|

A może to byli Tanisuran, Malik i Siseb? I czy na pewno przybyli ze Wschodu?

Aktorzy wcielający się w role Trzech Króli podczas konferencji prasowej poświęconej Orszakowi Trzech Króli  2 stycznia 2026 w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie
Aktorzy wcielający się w role Trzech Króli podczas konferencji prasowej poświęconej Orszakowi Trzech Króli 2 stycznia 2026 w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie
Źródło: Tomasz Gzell/PAP
Nie wiemy, ilu ich było, skąd przybyli ani nawet czy naprawdę istnieli. Trzej Królowie to jedna z najpiękniejszych opowieści bożonarodzeniowych, głęboka i pełna czułości, ale nie wiadomo, czy literalnie prawdziwa - pisze dla TVN24+ filozof i publicysta Tomasz P. Terlikowski.Artykuł dostępny w subskrypcji

Ta historia jest jedną z najpiękniejszych opowieści z dzieciństwa Jezusa Chrystusa. Trzech władców przybywa z dalekich krain, wiedzionych przez nieznaną gwiazdę (a może raczej kometę), by oddać hołd dzieciątku w stajence. Matka Boża i Józef podejmują ich, zaskoczeni przyjmują dary, a zaraz potem uciekają do Egiptu, bo za pośrednictwem obcych monarchów Herod dowiaduje się o ich synu. Jest w tej opowieści rys dramatyczny, jest ciepło spotkania, ale i zapowiedziana wielkość narodzonego dziecka oraz późniejsza tragedia - bo przecież gdyby nie przybycie mężczyzn gdzieś ze Wschodu, nie byłoby późniejszej rzezi niewiniątek.

Tradycja obudowała te historie dodatkowymi elementami, dopisała do niej imiona, kolory skóry, a nawet szaty i słowa, a wspaniałe Orszaki Trzech Króli w Polsce wprowadziły ją w przestrzeń kultury masowej. I dobrze, że tak jest, choć w istocie o postaciach, które występują w tej historii, wiemy bardzo niewiele, a w zasadzie zgoła nic. Wątpliwości wywołuje nawet samo ich istnienie.

Czytaj także: