NBP wydał komunikat. "Narodowy Bank Polski informuje, że Prezes Rady Ministrów zwrócił bez kontrasygnaty postanowienia Prezydenta RP dotyczące powołania członków Zarządu Narodowego Banku Polskiego - Pani prof. Marty Kightley oraz Pana Ludwika Koteckiego, obecnie członka Rady Polityki Pieniężnej" - napisał w komunikacie rzecznik prasowy NBP Maciej Antes.
Nominacje do zarządu NBP
Według kolejnego oświadczenia Antesa prezydent Karol Nawrocki skierował na wniosek prezesa NBP Adama Glapińskiego do kontrasygnaty premiera cztery postanowienia dotyczące powołania członków zarządu banku centralnego: oprócz Kightley oraz Koteckiego, którzy objęliby swoje funkcje od dnia powołania, "także prof. Przemysława Litwiniuka i dr. Marcina Zarzeckiego - członków Rady Polityki Pieniężnej, którzy objęliby swoje funkcje odpowiednio od 5 listopada 2026 r. oraz od 2 stycznia 2027 r. Wszystkie cztery nominacje, wobec braku kontrasygnaty, zostały zwrócone do Kancelarii Prezydenta RP" - przekazał rzecznik NBP.
Wcześniej Antes informował, że zwrócone bez kontrasygnaty postanowienia prezydenta dotyczyły powołania dwóch członków zarządu banku - Marty Kightley i Ludwika Koteckiego.
Zgodnie z ustawą, w skład zarządu Narodowego Banku Polskiego wchodzi prezes banku centralnego oraz od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Kadencja członków zarządu trwa 6 lat, a ta sama osoba nie może pełnić tej funkcji dłużej niż dwie kolejne kadencje. Są oni powoływani i odwoływani przez prezydenta na wniosek prezesa NBP. Jednakże, zgodnie z konstytucją, wszystkie akty urzędowe prezydenta wymagają kontrasygnaty premiera. Dotyczy to także aktów powołujących członków zarządu NBP.
Kadencja Marty Kightley skończyła się w marcu bieżącego roku, była ona w banku od 2020 r.
Obecnie zarząd NBP, wraz z prezesem Adamem Glapińskim, liczy siedem osób. W listopadzie br. kończy się kadencja obecnego wiceprezesa Adama Lipińskiego, powołanego do zarządu NBP w 2020 r.
Siemoniak komentuje brak podpisu Tuska
- To nie jest zemsta, to jest ocena premiera, ale też na pewno da to do myślenia prezydentowi, że kto mieczem wojuje może też od miecza zginąć - powiedział Tomasz Siemoniak na antenie TVN24. Minister ocenił, że decyzja premiera o zwróceniu pisma z kancelarii prezydenta jest komunikatem dla prezydenta, który "w skandaliczny sposób nie pozwala pracować Trybunałowi Konstytucyjnemu".
- Ten sygnał ze strony premiera powinien dać prezydentowi do myślenia - stwierdził Siemoniak. - Nie jest rolą prezydenta totalna obstrukcja, blokowanie wszystkiego, co się da - dodał.
Minister ocenił, że działania prezydenta tworzą "dwa ośrodki władzy".
- Problem prezydenta Nawrockiego bierze się z tego, że został wybrany do określonych kompetencji i próbuje je poszerzać, a tutaj konstytucja jest dość precyzyjna - powiedział. "On wytwarza tymi działaniami duży kryzys w państwie i na pewno zapłaci za to cenę" - dodał.
"Prawa ręka prezesa"
Jak dowiedział się Onet, kancelaria premiera zwróciła pismo z kancelarii prezydenta z prośbą o kontrasygnatę nominacji m.in. dla Marty Kightley na wiceprezesa NBP. Kancelaria prezydenta poinformowała redakcję, że premier odmówił podpisu pod wszystkimi nominacjami do zarządu banku centralnego.
Adamowi Glapińskiemu zależało na tym, aby przedłużyć mandat pierwszej wiceprezes. "To kluczowa postać w NBP. Prawa ręka prezesa i jeśli chodzi o zarządzanie bankiem najważniejsza osoba" - podkreśliło źródło Onetu w NBP. Pierwszy wiceprezes zastępuje prezesa pod jego nieobecność.
Portal przypomina, że z początkiem marca z zarządem NBP pożegnał się Piotr Pogonowski, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarząd NBP ma teraz minimalną ustawową liczbę członków, czyli sześć osób. Dla Glapińskiego kluczowe jest więc uzupełnienie wakatów i to jeszcze przed listopadem. Wówczas bowiem kończy się kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego. Jeśli nie będzie jego następcy, to liczba członków najważniejszego organu w NBP będzie poniżej wymaganej przepisami.
Według Onetu, jeszcze na początku roku wydawało się, że relacje pomiędzy rządem a prezesem NBP nieco się ociepliły. Sytuację skomplikował udział prezesa NBP w konferencji prasowej Karola Nawrockiego, który ogłosił pomysł "SAFE 0 proc.". W rządzie zapanowało przekonanie, że szef NBP bierze udział w politycznej operacji prezydenta - wskazuje portal.