W ramach strajku, który ma potrwać dobę, publiczni nadawcy zapowiedzieli m.in. zmiany w ramówkach większości kanałów (poza tymi dla dzieci) i emisję programów z opóźnieniem. Przed siedzibą Czeskiego Radia zorganizowano happening. Organizatorzy strajku zachęcali też pracowników mediów do zakładania czarnych koszulek.
Na kontach kanałów Telewizji Czeskiej w mediach społecznościowych pojawiły się czarne plansze z informacjami o strajku. "Robimy to wszystko dlatego, aby w pełni realizować publiczną służbę" - czytamy. W Czeskim Radiu do strajku dołączyło ponad tysiąc pracowników - poinformowała rzeczniczka nadawcy.
Dlaczego strajkują
Poniedziałkowy strajk został ogłoszony po tym, jak rząd Andreja Babisza przegłosował budzące kontrowersje zmiany w finansowaniu publicznego radia oraz telewizji. Środki mają teraz pochodzić z budżetu państwa, a nie - jak do tej pory - z abonamentu. Zmiany w finansowaniu - tłumaczą rządzący - to skutek m.in. realizacji obietnic wyborczych i oszczędności. Czeski minister kultury Ota Klempirz w rozmowie z "Guardianem" przekonywał, że nie zagrażają one niezależności mediów publicznych. Jego zdaniem nadawcy powinni udowodnić, że mogą działać wydajniej, dysponując mniejszymi funduszami.
Według nadawców zmiany obniżą ich finansowanie do poziomu z 2008 roku, zmniejszając roczny budżet Czeskiego Radia o równowartość ok. 70 mln zł, a budżet Czeskiej Telewizji o równowartość ok. 176 mln zł. Prezesi obu instytucji twierdzą, że obcięcie budżetów doprowadzi do likwidacji setek miejsc pracy i znacznych cięć w programach.
W sporze chodzi nie tylko o pieniądze. Pavla Kubalkova, jedna z członkiń komitetu strajkowego Telewizji Czeskiej, zaznacza, że stawką jest także niezależność mediów publicznych. - Dla nas najważniejsze jest zachowanie niezależności i bezpośredniej relacji między Telewizją Czeską a jej widzami - powiedziała w rozmowie z "Guardianem".
Wyszli na ulice w obronie mediów
W niedzielę po południu kilka tysięcy osób przeszło przed siedzibą Telewizji Czeskiej w Pradze w proteście przeciwko likwidacji abonamentu i finansowaniu mediów publicznych z budżetu. Według demonstrantów powinna dalej obowiązywać zasada, że kto płaci, ten wymaga. Protestujący nieśli transparenty z hasłami: "Wolne media = wolne społeczeństwo", "Łapy precz od mediów", "Czeska [Telewizja - red.] jest nasza". Część haseł na transparentach wymierzona była w premiera i ministra kultury.
- W takich czasach trzeba mieć charakter do takiego sprzeciwu - powiedział PAP mieszkający w Pradze Jakub. Dodał, że jeżeli zapowiadane przez rząd zmiany przejdą, to kilkaset osób z mediów straci pracę.
Przysłuchujące się rozmowie matka i córka, które specjalnie przyjechały na demonstrację z Karlowych Warów, wierzą w sens protestów. - Przecież dlatego tu jesteśmy i nie zostawimy ich. Media publiczne są dla nas, a nie dla polityków - powiedziały, wskazując na transparent dziennikarzy z napisem "Nie pozwolimy się wyłączyć".