- Nie mogę, ze względów bezpieczeństwa, powiedzieć, ilu żołnierzy zostanie wysłanych, ale posiłki będą wysłane, by odciąć ten rejon i wywrzeć presję na protestujących - powiedział rzecznik armii pułkownik Sansern Kaewkamnerd.
W sobotę po południu premier Tajlandii Abhisit Vejjajiva stwierdził że akcja wojska powinna trwać do skutku, aż do stłumienia protestu. - Nie cofniemy się - zapowiedział. Jego zdaniem to jedyny sposób, by zakończyć trwające protesty i przywrócić w kraju początek.
Ranni i zabici
Rano doszło do kolejnych walk między wojskiem i demonstrującymi, którzy okupują centrum tajlandzkiej stolicy. W walkach trwających już trzeci dzień zginęły, według ostatnich oficjalnych danych, 22 osoby.
Jedną z ostatnich ofiar jest najprawdopodobniej ratownik medyczny, który został postrzelony, gdy próbował przyjść z pomocą jednemu z protestujących. Nie wiadomo, z której strony padły strzały.
Miesiące protestów
Demonstracje w Bangkoku zapoczątkowali przed dwoma miesiącami zwolennicy obalonego premiera Tajlandii Thaksina Shinawatry, który w czasie swych rządów próbował wprowadzać pewne reformy na rzecz uboższych warstw ludności.
W sumie w starciach, do których doszło w ostatnich tygodniach, zginęło w Bangkoku ok. 30 osób, a ponad 900 zostało rannych.
Źródło: reuters, pap