W piątek w Tatrach szalały burze, a do szczególnie niebezpiecznego zjawiska doszło niedaleko szczytu Giewontu. Wskutek uderzeń piorunów poszkodowanych zostało siedem osób, w tym jedna poważnie. W sobotę wciąż pozostawała ona pod opieką lekarzy, a pozostali turyści opuścili szpital.
Nieprzewidywalne obrażenia
Lekarz z zakopiańskiego szpitala Sylweriusz Kosiński opowiadał w rozmowie z reporterem TVN24 Maciejem Stasińskim, dlaczego zła pogoda w górach jest szczególnie niebezpieczna.
- Burze w górach występują częściej ze względu na ukształtowanie terenu i specyficzne warunki górskie. Tych dni burzowych jest więcej, więc zagrożenie jest automatycznie większe - wyjaśnił lekarz.
Kolejny czynnikiem zwiększającym niebezpieczeństwo jest teren. Jak zauważył Kosiński, po uderzeniu pioruna prąd przemieszcza się po skałach, a nie po glebie. Potęguje to ryzyko obrażeń.
- Rodzaj obrażeń, które odnoszą ofiary, jest nieprzewidywalny. Mamy do czynienia zarówno z oparzeniami, z obrażeniami mechanicznymi, jak również z obrażeniami bardzo rzadko występującymi, określanymi mianem balistycznych, które powstają od przemieszczających się z dużą prędkością kawałków skał - wytłumaczył.
Wobec gór trzeba zachować pokorę
Kosiński, który jest również ratownikiem TOPR, apeluje, by jeśli zapowiada się na burzę - a tym bardziej, gdy żywioł już szaleje - nie wybierać się w góry.
- Tak samo piorun, tak samo lawina, tak samo gwałtowne załamanie pogody są w górach po prostu nieprzewidywalne - przyznał lekarz. - Bardzo ważna jest ogromna pokora wobec siły gór i zagrożeń górskich. Trzeba w odpowiednim miejscu powiedzieć sobie "dość" i zawrócić w bezpieczne rejony, tam gdzie tych zagrożeń po prostu nie ma - podsumował.