Wyrok zapadł w środę przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. W porównaniu z wyrokiem sądu pierwszej instancji skrócono zakaz prowadzenia pojazdów.
Przewodniczący składu sędzia Marek Skwarcow poinformował, że sąd odwoławczy częściowo utrzymał wyrok Sądu Rejonowego w Kartuzach z 2025 roku. Bez zmian pozostała kara 2,5 roku pozbawienia wolności dla Dawida T., a także obowiązek zapłaty 20 tysięcy złotych nawiązki dla rodziny zmarłej oraz pięć tysięcy złotych zadośćuczynienia dla jednej z pokrzywdzonych osób. Zmieniono natomiast środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów - zamiast dożywotniego orzeczono zakaz na 10 lat. Pasażer auta, Maciej M., został skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary.
Sędzia Izabella Retyk, uzasadniając wyrok wskazała, że "brak jest możliwości przypisania, że oskarżony Dawid T. naruszył zasady bezpieczeństwa i przepisy ruchu drogowego w sposób umyślny".
Dodała, że - zgodnie z opinią biegłych - "podczas wypadku piesi szli dwójkami prawą połową jezdni i nie ustąpili miejsca nadjeżdżającemu pojazdowi, co bezpośrednio doprowadziło do powstania sytuacji kolizyjnej, zakończonej wypadkiem".
Podkreśliła jednocześnie, że kierowca "obrał nieprawidłową taktykę jazdy i nie podjął manewrów prowadzących do uniknięcia potrącenia w chwili, gdy miał możliwość dostrzeżenia pieszych". Jak zaznaczyła, "bezpośrednią i zasadniczą przyczyną wypadku było zachowanie pieszych".
"Skandaliczny wyrok"
Odnosząc się do złagodzenia zakazu prowadzenia pojazdów, sąd wskazał, że wziął pod uwagę incydentalny charakter zdarzenia oraz brak wcześniejszej karalności oskarżonego, w tym za wykroczenia drogowe.
Obecny na sali pokrzywdzony Tomasz Bednarek ocenił wyrok jako "skandaliczny". - W Polsce zapadają takie wyroki - broni się kierowców, którzy zabijają komuś bliskich, a potem albo są uniewinniani, albo dostają śmieszne kary - powiedział dziennikarzom.
Przypomniał, że po wjechaniu w grupę pieszych oskarżony odjechał z miejsca zdarzenia. - Każdy normalny człowiek zatrzymałby się i sprawdził, co się stało - dodał.
Według pokrzywdzonego on i pozostali uczestnicy zdarzenia przed wypadkiem znajdowali się na poboczu, a nie na jezdni, jak twierdzili oskarżony i jego obrońcy. - Jak można wjechać w grupę sześciu osób? - pytał.
Wypadek w Szymbarku
Do wypadku doszło w Wielkanoc 2022 roku w Szymbarku. Kierujący samochodem osobowym Dawid T. wjechał w grupę pieszych wracających z dyskoteki. Zginęła 19-letnia kobieta, a dwie osoby zostały ciężko ranne. Kierowca i pasażer oddalili się z miejsca zdarzenia. Oskarżony przed zatrzymaniem przez policję zacierał ślady na samochodzie. Drugi oskarżony - pasażer - sam zgłosił się na policję.
Po wyroku sądu pierwszej instancji apelacje wnieśli obrońcy oskarżonego oraz pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych. Obrońca Bartłomiej Stoltmann argumentował, że jego klient nie jechał z nadmierną prędkością ani nie zachowywał się brawurowo. Wskazywał również, że do wypadku mogłoby nie dojść, gdyby piesi poruszali się poboczem zgodnie z przepisami. Podkreślał, że byli ubrani na ciemno i mogli być trudni do zauważenia. Wniósł o złagodzenie kary.
Z kolei pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych, adwokat Marcin Wolski i adwokat Łukasz Kozłowski, przekonywali, że wyłączną winę za wypadek ponosi kierowca. Argumentowali, że mógł on dostrzec pieszych, zwolnić i bezpiecznie ich ominąć. Zwracali też uwagę, że zatrzymał się dopiero kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, aby sprawdzić stan pojazdu. W apelacji wnieśli o zaostrzenie kary oraz podwyższenie zadośćuczynienia dla pokrzywdzonych.
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24