Wybory w USA

Wybory w USA

Wygląda na to, że to będzie długa noc - powiedział w poniedziałek wieczorem lokalnego czasu w Iowa były wiceprezydent USA Joe Biden, który ubiega się o prezydencką nominację demokratów. Z powodu problemów technicznych Partia Demokratyczna z opóźnieniem ogłosi wyniki swych prawyborów w tym stanie.

Cztery dni po wyborach prezydenckich w USA prezydent Barack Obama ostatecznie uzyskał potwierdzenie, że swojego rywala - Mitta Romneya pokonał także na Florydzie. Tym samym demokrata zapewnił sobie reelekcję uzyskując 332 głosy elektorskie. Republikanin nazbierał ich 206.

Do 13 światowych przywódców zadzwonił w czwartek (czasu lokalnego) Barack Obama, by wyrazić życzenie dalszej ścisłej współpracy - powiadomił Biały Dom. Prezydent USA rozmawiał z liderami z Europy Zachodniej, Bliskiego Wschodu, Ameryki Południowej, Australii i Azji. Wśród nich nie ma prezydenta Polski.

Podczas gdy Amerykanie decydowali, kto będzie prezydentem przez najbliższe cztery lata, mieszkańcy Portoryko głosowali nad tym, czy chcą stać się pełnoprawną częścią USA. Mieszkańcy karaibskiej wyspy powiedzieli "TAK" i niedługo USA będą być może liczyć 51 stanów.

- Nie da się już w Stanach Zjednoczonych wygrać wyborów mobilizując jedno plemię na zasadzie jedności ideowo-etnicznej - powiedział w "Kropce nad i" w TVN24 minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski komentując przegraną Mitta Romneya z Barackiem Obamą.

Według ekspertów, wśród najważniejszych wyzwań drugiej kadencji Baracka Obamy będą: pobudzenie gospodarki, bezrobocie, klif fiskalny, kwestia programu nuklearnego Iranu oraz konflikt w Syrii.

Chociaż po tym, jak wygrana nowego-starego prezydenta USA Baracka Obamy stała się faktem, kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy poszybowały w górę, dobry nastrój nie trwał zbyt długo. Na otwarciu handlu na Wall Street główne indeksy znalazły się pod kreską. Po dwóch godzinach Dow Jones tracił już 2,2 proc. Według analityków, inwestorów bardziej zainteresowały niepokojące głosy z Europy niż wyborcze rozstrzygnięcie w kraju.

Barack Obama wygrał wybory prezydenckie w USA. Otrzymał 303 głosy, Mitt Romney 206. Gratulacje dla nowego-starego prezydenta spływają z całego świata.

- Mamy do czynienia z możliwą do przewidzenia stabilizacją - tak prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił w środę ponowny wybór Baracka Obamy na prezydenta USA. Wyraził przy tym nadzieję, że relacje Stanów Zjednoczonych z Polską i UE będą układały się dobrze.

- Następnym przeciwnikiem Baracka Obamy będzie "ponura przyszłość" Ameryki - twierdzi "Sueddeutsche Zeitung". Niemiecka i francuska prasa podkreślają, że zwycięstwo demokraty nie było ani triumfalne, ani pełne blasku.

Prezydent dostał jeszcze jedną szansę na spełnienie obietnic sprzed 4 lat, ale jego zwycięstwo pokazało głęboki podział wśród Amerykanów - piszą dwa główne liberalne dzienniki USA. "New York Times" i "Washington Post" w czasie kampanii poparły Obamę.

W Stanach Zjednoczonych upadła "marihuanowa prohibicja". Wyborcy stanu Kolorado, obok głosowania na nowego prezydenta, zagłosowali za legalizacją marihuany. Przeciwny nowemu prawu gubernator stanu przestrzegł, żeby "jeszcze nie rozbijać skarbonek", bo prawo nadal penalizuje palenie "trawki".

Kobiety odgrywały ważną rolę przez całą ich kampanię. Nie mogło się więc obyć bez uczuciowych akcentów na zakończenie wyborczego wyścigu. - Nie byłbym tym samym człowiekiem bez kobiety, która poślubiła mnie 20 lat temu - mówił w przemówieniu po wygranych wyborach Barack Obama. Mitt Romney też nie zapomniał o żonie. - Dziękuję ci Ann, miłości mojego życia - powiedział.

Wtorkowe wybory w USA miały wiele oblicz. Głosowano nie tylko na prezydenta, ale też na członków Kongresu i podejmowano decyzje odnośnie różnych kwestii światopoglądowych na poziomie stanów. Okazało się, że były to bardzo "tęczowe" wybory. Po raz pierwszy w historii do Senatu wybrano jawną homoseksualistkę.

Po wstępnych wynikach, dających Barackowi Obamie wygraną, gratulują też polscy politycy. "Proszę przyjąć moje gratulacje z okazji zwycięstwa w wyborach na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki" - napisał w środę prezydent Bronisław Komorowski w specjalnej depeszy. Gratulacje przekazali też szef MSZ Radosław Sikorski i marszałek Sejmu Ewa Kopacz.

Niektórzy oddawali głos w pralni lub McDonaldzie, inni stali w kolejkach do urn po kilka godzin. Sfrustrowani polityką wybierali na prezydenta Chucka Norrisa albo Myszkę Miki. Amerykańskie wybory nie obyły się też bez wpadek - w niektórych lokalach brakowało kart do głosowania, a w innych maszyny wyborcze zaznaczały niewłaściwego kandydata.