Polacy mogliby żyć ponad rok dłużej. Ekspert mówi, co trzeba zmienić

senior emeryt starosc shutterstock_2473010025
Geriatria ginie w zestawieniu z potrzebami innych dyscyplin medycznych
Źródło wideo: Stanisław Kołton | tvn24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
W ciągu roku ubyło 159 tysięcy mieszkańców Polski. Rodzi się mniej dzieci, przybywa seniorów, a do 2060 roku chorych na raka płuca może być nawet o 40 procent więcej. Polacy już dziś żyją blisko trzy lata krócej niż mieszkańcy państw rozwiniętych. Czy ochrona zdrowia poradzi sobie z tymi problemami?
Kluczowe fakty:
  • Wraz ze starzeniem się społeczeństwa będzie przybywać pacjentów z cukrzycą oraz chorobami serca, układu nerwowego i narządu ruchu. Czy system jest na to gotowy?
  • Polacy żyją średnio o 2,7 roku krócej niż mieszkańcy państw OECD. Czy większe wydatki na zdrowie wystarczą, by odwrócić ten trend?
  • Na części porodówek odbywa się zaledwie 150 porodów rocznie, podczas gdy brakuje miejsc opieki długoterminowej. Które oddziały powinny zostać przekształcone i co z Centrami Zdrowia 75+?
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.

Eksperci zauważają, że publiczne pieniądze i kadry są dziś rozproszone między placówki zaprojektowane dla społeczeństwa o zupełnie innej strukturze. W części szpitali spada liczba porodów i małych pacjentów, podczas gdy coraz trudniej znaleźć miejsce dla osoby starszej, która po hospitalizacji nie może jeszcze wrócić do samodzielnego życia. Ten problem będzie narastał: w kolejnych dekadach pacjentów wymagających długoterminowej opieki będzie coraz więcej.

Polska się kurczy i starzeje

Na koniec czerwca Polska liczyła 37,243 mln mieszkańców, o 159 tys. mniej niż rok wcześniej. W pierwszym półroczu na każde 10 tys. mieszkańców ubyły 24 osoby, podczas gdy przed rokiem było to 23. Ze wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika również, że od stycznia do czerwca zarejestrowano około 115 tys. urodzeń żywych, o około 1 tys. mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Mniejsza liczba urodzeń oznacza w dalszej perspektywie ograniczanie zapotrzebowania na część świadczeń pediatrycznych i położniczych. - W bardzo istotny sposób wzrośnie liczba osób w wieku poprodukcyjnym, czyli emerytów powyżej 65. roku życia. Jednocześnie będziemy dłużej żyć, a liczba urodzeń z roku na rok będzie malała - mówi dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Dla ochrony zdrowia oznacza to nie tylko więcej pacjentów z cukrzycą, chorobami układu krążenia, układu nerwowego czy narządu ruchu. Leczenie coraz częściej będzie trzeba prowadzić równolegle z powodu kilku schorzeń. - U osób starszych często pojawia się wielochorobowość, czyli kilka jednostek chorobowych jednocześnie. W sposób naturalny przybędzie pacjentów onkologicznych. Szacuje się, że nawet o 40 proc. do 2060 roku w przypadku nowotworu płuca - wyjaśnia ekspert.

Polacy żyją krócej niż w mieszkańcy innych krajów OECD

Zmiany demograficzne nakładają się na słabsze niż w wielu państwach rozwiniętych wyniki zdrowotne. Przeciętna długość życia w Polsce wyniosła w 2024 roku 78,4 roku, wobec 81,1 roku średnio w OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, do której należy 38 państw). Umieralność możliwa do uniknięcia sięga u nas 316 osób na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy średnia dla państw organizacji wynosi 222.

Na cukrzycę choruje 10,8 proc. dorosłych Polaków, a zły stan zdrowia deklaruje 9,8 proc. społeczeństwa. W latach 2013-2023 umieralność z powodu choroby niedokrwiennej serca wzrosła o ponad 30 proc. Jednocześnie 40 proc. dorosłych nie podejmuje wystarczającej aktywności fizycznej, a mammografię wykonuje 37 proc. kobiet objętych badaniami przesiewowymi, wobec 55 proc. średnio w OECD.

Po uwzględnieniu różnic w cenach Polska przeznacza na zdrowie około 4,3 tys. dolarów rocznie na mieszkańca, podczas gdy średnia OECD wynosi niemal 6 tys. dolarów. To 8,1 proc. naszego PKB wobec 9,3 proc. średnio w krajach organizacji.

Według analiz przytaczanych przez "Puls Biznesu" zwiększenie nakładów do poziomu średniej OECD mogłoby wydłużyć życie Polaków o 1,24 roku i zmniejszyć liczbę zgonów możliwych do uniknięcia o 50 na 100 tys. mieszkańców. Większe finansowanie powinno jednak iść w parze z rozwojem profilaktyki, podstawowej opieki zdrowotnej, szybkiej diagnostyki i świadczeń dla starzejącego się społeczeństwa.

Puste oddziały, za mało opieki długoterminowej

Według dr. Gryglewicza część szpitalnej infrastruktury jest wykorzystywana w niewielkim stopniu, choć wymaga stałego utrzymywania personelu i gotowości do przyjmowania pacjentów. - Mamy za dużo łóżek szpitalnych. Przykładami są oddziały ginekologiczne i pediatryczne. Już od czasów ministra Religi ministrowie, bez względu na opcję polityczną, wskazywali na konieczność przekształcenia części szpitali w zakłady opiekuńczo-lecznicze. Zamiast pustych oddziałów potrzebujemy zakładów opieki długoterminowej - podkreśla ekspert.

Skala wykorzystania poszczególnych oddziałów bardzo się różni. W części placówek liczba pacjentów i wykonywanych procedur jest na tyle mała, że utrzymywanie całego zespołu staje się kosztowne i trudne do uzasadnienia. - Na niektórych oddziałach położniczych mamy zaledwie 150 porodów rocznie. To samo dotyczy oddziałów zabiegowych. Są takie oddziały chirurgiczne, gdzie co drugi dzień przeprowadza się zabieg operacyjny, i to też jest zupełnie nieracjonalne. Równocześnie mamy ogromne niedobory kadry medycznej, a lekarze na takich oddziałach cały czas pozostają w gotowości, choć realizują niewiele procedur - mówi dr Gryglewicz.

W debacie nad reorganizacją porodówek od dawna pojawia się próg 400 porodów rocznie. Nie jest to jednak obowiązująca automatycznie granica, po której oddział musi zostać zamknięty. - Takie decyzje są obarczone kosztami politycznymi i w małych szpitalach zamknięcie tych oddziałów zawsze wywołuje lokalne protesty - zauważa ekspert.

Przeszkodą jest także rozproszona struktura właścicielska. Szpitale prowadzone przez powiaty bywają utrzymywane mimo zadłużenia i małej liczby świadczeń, ponieważ ograniczenie ich działalności spotyka się ze sprzeciwem mieszkańców i samorządowców.

Zdaniem dr. Gryglewicza konsolidacja części oddziałów mogłaby jednocześnie skierować personel do placówek, w których niedobory są najbardziej dotkliwe. - Zamknięcie oddziału, na przykład ginekologiczno-położniczego czy pediatrycznego, zmusi zwolnionych lekarzy do podjęcia pracy w innych szpitalach, w których braki kadrowe są najbardziej odczuwalne. Zwiększenie podaży lekarzy przełoży się również na racjonalizację stawianych przez nich wymagań finansowych - ocenia.

Geriatrzy i Centra Zdrowia 75+

Przebudowa szpitali nie wystarczy bez spójnego modelu opieki nad seniorami, łączącego leczenie wielu chorób, rehabilitację i wsparcie w zachowaniu samodzielności. Jednym z rozwiązań mogłoby być zatrudnianie geriatrów jako konsultantów także w placówkach bez oddziału geriatrycznego.

- Osoby w podeszłym wieku inaczej reagują na leczenie i mają odmienne potrzeby, a zbyt agresywna terapia bywa dla nich bardziej szkodliwa niż pomocna. Geriatra pełni tu rolę swoistego adwokata pacjenta. Skupia się na najważniejszych elementach leczenia oraz na zachowaniu jak najlepszej sprawności i jakości życia seniora, a nie na spektakularnych sukcesach w leczeniu jednej konkretnej jednostki chorobowej - wyjaśnia dr Gryglewicz.

Ekspert przypomina też koncepcję Centrów Zdrowia 75+. Miałyby działać w powiatach jako dzienne ośrodki zapewniające seniorom opiekę medyczną, pielęgniarską i rehabilitację bez konieczności pobytu w szpitalu. Takie rozwiązanie mogłoby odciążyć zarówno placówki, jak i rodziny opiekujące się osobami wymagającymi regularnego wsparcia.

Ministerstwo Zdrowia chce natomiast ograniczać liczbę słabo wykorzystywanych oddziałów, wprowadzając wymogi dotyczące minimalnej liczby zabiegów i przyjmowanych pacjentów. Budzi to jednak obawy części środowiska medycznego i samorządów. - Bez głębokiej reformy nie uda się rozwiązać systemowych problemów: niedofinansowania, braku kadr, wysokich kosztów płacowych czy płacenia placówkom za samo istnienie, a nie za wykonaną pracę - podsumowuje dr Gryglewicz.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: