Nie wiadomo, gdzie jest Marcin Romanowski, ale tropy prowadzą do Naddniestrza. - Wybrał region, który jest pod wpływem (Władimira) Putina, tak jak wcześniej (Tomasz) Szmydt - zwraca uwagę eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej Dariusz Joński. - Ludzie Ziobry wybierają wschodni kierunek - dodaje.
Krzysztof Paszyk z Polskiego Stronnictwa Ludowego ocenia, że "za bezkarność jest w stanie sprzedać się służbom mocarstwa, które czyha na nasze bezpieczeństwo".
RMF podał jako pierwszy, a Sąd Okręgowy w Warszawie potwierdził, że Romanowski zwrócił się do niego z wnioskiem o wydanie mu listu żelaznego. - Z treści tego pisma oraz ze stempli pocztowych na kopercie wynika, że pan Marcin Romanowski napisał go i nadał w Tyraspolu na terenie Naddniestrza - mówi Anna Ptaszek z Sądu Okręgowego w Warszawie.
Naddniestrze to region kontrolowany przez Rosję
Kraju o nazwie Naddniestrze nie ma na mapie Europy. Były eurodeputowany Platformy Obywatelskiej i były dyrektor International Republican Institute w Mołdawii Krzysztof Lisek tłumaczy, że region ten jest pod kuratelą i nadzorem Moskwy - stacjonują tam pozostałości gwardyjskiej armii rosyjskiej.
Ten skrawek lądu to zbuntowana republika, która odłączyła się od Mołdawii po rozpadzie Związku Radzieckiego - nikt jej nie uznaje. Krzysztof Lisek wskazuje, że prezydent Naddniestrza Wadim Krasnosielski "jest notorycznie w Moskwie". - Regularnie prosi o wsparcie Putina - dodaje ekspert.
Pracujący osiem lat w Mołdawii były szef CBA Paweł Wojtunik napisał na X, że "nie da się tam wjechać bez zgody tamtejszego KGB, które jest zarządzane bezpośrednio przez ruskie GRU i FSB".
W Naddniestrzu rządzą po prostu rosyjskie służby specjalne. - Bez ich wsparcia czy poparcia nie mógłby się tam znajdować - wskazuje Magdalena Sroka z PSL. Agnieszka Pomaska z Platformy Obywatelskiej zastanawia się, od kiedy Romanowski współpracuje z rosyjskimi służbami. - Czy już wtedy, kiedy był ministrem w rządzie Prawa i Sprawiedliwości? - pyta.
Ludzie PiS milczą w sprawie Romanowskiego. Sąd zdecyduje w sprawie listu żelaznego
Ludzie Jarosława Kaczyńskiego bronili ucieczki Romanowskiego za granicę. Ich poseł ma 11 zarzutów w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Teraz politycy PiS nic o nim nie wiedzą. - Nie mam żadnej informacji na temat tego, gdzie jest pan minister - powiedział Rafał Bochenek z PiS. Podobnie jego partyjny kolega Andrzej Śliwka.
Prokuratura potwierdza, że list został nadany z Tyraspolu, ale czy to Romanowski go wysłał, nie wiadomo. Badana jest autentyczność dokumentu. - Nie mamy pewności. Mamy ogólną zasadę domniemania wiarygodności dokumentów, natomiast pismo jest podpisane własnoręcznie imieniem i nazwiskiem Marcina Romanowskiego - informuje Przemysław Nowak z Prokuratury Krajowej.
Pełnomocnik byłego ministra jest na urlopie i do czasu wglądu do akt nie zamierza niczego potwierdzać.
Romanowski chce listu żelaznego, bo chce zeznawać z wolnej stopy. Zapewnia, że będzie stawiał się w sądzie na każde wezwanie, nie będzie mataczył i nakłaniał świadków do składania fałszywych zeznań.
Decyzję o liście żelaznym podejmuje sąd. - O ile nie sprzeciwi się temu prokurator - zastrzega Anna Ptaszek. Wyjaśnia, że jest to nowelizacja, która została wprowadzona podczas kadencji Prawa i Sprawiedliwości, kiedy Romanowski pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości. Prokuratura decyzji nie podjęła.
Romanowski miał napisać, że ma paszport na inne nazwisko
Najbardziej tajemniczy fragment w liście Romanowskiego do sądu dotyczy jego statusu. Napisał, że ma legalny paszport na inną tożsamość, wydany na zasadach, jakie stosuje się w przypadku świadków koronnych i może swobodnie poruszać się poza Unią Europejską. - Występuje do obcego państwa i w ramach życzliwości obcego państwa uzyskuje fałszywą, nieprawdziwą tożsamość, która umożliwia mu ucieczkę - mówi adwokat Mariusz Paplarczyk.
Ekstradycja z Naddniestrza jest właściwie niemożliwa.