Jak zaznaczył "Wall Street Journal", choć wciąż nie ma oficjalnego potwierdzenia i szczegółów dotyczących celu podróży, to do niecodziennej wizyty szefa służby wywiadowczej doszło na tle doniesień o przygotowaniach do rosyjskiej mobilizacji oraz planach prowokacji lub przetestowania NATO.
Według cytowanej przez gazetę Beth Sanner, byłej wysokiej rangą urzędniczki w wywiadzie USA, wizyta mogła służyć ostrzeżeniu Rosji przed podjęciem takich kroków. Dodała jednak, że tematem mogła być też wojna w Iranie. W poniedziałek administracja USA ostrzegła państwa wspierające Iran - a takim jest Rosja - o narażeniu na sankcje USA.
Pułkownik Andrzej Derlatka: takie kontakty nie są czymś niezwykłym
O to, co może oznaczać wizyta dyrektora CIA w Moskwie pytany był w TVN24 BiS pułkownik Andrzej Derlatka, były pełniący obowiązki szefa Agencji Wywiadu. - Oznacza przekazanie informacji, które normalnymi kanałami dyplomatycznymi nie są przekazywane z różnych względów, przede wszystkim z uwagi na czas, ponieważ kanały dyplomatyczne niestety są dosyć wolne i są mocno sformalizowane - tłumaczył w rozmowie z Michałem Sznajderem.
Derlatka zaznaczył, że "kontakty bezpośrednio do najwyższym szczeblu, w tym przypadku jest to szef CIA, nie są czymś niezwykłym". - Kanały służb specjalnych są najszybsze. Informacje wywiadowcze od służb specjalnych docierają bezpośrednio na biurko najważniejszych decydentów w państwach. To było stosowane, jest stosowane i będzie stosowane, to jest normalna procedura - mówił.
- Są jakieś rzeczy, które leżą na sercu Amerykanom i mogą w ten sposób dać mocny przekaz Rosjanom - stwierdził. Jego zdaniem w grę może wchodzić "sprawa jakiejś eskalacji rosyjskiej". - Może to oznaczać po prostu próbę powstrzymania Rosjan przed dalszą eskalacją tej wojny - powiedział.
Z misją ostrzeżenia Władimira Putina do Moskwy w 2021 roku przyleciał ostatni szef CIA, który odwiedził Rosję, Bill Burns. Burns relacjonował później, że przekazał Putinowi, że USA znają plany rosyjskiej inwazji na Ukrainę i ostrzegał go przed potencjalnymi konsekwencjami.
Marcin Fatalski: prawdopodobnie pojawiły się jakieś elementy palące
Doktor Marcin Fatalski, amerykanista z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie zauważył na antenie TVN24, że "do takiej bezpośredniej rozmowy doszło też, jak wszystko na to wskazuje, w Turcji, już po kilku miesiącach trwania inwazji rosyjskiej".
- Chodzi o to, że pojawiły się takie przecieki, iż Rosja wobec niepowodzenia swoich operacji na Ukrainie rozważa użycie taktycznej broni nuklearnej. I to też miało być ostrzeżenie, którym strona amerykańska, wówczas to była administracja Bidena, dała wyraźnie do zrozumienia, że dla Rosji konsekwencje będą dramatyczne. Że Zachód nie pozostanie obojętny wobec czegoś takiego jak złamanie tego nuklearnego tabu, czyli użycie broni nuklearnej już bezpośrednio - mówił.
- Mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową w tym sensie, że prawdopodobnie pojawiły się jakieś elementy palące albo wykraczające poza to, co jest normalnym elementem relacji. Jakkolwiek czasy są nie do końca normalne, bo mamy do czynienia z wojną - ocenił amerykanista. Według niego "nie chodzi najpewniej o rozmowy na temat wojny toczonej przez Rosję przeciwko Ukrainie w ogóle, ale chodzi o jakiś element związany na przykład z działaniami rosyjskimi w Europie".
- Mieliśmy do czynienia ostatnio z wydarzeniami, chociażby z sabotażem w Niemczech, z próbą zamachu. Mamy do czynienia z naruszeniem przestrzeni powietrznej w Polsce, mamy do czynienia z naruszeniami w państwach bałtyckich - przypomniał.
Szef CIA w Rosji. Nie ma oficjalnego potwierdzenia
Telewizja CBS, która pierwsza podała informacje o wizycie szefa CIA, również podkreśla, że ostatnie oceny amerykańskiego wywiadu wskazują, że kalkulacje Putina mogą ulegać zmianie i może on być bardziej skłonny do prowokacji przeciwko NATO, w tym działań pod progiem otwartych działań zbrojnych. Miałoby to na celu przetestowanie reakcji Sojuszu i administracji Donalda Trumpa.
W ostatnich miesiącach o możliwych rosyjskich prowokacjach otwarcie mówił szereg polityków, w tym przedstawiciele polskiego rządu i państw bałtyckich.
Ratcliffe miał we wtorek przylecieć do Moskwy na pokładzie wojskowego samolotu transportowego C-17 Globemaster, lądując wcześniej w Rydze. Według danych dostępnych z otwartych źródeł, jego samolot odleciał z Moskwy po około czterech godzinach. Ani władze USA, ani Rosji nie potwierdziły jednak oficjalnie wizyty urzędnika.