W czwartek 26 lutego w rejonie przełęczy górskiej Stevens Pass położonej w Górach Kaskadowych w Stanach Zjednoczonych, na granicy hrabstw King i Chelan w stanie Waszyngton, zeszła potężna lawina.
Porwała go lawina. Żona nie mogła się z nim skontaktować
Lawina porwała narciarza Michaela Harrisa, który został zagrzebany pod kilkumetrową warstwą śniegu. Jak podają lokalne media, mężczyzna miał pecha, bo stało się to podczas jego ostatniego zjazdu.
- Zacząłem rozmawiać z Bogiem - opowiadał Harris. - Czułem się tak, jakbym został zabetonowany, nie mogłem się ruszyć - dodał. Uwięziony w śniegu mężczyzna bał się, że nikt nie będzie go szukał.
W tym czasie żona narciarza, Penny, próbowała się z nim skontaktować. Gdy nie odpowiadał, zaczęła się martwić.
- Zaczęłam panikować. Wysyłałam coraz więcej SMS-ów, a potem zaczęłam dzwonić - relacjonowała.
Z pomocą aplikacji wskazała ratownikom lokalizację męża
Kiedy Penny sprawdzała telefon, wciąż widziała, że jej mąż znajduje się na stoku. Za pomocą jednej z aplikacji w telefonie pokazała ratownikom, w którym miejscu ostatnio pojawił się sygnał obecności męża. W ten sposób patrol wraz z psem tropiącym odnalazł Michaela. Narciarz spędził pod śniegiem cztery godziny.
- Gdy mnie odkopywali, byli zdumieni, że jestem przytomny - przyznał uratowany.
Michael był w stanie głębokiej hipotermii, miał złamaną nogę, która wymagała operacji, a także doznał innych obrażeń. Po pobycie w szpitalu wrócił do domu, do żony i czwórki swoich dzieci.
Opracowali Anna Bruszewska i Krzysztof Posytek
Źródło: WFLX
Źródło zdjęcia głównego: 2026 Cable News Network All Rights Reserved