- Wartość krajowej produkcji leków pokrywa niespełna jedną trzecią zapotrzebowania społeczeństwa, a wskaźnik bezpieczeństwa lekowego nie poprawił się od 2021 roku.
- Do czego może prowadzić brak leków krytycznych? Eksperci tłumaczą.
- Zalecane działania obejmują dywersyfikację źródeł dostaw oraz budowę systemu zapasów leków. W jakim czasie można to osiągnąć?
- Jakie działania jeszcze należy podjąć, by przygotować się na sytuację kryzysową?
- Warunkiem odporności na kryzys jest zapas leków krytycznych - powiedział gen. prof. Grzegorz Gielerak podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Ocenił, że w ciągu 18-24 miesięcy można stworzyć system, który zapewni naszemu społeczeństwu bezpieczeństwo w tym zakresie. A jak jest teraz?
"Produkujemy pół procenta kluczowych substancji"
Z analizy przygotowanej w marcu przez Instytut Innowacji i Odpowiedzialnego Rozwoju INNOWO wskazuje, że wartość polskiej produkcji leków pokrywa zaledwie niespełna jedną trzecią potrzeb społeczeństwa. Brakujące 70 procent to nasze uzależnienie od dostaw zagranicznych, głównie z Azji. Wskaźnik bezpieczeństwa lekowego Polski nie poprawił się od 2021 r., kiedy takie badanie wykonał Instytut Nowej Europy. Pisaliśmy o tym w tvn24.pl na początku kwietnia.
Jednym z problemów jest nasza zależność w zakresie produkcji krytycznych leków, w przypadku których przerwanie leczenia może skutkować utratą zdrowia lub życia.
- Produkujemy w Polsce zaledwie pół procenta kluczowych substancji (API) do wytwarzania leków krytycznych, czyli takich, bez których lekarze, nawet najlepsi, nie będą w stanie leczyć pacjentów. To nie jest kwestia tylko teoretyczna. Brak tych leków spowoduje, że szpitale nie będą mogły operować pacjentów, że setki tysięcy osób będą miały przerwane terapie, jeśli cokolwiek się wydarzy - komentował wówczas Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków.
Lepiej mieć więcej źródeł dostaw
Profesor Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego - Państwowego Instytutu Badawczego, podkreślił podczas odbywającego się w tym tygodniu w Katowicach Europejskiego Kongresu Gospodarczego, że zadaniem państwa jest doprowadzenie do sytuacji, w której nie będzie problemu z prowadzeniem terapii w czasie kryzysu.
- Pierwszym rozwiązaniem jest dywersyfikacja dostaw zagranicznych przynajmniej z dwóch, trzech kierunków - powiedział prof. Gielerak.
Zwrócili na to również uwagę eksperci z Instytutu INNOWO, którzy w swoim raporcie ostrzegają, że uzależnienie dostaw od jednego kraju lub regionu może w sytuacji krytycznej doprowadzić do zakłócenia łańcuchów dostaw. Przykład takiej sytuacji mieliśmy w 2022 roku. W 28 krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego wystąpiły wówczas niedobory jednego z najbardziej popularnych antybiotyków, amoksycyliny. Za dostawy tej substancji w 70 proc. odpowiadają Indie i Chiny.
Generał Gielerak zaznaczył natomiast, że istotny jest element bezpieczeństwa logistyki dostaw, a to obszar zainteresowania nie tylko medycyny, ale również dyplomacji i gospodarki.
Kto powinien produkować kluczowe substancje?
Z badania firmy analitycznej PEX, opartego o ankiety przeprowadzone wśród 12 kluczowych firm farmaceutycznych w Polsce, wynika, że najbardziej potrzebnym wsparciem do tego, aby producenci leków zainwestowali w produkcję leków w Polsce, obok stworzenia warunków uzyskania zezwoleń środowiskowych i na budowę, jest zmiana polityki cenowej w przypadku polskiej produkcji.
- Jeśli zdecydowalibyśmy się na produkcję w Polsce stu API z listy leków krytycznych, to postawienie takiej fabryki byłoby kosztem rzędu 2 miliardów złotych, a wolumen leków krytycznych dla polskich pacjentów zostałby zaopatrzony - podkreślał na początku kwietnia Krzysztof Kopeć.
Z kolei według generała Gieleraka Polfa, która jest spółką Skarbu Państwa, powinna stać się elementem układanki trwałego fundamentu systemu bezpieczeństwa lekowego państwa, przynajmniej jeśli chodzi o leki krytyczne, a Centrum Wsparcia Badań Klinicznych (CWBK) w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA i Agencja Badań Medycznych (ABM) mogą z powodzeniem oceniać jakość leków, które Polfa produkuje.
Są także regionalne centra medycyny klinicznej, powstałe na bazie inwestycji ABM, czyli "kręgosłup informatyczny" pozwalający na swobodny obieg informacji niezbędnej, aby określać potrzeby w zakresie leków. Chodzi m.in o ich zużycie, stany magazynowe.
- Mamy również Rządową Agencję Rezerw Strategicznych, czyli miejsce, w którym jesteśmy w stanie i powinniśmy gromadzić te leki - powiedział prof. Gielerak. - Z moich analiz wynika, że nie dłużej niż za 18-24 miesiące jesteśmy w stanie podpiąć każdy element, nawet najdrobniejszy, włącznie z technologiami, podziałem ról i z tworzeniem zasobów - dodał.
Doradca prezydenta: mówimy jednym głosem
Zdaniem Grzegorza Gieleraka ministrowie zdrowia, obrony narodowej i ewentualnie minister spraw wewnętrznych i administracji powinni się tym zająć i podzielić zadania. Generał zwrócił uwagę, że Polska wykorzystała doświadczenie wojny w Ukrainie, aby wzmocnić własny system bezpieczeństwa zdrowotnego.
- Dysponujemy lepszymi technologiami, teatrem działań, zdecydowanie lepszą infrastrukturą, bo będziemy korzystać z zasobów infrastruktury cywilnej - powiedział.
Przewodniczący prezydenckiej Rady Zdrowia prof. Piotr Czauderna zapewnił, że w kwestii bezpieczeństwa zdrowotnego państwa jest porozumienie ponad podziałami politycznymi. - Mówimy jednym głosem - zaznaczył.
W jego ocenie konieczna jest "integracja cywilnej służby zdrowia ze służbą wojskową i procedur w obu zakresach". - Kolejna rzecz to jest zarządzanie zasobami ludzkimi i stworzenie baz danych - wskazał. Zwrócił uwagę, że trzeba zmienić prawo, bo w warunkach wojny czy kryzysu standardowe procedury są nie do utrzymania.
- Problemem staje się elektroniczna dokumentacja medyczna, odpowiedzialność cywilna lekarzy czy przetaczanie krwi, które musi odbywać się poza szpitalami - wymieniał. Wspomniał również o potrzebie utworzenia "sieci szpitali na wypadek kryzysu, odrębnej niż ta, którą znamy z NFZ-u".
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock