Dron, który w sobotę rano wleciał w bułgarską przestrzeń powietrzną od strony Rumunii, wybuchł blisko posterunku granicznego w Kardamie na północnym wschodzie Bułgarii. Jak przekazał szef bułgarskiego rządu Rumen Radew na Facebooku, doszło do tego w odległości kilometra od tłoczni gazu Gazociągu Transbałkańskiego. Poinformował, że w zdarzeniu nikt nie został ranny, ani nie doszło do uszkodzenia budynków czy infrastruktury. Premier dodał też, że warkot drona usłyszeli funkcjonariusze rumuńskiej straży granicznej, po czym patrol bułgarskiej policji poinformował o "silnej eksplozji, której towarzyszył czarny dym".
Premier Bułgarii: dron przenosił znaczną ilość środków wybuchowych
Miejsce wybuchu drona zostało zabezpieczone, a obecne na miejscu służby ustalają typ maszyny. Premier Bułgarii podał też, że dron nie został wykryty ani w rumuńskiej przestrzeni powietrznej, ani w bułgarskiej, a sam proces wykrywania i identyfikacji bezzałogowych statków powietrznych "nadal stanowi poważne wyzwanie".
"Jedno jest pewne: dron przenosił znaczną ilość środków wybuchowych, skoro słyszano go z odległości i spowodował tak dużo czarnego dymu" - zauważył premier.
Dron spadł na pole słoneczników. Radew wyraził nadzieję, że wkrótce zostanie ustalony typ drona, zaznaczył jednak, że nie był to "dron rekreacyjny", tylko jakiś większy. Nie podał też możliwego kraju pochodzenia maszyny.
W ostatnich miesiącach w krajach Europy Wschodniej, które należą do NATO i wspierają Ukrainę, nasiliły się incydenty z udziałem bezzałogówców.
Ukraina: nie wysyłamy dronów w stronę Bułgarii
Do incydentu odniosło się również MSZ Ukrainy. Rzecznik resortu dyplomacji zaprzeczył, jakoby Ukraina wysyłała drony w kierunku Bułgarii. - Możemy z całą pewnością powiedzieć, że Siły Obrony Ukrainy nie kierowały celowo żadnych środków w stronę Bułgarii. Obecnie wyjaśniamy wszystkie okoliczności tego, co się wydarzyło oraz wszystkie kwestie techniczne – powiedział Heorhij Tychyj.
Jak dodał, Kijów jest otwarty "na współpracę z Bułgarią w celu ustalenia szczegółów". Przypomniał również, że "pierwotną przyczyną wszystkich tego rodzaju incydentów jest wojna Rosji przeciwko Ukrainie". - Jest ona celowo przedłużana przez Moskwę i stanowi zagrożenie nie tylko dla Ukraińców, lecz niestety także dla innych narodów i państw - podkreślił rzecznik ukraińskiego MSZ.