Świat

Clinton zdobyła więcej głosów, ale wygrał Trump

Świat


Donald Trump, kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta USA, niespodziewanie wygrał wtorkowe wybory prezydenckie. Stało się tak, choć w skali kraju to demokratka Hillary Clinton zebrała więcej głosów Amerykanów. W TVN24 BiS trwa program specjalny #AmerykaWybiera.

TAK NA ŻYWO RELACJONOWALIŚMY DLA PAŃSTWA WYBORY W USA.

Według CNN Trump zdobył w wyborach prezydenckich 290 głosów elektorskich, a była sekretarz stanu - 228. Do zwycięstwa w wyborach prezydenckich potrzeba 270 z 538 głosów elektorskich.

Trump najpewniej poprawi swój wynik, bo wciąż nie ma rezultatów z wahających się stanów Michigan i New Hampshire. Nawet jeśli Clinton wygra we wszystkich tych stanach, nie wpłynie to już na ostateczny wynik.

Skomplikowany system wyborczy

Gdyby prezydent USA był wybierany w wyborach bezpośrednich, tak jak jest w Polsce, zwyciężyłaby Hillary Clinton. Według rezultatów publikowanych przez CNN po przeliczeniu ok. 92 proc. głosów w skali kraju to demokratyczna polityk zdobyła ich więcej - niemal 59,8 mln. Donald Trump zebrał o przeszło 219 tys. głosów mniej.

Sytuacja, gdy kandydat o większym powszechnym poparciu wyborców przegrywa wybory jest możliwa w USA ze względu na skomplikowany, dwustopniowy system wybierania prezydenta. Amerykanie tak naprawdę nie głosują na kandydata, ale na elektorów, których w każdym stanie jest określona liczba. To elektorzy wybierają prezydenta i zwyczajowo oddają głosy na tego kandydata, który w danym stanie zebrał najwięcej głosów.

Donald Trump zwycięstwo w skali kraju zapewnił sobie dzięki triumfowi w kluczowych tzw. stanach wahających się, a więc w takich, w których poparcie dla obojga kandydatów było mniej więcej równe, i zdobyciu w rezultacie większości głosów elektorskich.

Na Twitterze przyszły prezydent w nocy czasu lokalnego napisał "Co za piękny i ważny wieczór. Zapomniani mężczyźni i kobiety już nigdy nie będą zapomniani. Pójdziemy razem do przodu jak nigdy wcześniej".

Niespodziewana wygrana Trumpa

Wygrana Trumpa oznacza, że 45. prezydentem USA po raz pierwszy w historii tego kraju zostanie osoba bez żadnego politycznego dorobku i doświadczenia. Jego kandydatura wywołała wiele krytycznych komentarzy i obaw nie tylko w USA, ale i na świecie. Niektórzy politycy z krajów sojuszniczych USA, m.in. w Unii Europejskiej, nie ukrywali, że woleliby, by wygrała Clinton. Wyrażano obawy m.in. o to, że administracja Trumpa osłabiłaby zaangażowanie USA w NATO i amerykańskie zobowiązania na rzecz bezpieczeństwa sojuszników.

Bardzo dobry wynik 70-letniego Trumpa to całkowite zaskoczenie. Sondaże do ostatnich dni wskazywały, że to Clinton jest faworytką wyścigu prezydenckiego. Republikanin wygrał przede wszystkim dzięki poparciu białych mężczyzn oraz protestantów, którzy od początku stanowili najwierniejszą grupę jego zwolenników. To na ogół ludzie bez wyższego wykształcenia, którym gorzej powodzi się w nowej, globalnej gospodarce.

Przegrana Clinton sugeruje jednak, że najpewniej głosowało na nią znacznie mniej kobiet niż oczekiwano. Zdaniem komentatorów nagrania z seksistowskimi wypowiedziami Trumpa o kobietach nie wywarły na wyborcach tak wielkiego wpływu, jak można było się spodziewać.

Zdecydowały stany wahające się

Pierwsze pojawiające się w nocy z wtorku na środę czasu polskiego wyniki nie sugerowały rozstrzygnięcia. Kandydaci wygrywali w stanach, które tradycyjnie głosują na tę samą partię.

Trump - zgodnie z przewidywaniami - zwyciężał w Alabamie, Arkansas, Indianie, Kansas, Kentucky, Luizjanie, Missisipi, Missouri, Montanie, Nebrasce, Oklahomie, Karolinie Południowej, Dakocie Północnej, Dakocie Południowej, Tennessee, Teksasie, Wirginii Zachodniej, Idaho, Georgii i Wyoming - czyli głównie w konserwatywnych stanach amerykańskiego Zachodu i Południa.

Z kolei Clinton, zgodnie z prognozami, wygrała wybory w stanach Waszyngton, Kalifornia, Maryland, Oregon, Connecticut, Maine, Illinois, Massachusetts, Delaware, New Jersey, Nowy Jork, Rhode Island, Vermont i w stołecznym Dystrykcie Kolumbia (DC), czyli w Waszyngtonie, a także w wahadłowych stanach Kolorado, Nevada, Nowy Meksyk i Wirginia.

O zwycięstwie w wyborach prezydenckich w USA zadecydowały ostatecznie wyniki z kluczowych stanów wahających się, takich jak Ohio, Karolina Północna i Pensylwania, w których niespodziewanie zwycięstwo odniósł Donald Trump. Gdy po wielu godzinach oczekiwania okazało się, że republikanin wygrał także na Florydzie, czyli w największym stanie wahadłowym, jego wygrana była już bardzo prawdopodobna.

Po tych wynikach korespondentka CNN przebywająca w sztabie Trumpa informowała, że jego pracownicy sprawdzają podium, co miało sugerować przygotowania do wystąpienia kandydata republikanów. Wkrótce w ręce Trumpa wpadły również dwa kolejne stany wahające się, które w ostatnich wyborach częściej przypadały demokratom - Iowa i Wisconsin.

Niedowierzanie w sztabie Clinton

Tymczasem w sztabie Hillary Clinton zaczęło panować niedowierzanie i przygnębienie. Jak komentowała korespondentka CNN, zgromadzeni ludzie byli tak zszokowani, że niektórzy płakali, gdy dowiadywali się o zwycięstwach Trumpa w kolejnych stanach. Około godz. 8 czasu polskiego na scenę w sztabie Clinton wyszedł John Podesta, szef jej kampanii. Nie zadeklarował porażki, ale wezwał zwolenników do cierpliwości.

- Jeszcze nie przegraliśmy - mówił. Wezwał jednak zwolenników, by "przespali się" i poszli do domów. Sugerował, że różnice w niektórych stanach są tak małe, że należy poczekać na oficjalne i ostateczne wyniki. Clinton na razie nie przemówi.

Pół godziny później agencja AP poinformowała, że Donald Trump został zwycięzcą wyborów prezydenckich w USA. Niedługo później, jak poinformowała telewizja CNN, Hillary Clinton zadzwoniła do niego, aby uznać swą porażkę.

"To historyczna noc"

Około godz. 8:45 na scenę w sztabie republikanów w Nowym Jorku wszedł wskazany jako przyszły wiceprezydent USA Mike Pence. - To historyczna noc. Naród amerykański przemówił i Ameryka wybrała nowego prezydenta. Trudno mi wyrazić, jakim honorem będzie dla mnie służenie wam jako wiceprezydent Stanów Zjednoczonych - powiedział.

- Najbardziej wdzięczny jestem naszemu prezydentowi elektowi, którego przywództwo i wizja sprawi, że Ameryka znów stanie się wielka - dodał wśród głośnych oklasków, nawiązując do głównego hasła wyborczego kandydata republikanów. Następnie zapowiedział wejście na scenę Donalda Trumpa.

Trump: czas zaleczyć rany podziałów

Trump wszedł na scenę z żoną Melanią i całą rodziną. Zwycięzca wtorkowych wyborów prezydenckich w USA wygłoszone przemówienie rozpoczął od oznajmienia, że dostał właśnie telefon od Clinton, która uznała swoją przegraną i pogratulowała mu zwycięstwa. - Hillary pracowała bardzo długo i ciężko. Winni jej jesteśmy wielki dług wdzięczności za jej służbę dla kraju - powiedział o niej prezydent elekt, tytułując ją "panią sekretarz stanu".

