|

Iran sięgnął po potężną broń. Odczujemy to wszyscy

Statki handlowe kotwiczą u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich z powodu zakłóceń w żegludze w cieśninie Ormuz
Statki handlowe kotwiczą u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich z powodu zakłóceń w żegludze w cieśninie Ormuz
Źródło: Anadolu/ABACAPRESS.COM/PAP
Iran dopiął swego, blokada cieśniny Ormuz stała się faktem. Choć od tankowców przebywających w tamtej okolicy dzielą nas tysiące kilometrów, jej skutki dotrą do Polski i to szybciej, niż się spodziewamy, a za szantaż reżimu zapłacimy wszyscy. Przy dystrybutorach i nie tylko.Artykuł dostępny w subskrypcji

Iran sięgnął po największą gospodarczą broń, jaką ma w arsenale - blokadę cieśniny Ormuz. To kluczowy szlak, przez który przepływa codziennie 20 milionów baryłek ropy, co stanowi 20 proc. światowego zużycia. I jedyna morska trasa dla ropy z Iranu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu, Kuwejtu czy Iraku.

Pojawiają się już ostrzeżenia przed poważnym światowym kryzysem. - Długotrwałe zamknięcie cieśniny Ormuz to gwarantowana globalna recesja - mówi Bob McNally, były doradca energetyczny Białego Domu za prezydentury George’a W. Busha, cytowany przez CNBC. Zawirowania na jednym z najważniejszych szlaków handlowych świata mogłyby też doprowadzić do kolejnej fali inflacji.

- Wszelkie sygnały wskazujące, że ta wojna może się przedłużać i przeciągnąć ponad kilka tygodni, będą wywoływać spekulacje i niepokój na rynkach. A to może wywindować oczekiwania inflacyjne w górę - komentuje w rozmowie z TVN24+ Konrad Popławski z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jakie konsekwencje dla Polski niesie blokada cieśniny Ormuz?
  • Dlaczego wzrost cen ropy i gazu może wpłynąć na codzienne życie konsumentów?
  • Co sądzą eksperci o możliwościach obejścia blokady i skutkach dla światowej gospodarki?
  • Jakie działania podejmują rządy i firmy w odpowiedzi na kryzys na Bliskim Wschodzie?
  • Czy obecna sytuacja może zmienić układ sił na globalnych rynkach energetycznych?

Kluczowy akwen

- Każdy, kto zdecyduje się przepłynąć tę drogą wodną, musi liczyć się z realnymi konsekwencjami. Przede wszystkim z ryzykiem ataku fizycznego, na przykład rakietowego, na tankowiec. Istnieje też inny scenariusz: wykorzystanie środków podwodnych, w tym zaminowanie akwenu - wyjaśnia dr hab. Radosław Bania, specjalista ds. Bliskiego Wschodu z Uniwersytetu Łódzkiego.

Od minionej soboty odnotowano już kilka ataków na statki. Prezydent Donald Trump oznajmił we wtorek, że jeśli będzie to konieczne, siły amerykańskiej marynarki wojennej będą eskortować tankowce przez cieśninę Ormuz. 

Destabilizowanie ruchu w regionie jest jedną z broni, która pozwala wywierać presję na jego przeciwników. Jeśli reżim walczy o przetrwanie, trudno oczekiwać, że nie będzie z takiego narzędzia korzystał.
Konrad Popławski, Ośrodek Studiów Wschodnich

A militarna blokada tankowców wcale nie musi być konieczna, by efekt był odczuwalny. Wystarczy strach, a ten dotarł już do przedstawicieli kluczowych firm.

Tuż po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskich ataków na Iran ubezpieczyciele poinformowali armatorów o planach anulowania polis albo podniesienia składek dla statków przepływających przez Zatokę Perską i cieśninę Ormuz. Cena transportu ropy naftowej z Bliskiego Wschodu do Chin wzrosła w poniedziałek do najwyższego poziomu w historii.

- Były spekulacje, że Chińczycy mogą dogadać się z Iranem i uzyskać pewnego rodzaju preferencje. Ale nawet COSCO, największy chiński armator, uznał, że ryzyko trafienia statku jest zbyt duże i nie zdecydował się na pływanie tą drogą - komentuje w rozmowie z TVN24+ Konrad Popławski.

- Widać już, że globalni gracze są zaniepokojeni. Indie apelowały do Iranu o odblokowanie cieśniny Ormuz, a także w Pekinie pojawiają się sygnały obaw o bezpieczeństwo dostaw energii. W wielu państwach nie ma przekonania, że konflikt uda się szybko wygasić, a Iran dostanie kilka ciosów, reżim upadnie i sprawa zostanie zamknięta - mówi Popławski.

Zobacz także: