Masz subskrypcję?
O Donaldzie Trumpie pierwszy raz usłyszałem jakieś 20 lat temu, a "zajmuję się" nim zawodowo od około 11 lat. Pamiętam moment, gdy ogłaszał starania o prezydenturę - zjechał schodami elektrycznymi na inauguracyjny wiec i ogłosił swoje ambicje. Mówił wówczas o nielegalnych imigrantach z Meksyku jako o "przestępcach i gwałcicielach". Ależ to wzbudziło emocje i doprowadziło do furii progresywne elity. Ależ to spodobało się ludziom, którzy mieli elit dość.
Wydawało się, że ta walka o prezydenturę nie miała prawa się udać. Przed wyborami w roku 2016 atmosfera była jednoznaczna: czas na Hillary Clinton. O nominację demokratów starała się tylko garstka kandydatów, wiadomo było bowiem, że to jest JEJ moment. Była szefowa dyplomacji, była senator, była Pierwsza Dama - CV imponujące. Nawet kilkadziesiąt godzin przed dniem wyborów, niektórzy czołowi analitycy mówili, że wygra na 85 proc.