podsumowuje.

- Okres inkubacji wirusa jest różny, od czterech do średnio 30, a nawet 60 dni, wszystko zależy od organizmu. Może się zdarzyć, że ktoś wróci z podróży i czuje się dobrze, bo jeszcze nie ma objawów, a po trzech tygodniach pojawią się pierwsze symptomy. To możliwe - wyjaśnia.

Według ekspertki takie sytuacje nie są niczym wyjątkowym. - Dotyczy to wielu infekcji, zarówno wirusowych, jak i bakteryjnych. Na samym początku objawów może nie być wcale, a dwa, trzy dni przed ich wystąpieniem chory już zaraża innych -  dodaje.

Po kontakcie z osobą zakażoną hantawirusem konieczna jest obserwacja. - Wtedy ma zastosowanie kwarantanna. Przede wszystkim musimy chronić domowników i osoby najbliższe - podkreśla  Agnieszka  Dziewięcka.

Jak zwalczyć wirusa?

Lekarka zaznacza, że organizm w niektórych przypadkach - kiedy osoba jest ogólnie zdrowa - sam potrafi zwalczyć hantawirusa. - Czasami choroba ogranicza się do łagodnych objawów, takich jak ból głowy czy gorączka. U osób starszych lub z chorobami współistniejącymi może jednak dojść do poważnych powikłań, w tym niewydolności oddechowej czy uszkodzenia nerek - tłumaczy.

I zaznacza, że nie istnieje lek celowany w zakażenie. - Leczenie jest objawowe. W cięższych przypadkach podejmuje się terapię szpitalną, szczególnie przy niewydolności oddechowej - mówi.

Na świecie odnotowano dotychczas około 20 tysięcy zakażeń, jak podaje lekarka, głównie w Chinach. Pojedyncze przypadki występują również w Rosji i sporadycznie w Europie, zazwyczaj są jednak związane z kontaktem z gryzoniami.

Wirus Andes, którym zarazili się pasażerowie holederskiego wycieczkowca, jest gatunkiem orthohantawirusa, występującym głównie w Ameryce Południowej, przede wszystkim w Argentynie i Chile. - Zwiększone ryzyko dotyczy osób odbywających trekkingi, nocujących na ziemi, a także pracujących na farmach lub korzystających z kempingów - zaznacza ekspertka. - To środowiska, w których łatwo o kontakt z zanieczyszczonym pyłem i ziemią - podsumowuje lekarka.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: