Fałszywe alarmy i interwencje policji. Zatrzymano mężczyznę

Na miejscu pracują służby (zdjęcie ilustracyjne)
Rzecznik KSP o zatrzymaniu mężczyzny, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów (wideo z 16.05.2026)
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów. Skutkowały one między innymi interwencją w mieszkaniu szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Szef BBN Bartosz Grodecki zapowiedział, że wystąpi do ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego o przedstawienie informacji na temat działań służb w sprawie "nękania" dziennikarzy tej stacji. Sprawę skomentował też prezydent Karol Nawrocki.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji podkomisarz Jacek Wiśniewski poinformował na sobotniej konferencji, że zatrzymany w piątek w godzinach wieczornych 53-letni mężczyzna to mieszkaniec jednego z podwarszawskich powiatów. Nie chciał informować o innych szczegółach, czy mówić o możliwych powodach działania domniemanego sprawcy alarmów. Jak dodał, badany jest sprzęt informatyczny znaleziony u zatrzymanego.

Wiśniewski zaznaczył też, że każda osoba, która wywołuje tego typu fałszywy alarm - mając tego pełną świadomość, powodując działania służb i sprawiając fałszywe poczucie zagrożenia - może spodziewać się odpowiedzialności karnej. Za taki czyn grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, a jeśli powiadomienia z ostatnich dni były przypisane jednej osobie - nawet do 15 lat.

- Pamiętajmy, że do momentu postawienia zarzutu, czy zgromadzenia odpowiedniego materiału, jest to osoba, która na ten moment jest tylko osobą zatrzymaną do sprawy. Musi być zgromadzony odpowiedni materiał dowodowy, który będzie stanowił o tym, żeby móc dalej powiedzieć coś więcej - wyjaśnił rzecznik.

"Na ten moment mówimy o zatrzymanej jednej osobie"

Przedstawiciel policji poinformował, że mężczyznę zatrzymano po podjętych wspólnie działaniach z Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości po fałszywym alarmie w sprawie zagrożenia zdrowia i życia nastolatka w mieszkaniu przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie należącego do szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza.

Wiśniewski podał, że policja od kilku dni notowała tego typu powiadomienia, które dotyczyły instytucji i osób prywatnych na terenie Warszawy, po których - zgodnie z procedurami - interweniowali stołeczni policjanci. Przypomniał też, że policjanci w całym kraju codziennie reagują na takie zgłoszenia w trosce o ludzkie życie. W tym przypadku interweniowano w kilkunastu miejscach, pod różnymi adresami i działania te miały szczególny priorytet ze względu na możliwe zagrożenie życia.

Rzecznik podkreślił, że w takich przypadkach policjanci powinni dostać się jak najszybciej na miejsce, zweryfikować zagrożenie i pomóc osobie, która może jej oczekiwać. Podał, że w garnizonie stołecznym realizowanych jest od 1700 interwencji dziennie, a w weekendy nawet do 2200. Jak zaznaczył, są one realizowane według tych samych standardów w całym kraju i bez względu na instytucję czy osobę, której dotyczą.

Wiśniewski wskazał, że fałszywe zawiadomienia otrzymało nie tylko Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego, ale informacja była przesłana również od osoby z biura Rzecznika Praw Dziecka. Zaznaczył też, że policjanci nadal analizują i pracują nad sprawą dotyczącą Wiktorskiej i kilkunastu innych alarmów.

- Każdą traktujemy indywidualnie, a zarazem szukamy tych powiązań, czy one stanowią (...) jedno źródło, może intencje jednej osoby (...). Na ten moment mówimy o zatrzymanej jednej osobie - podkreślił.

Szef BBN: wystąpię do ministra

Do sprawy odniósł się w mediach społecznościowych nowy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki. "W poniedziałek wystąpię do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego o przedstawienie szczegółowych informacji na temat działań podległych mu służb w sprawie nękania dziennikarzy Telewizji Republika" - zapowiedział.

"Nie ma zgody na ograniczanie wolności słowa i paraliżowanie pracy niezależnych mediów w Polsce" - dodał.

Niedługo później na wpis Grodeckiego odpowiedział Kierwiński, który zadeklarował, że "chętnie odpowie" na jego pismo. "Teza, którą Pan stawia jest jednak nieprawdziwa. Policja podejmowała działania w związku z możliwym zagrożeniem życia. Warto czytać komunikaty policji. To doskonała okazja, żeby zrozumieć, że nie wszystko jest polityką..." - napisał.

Prezydent o "przekraczaniu bardzo niebezpiecznej granicy"

Prezydent Karol Nawrocki w mediach społecznościowych podziękował szefowi BBN "za inicjatywę mającą na celu wyjaśnienie wszelkich okoliczności działań podejmowanych przez służby wobec dziennikarzy Telewizji Republika".

"Jeżeli dziennikarz w Polsce musi się zastanawiać, czy kolejne fałszywe zgłoszenie nie skończy się wejściem służb do domu, skuwaniem współpracowników i przeszukaniem redakcji - to znaczy, że przekraczana jest bardzo niebezpieczna granica" - stwierdził.

Nawrocki oznajmił też między innymi, że "nie ma wolności słowa tam, gdzie dziennikarze zaczynają żyć pod presją interwencji służb, gróźb i działań paraliżujących pracę redakcji".

Rzeczniczka MSWiA: nieprawdą jest, że było 30 czy 50 zgłoszeń

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka odnosząc się do całej sprawy podała, że według posiadanych danych było 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi - jak mówiła - "czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia". - Nieprawdą jest, że było 30 czy 50 zgłoszeń. (...) Było 12 potwierdzonych interwencji w ciągu pięciu dni między 10 a 15 maja - zastrzegła, komentując nieoficjalne informacje w mediach społecznościowych.

Gałecka podkreśliła, że "insynuowanie, że dochodziło do jakichś masowych wejść do pracowników Telewizji Republika jest po prostu nieprawdziwe, kłamliwe i szkodliwe dla policji". Rzeczniczka MSWiA zaapelowała też o to, by zostawić funkcjonariuszy policji w spokoju.

Policja dementuje doniesienia. "Nikt nie został zatrzymany"

W piątek Telewizja Republika podawała, że policja weszła do domu redaktora naczelnego tej stacji Tomasza Sakiewicza. On sam na antenie relacjonował: - Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że w zagrożeniu znajduje się tu jakieś dziecko.

Do informacji odniosła się wówczas policja. Przekazała, że policjanci zostali powiadomieni, iż w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu. "Funkcjonariusze zastali w lokalu kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki" - przekazano.

Dodali też, że zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja sytuacji na miejscu pozwalały na stwierdzenie, że wiadomość "o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych". "Po przeprowadzeniu niezbędnych ustaleń policjanci zakończyli interwencję. Nikt nie został zatrzymany" - podsumowano.

OGLĄDAJ: "Góra milionów tam szła". To nie jest niezależna stacja
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: PAP
Czytaj także: