Dowódca tłumaczył się w Kongresie. "Policzek dla Polski"

Amerykańscy żołnierze w Polsce
Pentagon miał odwołać przerzut żołnierzy do Polski. Relacja Marcina Wrony
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Defense Visual Information Distribution Service
Otrzymaliśmy instrukcję redukcji wojsk, "najbardziej sensowne" było wstrzymanie przerzutu brygady pancernej, która miała trafić do Polski - mówił w piątek w Kongresie dowódca sił lądowych USA. Polski rząd zapewnia, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi wciąż jest silny, a decyzje "nie wpłyną bezpośrednio" na nasze bezpieczeństwo.

Przed komisją sił zbrojnych Izby Reprezentantów zasiedli w piątek dowódca amerykańskich sił lądowych generał Christopher LaNeve oraz sekretarz ds. sił lądowych Dan Driscoll. Kongresmeni pytali ich między innymi o doniesienia mediów na temat odwołania w ostatnich dniach przyjazdu do Polski 2 Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1 Dywizji Kawalerii. Miało to być ponad 4 tysiące żołnierzy wraz ze sprzętem.

LaNeve odpowiedział, że decyzja w tej sprawie zapadła po konsultacji z dowódcą sił USA w Europie (EUCOM), którym jest generał Alexus Grynkewich.

- Otrzymaliśmy instrukcje dotyczące redukcji sił. Współpracowałem z nim, ściśle konsultując, której jednostki będzie to dotyczyć. Najbardziej sensowne było, aby ta brygada nie została wysłana w teatr działań. Ściśle współpracujemy z generałem Grynkewichem i jego zespołem, aby zapewnić, że ma od nas odpowiednie siły - powiedział LaNeve.

Generał potwierdził, że część przerzucanej brygady była już w Polsce, a jej sprzęt był w tranzycie. Pytani o termin podjęcia decyzji LaNeve i Driscoll odpowiadali, że decyzja została podjęta w ciągu ostatnich dwóch tygodni, a dowiedzieli się o niej kilka dni temu. Pytany o to, czy wstrzymana brygada zostanie zastąpiona innymi siłami wysłanymi do Polski, odesłał kongresmenów do generała Grynkewicha. Przyznał też, że "nie wie", czy polskie władze zostały poinformowane o tym ruchu.

"Policzek dla Polski"

Decyzja była niemal powszechnie krytykowana przez członków komisji z obydwu partii. Najostrzejszy w potępieniu był republikański kongresmen Don Bacon, były generał Sił Powietrznych USA. Jak stwierdził, Polska nie została poinformowana o decyzji Pentagonu, co uznał za "hańbę" dla Stanów Zjednoczonych i "policzek dla Polski, policzek dla naszych bałtyckich przyjaciół".

- Cóż, ja już znam odpowiedź, bo dzwonili do mnie wczoraj. Nie wiedzieli. Zostali zaskoczeni. To jedni z naszych najlepszych sojuszników i nie mieli pojęcia - irytował się kongresmen. - Nadal nie wiedzą, dlaczego brygada została wstrzymana. Nie wiedzą, czy to tylko zawieszenie, czy na stałe. Jesteśmy winni Polsce i naszym bałtyckim przyjaciołom, którzy są bardzo narażeni przez tę decyzję, lepsze wyjaśnienie - dodał.

Polityk ocenił, że jest to też policzek wymierzony Kongresowi, bo decyzja sprzeczna jest z przepisami nakładającymi restrykcje dotyczące wycofania wojsk USA z Europy.

Chodzi o uchwalone przez Kongres na początku roku przepisy zabraniające redukcji amerykańskich sił zbrojnych w Europie poniżej poziomu 76 tys. na więcej niż 45 dni, dopóki szef Pentagonu i szef Dowództwa Europejskiego (EUCOM) nie przedstawią Kongresowi oddzielnych raportów uzasadniających podjęcie takiej decyzji. Prawo nakłada również obowiązek konsultacji z Kongresem, innymi instytucjami państwa oraz sojusznikami.

Bacon wyraził też przekonanie, powołując się na własne doświadczenie, że decyzja została podjęta wbrew opinii dowódcy sił USA w Europie. Zaznaczył, że sama decyzja oraz sposób jej podjęcia podważa zaufanie sojuszników do Stanów Zjednoczonych. W istocie jeszcze w marcu generał Grynkewich zapewniał tę samą komisję, że obecność dwóch brygad pancernych w Polsce jest kluczowa dla odstraszania Rosji.

Zarówno Bacon, jak i inni kongresmeni wspominali, że analogiczna sytuacja miała miejsce w zeszłym roku, kiedy Pentagon nagle i bez konsultacji zdecydował o wycofaniu brygady z Rumunii. Politycy wypominali, że urzędnicy resortu obiecywali potem, że podobna sytuacja się nie powtórzy.

Inny Republikanin, Austin Scott z Georgii, sugerował, że resort kłamał, twierdząc, że decyzja o wstrzymaniu ruchu brygady "nie została podjęta w ostatniej chwili", biorąc pod uwagę, że doszło do niej w trakcie przerzutu wojsk.

Skąd informacje o zmianach dotyczących żołnierzy USA?

Doniesienia o redukcji sił amerykańskich w Europie pojawiają się od pewnego czasu. Na początku maja USA ogłosiły, że wycofają pięć tysięcy żołnierzy z Niemiec. W zeszłym tygodniu Donald Trump powiedział z kolei, że może przesunąć żołnierzy z Niemiec do Polski.

Informację o anulowaniu wysłania brygady pancernej do Polski podały w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego amerykański dziennik "The Wall Street Journal" oraz portal Army Times.

Z kolei Reuters poinformował w piątek, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, wypowiadających się anonimowo, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tysięcy amerykańskich żołnierzy do Polski. Telewizja CNN podała, powołując się na źródła w resorcie wojny USA, że decyzja szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była częścią serii ruchów mających zredukować liczbę sił USA w Europie.

MON: nie ma decyzji ograniczających obecność sił USA w Polsce

W czwartek minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał, że liczba amerykańskich żołnierzy w Polsce się nie zmniejszy. Mówił, że rozmawiał w nocy z dowództwem sił USA w Europie oraz prezydentem Karolem Nawrockim.

W piątek, podczas uroczystości przekazania Siłom Zbrojnym RP satelitarnego systemu MikroSAR, minister zapewniał, że "nie ma żadnych decyzji ograniczających obecność sił i środków amerykańskich w Polsce". Jak dodał, sojusz między Polską a USA "jest naprawdę silny". - Polska na swoim terytorium ma zarówno stałą, jak i rotacyjną obecność wojsk amerykańskich - zaznaczył wicepremier.

- Wysunięte dowództwo V Korpusu w Poznaniu, dowództwo dywizji w Bolesławcu, bazy logistyczne we Wrocławiu, magazyny w Powidzu, czy bazy lotnicze w Łasku i w Powidzu, batalionowa grupa w Orzyszu, Redzikowo i tarcza antyrakietowa, to trwałe symbole obecności wojsk amerykańskich na polskiej ziemi. Nic w tej sprawie się nie zmienia - zapewnił Kosiniak-Kamysz.

Szef MON dodał, że polski rząd jest "w stałym kontakcie z głównodowodzącymi siłami amerykańskimi w Europie", a "rotacje, które następują, nie zmieniają strategii polityki państwa polskiego". - Te decyzje, które państwo obserwujecie, wynikają z decyzji prezydenta (Donalda) Trumpa. Jasno wskazał o zmniejszeniu kontyngentu o 5 tysięcy w Niemczech. Żeby to wykonać, Pentagon podejmuje różnego typu działania. Czasem jedna brygada może być wstrzymana, żeby przyjechała na jej miejsce inna. One dotyczą zmniejszania nie obecności w Polsce, ale u innych partnerów europejskich - podkreślił.

- Jesteśmy zapewniani przez głównodowodzących, że Polska jest dalej najbardziej stabilnym i lojalnym sojusznikiem amerykańskim - dodał szef MON.

Tusk: decyzje mają charakter logistyczny

Także premier Donald Tusk w piątek uspokajał w tej sprawie. Zaznaczył, że "spodziewaliśmy się od wielu, wielu miesięcy pewnych decyzji dotyczących Europy".

- Nasz sojusznik najważniejszy, najbliższy, Stany Zjednoczone od lat właściwie zapowiadały pewną korektę w ich polityce, większe zainteresowanie innymi teatrami - wskazał. Szef rządu przypomniał apele amerykańskiej administracji dotyczące tego, aby "Europa brała na siebie większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo".

Podkreślił, że Polska odpowiedziała na to "natychmiast" i "odpowiada skutecznie do dziś". - Polska jest tutaj absolutnie wiodącym krajem. Nic się tu nie zmieni - przekonywał premier.

Poinformował też o otrzymanych gwarancjach. - Otrzymałem zapewnienie i to jest też dla mnie ważne, że te decyzje mają charakter logistyczny i one nie wpłyną bezpośrednio na możliwości odstraszania i nasze bezpieczeństwo, jeśli chodzi o współpracę polsko-amerykańską - przekazał.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: