Donald Trump wielokrotnie atakował NATO i negował jego znaczenie, ale tak lekceważące słowa pod adresem sojuszniczych wojsk padły z jego ust po raz pierwszy.
"Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu i rzeczywiście tak zrobili, ale pozostawali nieco z tyłu, z dala od linii frontu".Donald Trump w wywiadzie dla Fox News
W tym samym wywiadzie Trump podawał w wątpliwość, czy w razie potrzeby Europejczycy przyszliby Amerykanom z pomocą.
Po atakach z 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone zwróciły się o pomoc do sojuszników z NATO. Zrobił to republikański prezydent George W. Bush. To wtedy po raz pierwszy i jedyny w historii uruchomiony został artykuł 5. NATO, mówiący o tym, że atak na jednego członka sojuszu jest atakiem na cały sojusz. Europejczycy walczyli u boku amerykańskich żołnierzy w Afganistanie.
W ciągu trwającego blisko 20 lat konfliktu zginęło blisko 3,5 tysiąca żołnierzy NATO, w tym ponad tysiąc spoza USA (wśród nich było 43 polskich żołnierzy i jeden pracownik cywilny).
Według Komitetu Ochrony Dziennikarzy (CPJ) na wojnie w Afganistanie życie straciło 65 dziennikarzy.
Trwający blisko dwie dekady konflikt zbrojny relacjonowali również nasi reporterzy - Maciej Woroch i Tomasz Kanik. Na antenie TVN24 odnieśli się do słów Donalda Trumpa i przypomnieli swoje doświadczenia.
"Wiele razy myśleliśmy: to może być ostatni wyjazd za bramę bazy"
- W Afganistanie spędziliśmy jako kraj, ale także jako dziennikarze, 13 lat, relacjonując bardzo trudną wojnę z terroryzmem, która kosztowała wiele żyć w Europie, wiele żyć w Stanach Zjednoczonych - mówił Maciej Woroch.
Jak dodał, "gdy Amerykanie zwrócili się do swoich sojuszników i powiedzieli: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, a wszyscy powiedzieli: nie ma wątpliwości, idziemy z wami".
Dziennikarz przypomniał, że w latach 2008-2014 Polski Kontyngent Wojskowy w Afganistanie odpowiadał za prowincję Ghazni. - Trudno powiedzieć, żeby kiedykolwiek działo się dobrze, ale to było miejsce, za które byliśmy odpowiedzialni i ponosiliśmy tę odpowiedzialność - podkreślił.
Reporterzy wojenni relacjonujący wojnę w Afganistanie, podobnie jak żołnierze, ryzykowali życie. - Wiele razy, wyjeżdżając z żołnierzami w Afganistanie na patrol, myśleliśmy: to może być ostatni wyjazd za bramę bazy - wspominał Woroch. - Każde ruszenie się poza bramę bazy było ryzykowne - podkreślił.
Kanik: czuję się osobiście dotknięty
Tomasz Kanik na wojnie w Afganistanie spędził w sumie prawie cztery miesiące. - Trzy lata z rzędu po pięć tygodni na miejscu - doprecyzował.
Na antenie TVN24 wyznał, że czuje się "osobiście dotknięty tym, co powiedział prezydent Trump". - Nie można zapomnieć o tym, co tam się działo - podkreślił.
Reporter opowiadał, jak w 2009 roku spędził tydzień z żołnierzami kawalerii powietrznej, którzy szkolili członków afgańskiej armii. - Miałem zaszczyt być z tymi żołnierzami, kiedy oni przeczesywali teren w poszukiwaniu min, tak zwanych IED [z ang. Improvised Explosive Device, czyli improwizowane urządzenia wybuchowe - red.], które później zabijały również amerykańskich żołnierzy. Robili to ramię w ramię z Afgańczykami. Policja afgańska wchodziła, zabezpieczali to Polacy z Afgańczykami. A za ich plecami, daleko w kordonie, byli Amerykanie - wspominał.
"To jest niewybaczalne"
Według niego nie chodzi jednak o licytowanie się, a "podstawowym problemem jest okazanie pogardy ludziom" przez prezydenta USA. - Można się spierać o sens misji w Afganistanie, można wzruszać ramionami, że cóż z tego teraz zostało, ale z perspektywy żołnierza, który ryzykuje życie, to jest niewybaczalne tak potraktować ludzi, którzy na to się zdecydowali - stwierdził Kanik.
Podkreślił, że mowa o ludziach, którzy zginęli, o wielu, którzy zostali ranni, o ich rodzinach. - To ponad 30 tysięcy ludzi w mundurach, którzy przewinęli się przez Afganistan. Oni zbudowali siebie nie tylko na (tożsamości) profesjonalnych żołnierzy, ale również na dumie z tego, co robili - wskazał dziennikarz.
- Jeżeli ktoś, tak jak ja, pracował długo z wojskiem, to wie, że ważnym elementem ich życia jest poczucie spełnionego obowiązku, szacunku wobec siebie i innych w mundurze. To rodzi z kolei zaufanie, bo w trudnych sytuacjach trzeba sobie ufać. A jeśli kogoś nie szanujesz, trudno myśleć, że można mu powierzyć życie. Jeżeli ten element jest podważany przez tak ważną osobę jak prezydent Stanów Zjednoczonych, to jest sytuacja kuriozalna - ocenił Kanik.
Podkreślił, że dziś możemy dawać świadectwo. - Musimy bronić honoru polskiego munduru, bo to jest ważna rzecz, która nas buduje. Zwłaszcza że mamy czasy, w których ten mundur i ci ludzie, którzy mają nas bronić, muszą być godni szacunku - mówił. I dodał, że nie służą temu opowieści, jakoby "przez lata chowali się za plecami Amerykanów".
Autorka/Autor: mgk, momo/lulu
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24