Wspomniane ponad 51 tysięcy grenlandzkich (w przeważającej większości inuickich) luteran skupionych jest w 17 parafiach, które przynależą do czterech dekanatów i jednej diecezji z siedzibą w Nuuk, gdzie znajduje się katedra i gdzie rezyduje biskupka Paneeraq Siegstad Munk. To ona - oczywiście poza przedstawicielami życia politycznego Grenlandii - jest jednym z głosów, który reprezentuje ten kraj na zewnątrz.
"Jesteśmy małym narodem, ale nie jesteśmy niewidzialni. Nasza przyszłość nie jest czymś, o czym można decydować poza nami. Mamy język, kulturę, przodków, dzieci i przyszłość związaną z tym miejscem. Jesteśmy ludźmi, nie własnością. Grenlandia nie jest ziemią do kupienia. To nasz dom i on nie jest na sprzedaż" - napisała biskupka, cytowana w oświadczeniu Światowej Rady Kościołów.
Organizacja ta, idąc za biskupką Munk, mocno potępia działania administracji prezydenta USA Donalda Trumpa, określa je mianem "neokolonializmu" i wzywa chrześcijan amerykańskich, "którzy wierzą w wolność, godność i prawo ludzi do wyboru własnej drogi, o wezwanie swoich przedstawicieli i rządu do wspierania Grenlandczyków w ich prawie do decydowania o własnej przyszłości".
Tatuaże i bębny jako nośnik tradycji
Liczby i znaczenie symboliczne luteranizmu dla tożsamości grenlandzkiej nie powinno jednak przesłaniać faktu, że - choć w oświadczeniach biskupki pojawia się termin "neokolonializm" na określenie polityki Donalda Trumpa - dla części, zwłaszcza młodszych Grenlandczyków, luteranizm też jest dziedzictwem epoki kolonialnej.