W czasie kampanii wyborczej, zdominowanej przez wzajemne ataki personalne, oboje przerzucali się nawzajem oskarżeniami i obelgami. - Teraz jest czas, aby zaleczyć rany naszych podziałów. Musimy się spotkać razem. Wszystkim republikanom, demokratom i niezależnym mówię: czas, byśmy się zebrali razem jak jeden zjednoczony naród. Obiecuję wszystkim obywatelom naszego kraju, że będę prezydentem wszystkich Amerykanów. To dla mnie bardzo ważne - powiedział Trump.

Po przemówieniu zgromadzony na sali tłum skandował: "USA, USA!".

Komentatorzy, zdumieni zwycięstwem nowojorskiego miliardera-celebryty, przypominają, że wyjątkowo brutalna kampania była odbiciem głębokiego podziału amerykańskiego społeczeństwa.

Pierwszy taki prezydent

Nowojorski miliarder będzie pierwszym prezydentem USA, który nie sprawował dotąd żadnego stanowiska państwowego ani nie służył w wojsku. W kampanii kwestionował wartość sojuszy USA, z NATO na czele, wyrażał podziw dla dyktatorów i sugerował, że zajmuje ugodową postawę wobec agresywnych poczynań Rosji. Zdaniem krytyków ma porywczy temperament, który nie rokuje zrównoważonego zachowania w razie kryzysu międzynarodowego.

Z uwagi na szokujące wypowiedzi Trumpa komentatorzy przez długi czas kampanii nie traktowali jego kandydatury poważnie. Republikanin zraził do siebie mniejszość latynoską, mówiąc, że Meksykanie to handlarze narkotyków i gwałciciele. Obiecał też budowę muru na południowej granicy USA, by walczyć z nielegalna imigracją, a ponadto groził zakazaniem muzułmanom wjazdu do USA (potem się wycofał z tego pomysłu).

W kampanii zapowiadał odwołanie reformy ochrony zdrowia wprowadzonej przez prezydenta Baracka Obamę. Obiecywał też przywrócić miejsca pracy przeniesione za granicę, renegocjowanie układów handlowych takich jak NAFTA, a także zniesienie zbędnych regulacji rządowych i obniżenie podatków.

Gratulacje z całego świata

Wyborczego zwycięstwa bardzo szybko pogratulowało Trumpowi wielu światowych przywódców, m.in. prezydent Rosji Władimir Putin, kanclerz Niemiec Angela Merkel, brytyjska premier Theresa May, prezydent Francji Francois Hollande, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, szef Rady Europejskiej Donald Tusk i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

"Europejczycy wierzą, że Ameryka będzie nadal inwestować we współpracę z przyjaciółmi i sojusznikami" - napisali do prezydenta elekta USA Donald Tusk i Jean-Claude Juncker. Liderzy instytucji unijnych w liście gratulacyjnym wskazali na konieczność wzmocnienia więzi transatlantyckich.

Wygranej pogratulował także prezydent Polski Andrzej Duda, życząc "bardzo udanej kadencji".

"Więzi między Rzeczpospolitą Polską i Stanami Zjednoczonymi to wspaniały przykład strategicznego partnerstwa bazującego na wspólnych wartościach, u których podstawy leży wolność, tak droga Polakom, Amerykanom i mnie osobiście" - napisał prezydent Duda.

Gotowość do współpracy z nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych podkreśliło również wiele azjatyckich państw, m.in. Chiny, Japonia, Filipiny i Malezja.

Wieści o zwycięstwie Trumpa wywołały jednocześnie gwałtowną reakcję części niechętnych mu wyborców. Do rozruchów doszło w kalifornijskim Oakland, gdzie podpalono kilka śmietników, a jeden z demonstrantów został potrącony przez samochód podczas próby zablokowania autostrady.

Autor: mm//rzw / Źródło: PAP, Reuters, CNN

Tagi:
Magazyny:
Raporty: