Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa już niespełna miesiąc. Jak podał "Wall Street Journal", Trump w ostatnich dniach wyrażał pogląd, że wojna znajduje się w końcowej fazie i wezwał doradców, by brali pod uwagę okres od czterech do sześciu tygodni. Kilka dni po atakach, 2 marca amerykański przywódca mówił, że według założeń operacja "Epicka Furia" potrwa cztery tygodnie lub mniej.
Część źródeł gazety dodała, że przedstawiciele Białego Domu zaplanowali na połowę maja szczyt Trumpa z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem, spodziewając się, że konflikt z Iranem zostanie do tego czasu zakończony.
Plan USA na pokój na Bliskim Wschodzie
Amerykańscy urzędnicy twierdzą, że Trump wciąż waha się w sprawie wysłania wojsk lądowych, również z powodu możliwych strat materialnych - przekazał "WSJ". Trump miał powiedzieć swojemu współpracownikowi, że konflikt na Bliskim Wschodzie odciąga uwagę od krajowych priorytetów. W listopadzie w Stanach Zjednoczonych odbędą się tzw. wybory połówkowe [midterms - ang.] do Kongresu.
Inny wysoki rangą przedstawiciel władz USA stwierdził, że Trump nakazał wojsku wywierać presję na Teheran, ale pozostawia otwarte inne opcje. Według medialnych doniesień Stany Zjednoczone przekazały Iranowi za pośrednictwem Pakistanu 15-punktowy plan zakończenia wojny.
Dotąd nie opublikowano dokumentu, ale przedstawiciele władz Pakistanu twierdzą, że punkty dotyczą m.in. ograniczenia sankcji, wycofania się Iranu z programu nuklearnego, ustalenia limitu rakiet, jakie mógłby posiadać Iran, otwarciu Ormuzu oraz ograniczenia wsparcia Iranu dla grup zbrojnych w regionie.
W środę Reuters, powołując się na przedstawiciela irańskich władz, poinformował, że Teheran wciąż analizuje amerykańską propozycję, ale "wstępna odpowiedź nie była pozytywna". - Przekazywanie wiadomości za pośrednictwem naszych zaprzyjaźnionych krajów oraz odpowiadanie poprzez przedstawianie naszych stanowisk lub wydawanie niezbędnych ostrzeżeń nie nazywa się negocjacjami ani dialogiem - powiedział szef irańskiego MSZ Abbas Aragczi w wywiadzie dla państwowej telewizji.
Później rzeczniczka Białego Domu Karoline Lavitt oświadczyła, że Iran musi zaakceptować "realia" i zrozumieć, że "został pokonany militarnie". Oceniła też, że w innym przypadku Trump "nie blefuje i jest gotów rozpętać piekło".
Iran stał się "wrogiem publicznym numer jeden"
Stacja CNN zauważyła, że w ostatnich dniach władze państw Zatoki Perskiej coraz bardziej otwarcie podkreślały, że w ramach przyszłego porządku na Bliskim Wschodzie irański potencjał militarny nie może pozostać w stanie nienaruszonym. Kraje regionu za największe zagrożenie uznają obecnie irańskie rakiety.
Arabia Saudyjska chce, aby przed zakończeniem wojny "w jak największym stopniu" osłabiony został potencjał Teheranu w zakresie pocisków manewrujących i balistycznych - powiedział CNN urzędnik kraju zorientowanego w stanowisku Arabii Saudyjskiej. Zjednoczone Emiraty Arabskie uważają natomiast, że dla Bliskiego Wschodu trudne byłoby dalsze zmaganie się z irańskim programem rakietowym i dronów.
Katar, który całkowicie wstrzymał wydobycie gazu ziemnego po irańskim ostrzale, podkreślił, że każde rozwiązanie wojny musi uwzględniać interesy zaatakowanych przez Iran krajów arabskich. - Nasze państwa muszą wziąć udział w przekształceniu regionalnego systemu bezpieczeństwa zgodnie z naszymi strategicznymi interesami - powiedział rzecznik katarskiego MSZ Madżid Al-Ansari.
Kraje Zatoki Perskiej widzą obecnie mroczną stronę Iranu rządzonego przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej - powiedział emiracki politolog Abdulchalek Abdulla. Jego zdaniem Iran stał się "wrogiem publicznym numer jeden" dla państw Zatoki Perskiej. - To nie jest państwo terrorystyczne, to państwo rządzone przez organizację terrorystyczną - oświadczył.
>>> Zobacz też: Miliony mogą zostać bez wody. Broń ostateczna w Zatoce