Trwające od 28 grudnia protesty w Iranie początkowo związane były z trudną sytuacją gospodarczą w kraju, w tym rosnącą inflacją. Jednak szybko nabrały charakteru politycznego - demonstranci wykrzykują hasła wymierzone w rząd i władzę ajatollahów.
Reżim traci swoją największą broń: strach - analizuje dla "The New York Times" profesor Abbas Milani, dyrektor studiów irańskich na Uniwersytecie Stanforda. "Strach jest spoiwem każdej autorytarnej struktury" - komentuje. Kiedy reżimy upadają, "samo ich istnienie wydaje się nieprawdopodobnie absurdalne". "Patrzymy na gruzy i pytamy z niedowierzaniem: jak coś tak niezdarnego mogło przetrwać tak długo?".
Jak zauwża profesor, obecna "nieustraszona" postawa demonstrantów jest powodem, dla którego to powstanie może okazać się trwałe. A mocarstwa zachodnie powinny wziąć to pod uwagę, udzielając im wsparcia, bo "ignorowanie tych coraz potężniejszych ruchów oznacza utratę szansy na pomoc narodowi irańskiemu w uwolnieniu się od tego koszmaru i stworzeniu bardziej pokojowego i demokratycznego Bliskiego Wschodu" - pisze Milani na łamach nowojorskiego dziennika.
Choć to, co dzieje się obecnie w Iranie, może wyglądać jak gwałtowny upadek reżimu, jest skutkiem erozji strachu, do której dochodziło przez lata - zauważa ekspert. To strach był największą bronią w Iranie, bo ani religia ani ideologia ani nawet brutalna siła nie byłyby w stanie "utrzymać tej potężnej budowli". I jak zauważa Milani, "gdy strach się rozprasza, traci swoją moc".
Republika islamska i terror przez lata
Irańska rewolucja islamska z 1979 roku rozpoczęła rządy ajatollahów. Kobiety, dotychczas nienoszące hidżabów, musiały je przywdziać. Życie publiczne zostało podporządkowane religii. W szkołach rozpoczęła się segregacja ze względu na płeć, zakazano spożywania alkoholu. "Niemoralne" zachowania mogły zakończyć się karą śmierci. Iran z kraju otwartego na świat, stał się podporządkowany władzy religijnych przywódców.
"Publiczne egzekucje przeprowadzano z rytualną precyzją" - pisze Milani. Publiczne media pokazywały zdjęcia zwłok podziurawionych kulami. Przesłanie, jak zauważa profesor, było jednoznaczne: rewolucja była niezwyciężona i bezlitosna. Władze dawały obywatelom jasny znak przez lata - opór jest daremny.
Jednak coś zaczęło się zmieniać cztery lata temu, gdy buntować zaczęły się kobiety. Publicznie zdejmowały hidżaby, odsłaniały włosy. "Reżim nadal mógł aresztować, bić, oślepiać i zabijać, ale nie mógł już zastraszać kobiet" - pisze Milani. Potem potoczyło się szybko: osłabienie Hamasu i Hezbollahu podważyły narrację Iranu o dominacji w regionie, ciosem był też konflikt z Izraelem. Systemy autorytarne, jak zauważa analityk, "najbardziej obawiają się nie porażki, ale ujawnienia słabości".
Teraz, zanim władze zdążą pokazywać w mediach społecznościowych, jakie kary czekają tych, którzy sprzeciwiają się reżimowi, są zalewane przez obrazy stworzone przez samych obywateli, bo "kpina i satyra rozprzestrzeniają się szybciej niż terror i groźby".
Jak zauważa na koniec analityk, "odwagę, którą się zarażono, ciężko poddać kwarantannie". Obecne wydarzenia jego zdaniem pokazują, że Irańczycy stali się nieustraszeni i nawet jeśli te protesty zostaną siłą stłumione, to władza "straciła samo sedno swojej potęgi - strach". Dlatego, jak komentuje, należy zadać pytanie: kiedy upadnie reżim, a nie czy upadnie. "Nie będzie trwać wiecznie" - podsumowuje ekspert na łamach "The New York Times".
Autorka/Autor: zeb//am
Źródło: The New York Times
Źródło zdjęcia głównego: Fatemeh Bahrami/Anadolu via Getty Images