Kierowca karetki podejrzany o zabójstwo pięciu osób

Karetka pogotowia (zdjęcie ilustracyjne)
Policja we Włoszech
Źródło: Reuters Archive
Włoska prokuratura wszczęła śledztwo w związku ze śmiercią pięciu osób, które zmarły po tym, jak były przewożone karetką pogotowia. Jej kierowca jest podejrzewany o dokonanie zabójstw. Włoski Czerwony Krzyż w oświadczeniu przekazał, że "z szokiem" przyjął doniesienia o jego udziale w "poważnej sprawie kryminalnej".

Sprawą zajmuje się prokuratura w mieście Forli na północy Włoch. Śledczy podejrzewają, że mężczyzna, który pracował dla Włoskiego Czerwonego Krzyża, mógł podawać pacjentom szkodliwe substancje podczas transportu między szpitalami a domami opieki w regionie Emilia-Romania - podała agencja ANSA, powołując się na swoje źródło w organach ścigania.

Prokuratura zarzuca 27-latkowi, że działał z premedytacją i wykorzystał substancje trujące lub inne "podstępnie" działające środki. Mężczyzna nie został jak dotąd zatrzymany. Został jednak zawieszony w obowiązkach służbowych.

Do wszystkich pięciu zgonów objętych śledztwem doszło w trakcie transportu lub krótko po przewiezieniu pacjentów do punktu docelowego - poinformowali prawnicy dziennik "Guardian". Najstarsza zmarła miała 85 lat, pozostali byli w podobnym wieku. U wszystkich pacjentów doszło do zatrzymania krążenia. Władze badają również inne przypadki i nie wykluczają, że liczba potencjalnych ofiar może wzrosnąć w toku śledztwa.

Rodziny niczego nie podejrzewały

Z ustaleń "Guardiana" wynika, że bliscy zmarłych przez wiele miesięcy nie podejrzewali, że mogło dojść do zabójstwa. Wiedzieli bowiem, że ich krewni są ciężko chorzy. Podejrzenia miały pojawić się dopiero po tym, jak jedna z rodzin zażądała sekcji zwłok.

- Należy podkreślić, że nie chodzi o zwykłe karetki z wyjącymi syrenami dla pacjentów przewożonych do szpitala - przekazali Max Starni i Massimo Mambelli, prawnicy reprezentujący rodzinę jednego ze zmarłych, który odszedł w listopadzie ubiegłego roku. - Te karetki są zazwyczaj używane do rutynowego transportu, na przykład do przewożenia pacjentów z domu opieki do szpitala na wizytę. Dlatego w karetce jest tylko dwóch kierowców i nie ma pielęgniarki - dodali.

Włoski Czerwony Krzyż w oświadczeniu przekazał, że "z szokiem" przyjął doniesienia o udziale kierowcy w "poważnej sprawie kryminalnej".

Adwokatka 27-latka komentuje

Obrończyni 27-latka, Gloria Parigi, w rozmowie z dziennikiem "La Repubblica" stwierdziła, że jej klient zaprzecza zarzutom i jest "głęboko wstrząśnięty" sprawą. - Mówimy o osobach starszych, które były śmiertelnie chore - powiedziała Parigi. Jak dodała, "tylko jedna osoba zmarła w karetce", a pozostałe w kolejnych dniach po tym, jak zostali nią przewiezieni. Ponadto zdaniem adwokatki wszyscy zmarli, o których mówi prokuratura, mieli problemy z oddychaniem w trakcie jazdy, ale otrzymali pomoc.

Opracował Maciej Wacławik / az

Czytaj także: