Masz subskrypcję?
Tekst opublikowany 31 grudnia 2025 roku.
"Prądu nie ma. Czekam, aż włączą. Muszę dokończyć pieczenie tortu, kuzyn ma urodziny" - pisze do mnie z Krzemieńczuka Łarysa, emerytka.
"Na zewnątrz, przy pobliskich sklepach, słyszę warkot generatorów. Światła nie ma po trzy-cztery godziny. Potem włączą na dwie godziny i znów nie ma. Lodówka pewnie się popsuje. Ogrzewanie jest, w mieszkaniu ciepło, ale na zewnątrz nie jest zimno, bo nie ma jeszcze mrozów" - relacjonuje.
Ponad 200-tysięczny Krzemieńczuk w obwodzie połtawskim w środkowej Ukrainie jest częstym celem rosyjskich ataków. To przez Ukrtatnaftę, największą w Ukrainie rafinerię, z rozległą infrastrukturą i magazynami. Przed agresją zbrojną Rosji zakład miał ogromne znaczenie dla kraju, ponieważ zabezpieczał 30 procent potrzeb w zakresie produkcji naftowej.
Rzuciłam pościel na korytarz, niedaleko wyjścia. Leżałam ze słuchawkami na uszach, ale i tak wszystko słyszałam.Łarysa z Krzemieńczuka
Łarysa nie wierzy jednak, że rafineria jest celem Rosjan, bo - jak mówi - "nie ma tam już żywego miejsca". "Teraz celują w infrastrukturę miejską, elektrociepłownię, stację kolejową, budynki mieszkalne" - opowiada. "Potwory! Niedawno drony przyleciały o czwartej nad ranem. To było straszne" - wspomina.
Nie chce wyjeżdżać. W okolicznej wsi mieszkają jej siostry. Tam jest spokojniej. Czasem u nich bywa, pomaga w gospodarstwie.
"Myślałam, że umrę ze strachu" - zaczyna opowieść o ostatnim ataku.