- To była reakcja automatyczna, bez zastanowienia - mówi TVN24 pan Przemysław, mieszkaniec i wolontariusz Domu Nadziei im. Świętego Józefa prowadzonego w Poznaniu przez siostry elżbietanki.
3 sierpnia rzucił się na pomoc mężczyźnie, który tonął na Ratajach w Warcie. Było po godzinie 17, przechodził i usłyszał krzyk kobiety, która prosiła o pomoc. W pierwszej chwili był przekonany, że gdzieś zaplątało się jakieś zwierzę. Dopiero po chwili dostrzegł w wodzie młodego mężczyznę. Skoczył z mostu, by go ratować.
- Na początku głowę i stopy było tylko widać. Ręce miał rozłożone i zero rekacji. Jak najszybciej się rozebrałem i wskoczyłem do tej wody. Złapałem go, był nieprzytomny. Po chwili zaczął odzyskiwać przytomność. Strasznie krzyczał, a potem znów był nieprzytomny - opowiadał.
Podejrzewał, że mężczyzna może mieć złamany kręgosłup, bo w ogóle nie ruszał rękami i nogami. Starał się go delikatnie chwycić pod plecy i doholować do brzegu.
- Taki pan doszedł do brzegu i też powiedział: "nie ruszajmy go, bo on może mieć kręgosłup złamany". Pilnowałem tylko, żeby woda nie wpływała mu do ust - zrelacjonował.
Potem pojawili się ratownicy z deską do transportu oraz policja i straż pożarna.
Pan Przemysław cieszy się, że mógł pomóc. Potrafi dobrze pływać, bo w młodości trenował kajakarstwo i wtedy też nauczył się pływać. Czy mimo wszystko czuł jakąś obawę, gdy skakał z mostu? W rozmowie z dziennikarzem TVN24 przyznał, że wody w Warcie było mało i czuł, że odbił się od dna nogami.
- Jak ktoś potrzebuje pomocy, to się nad tym człowiek nie zastanawia. To wszystko - skwitował.
Poszkodowany trafił do szpitala. Wiadomo, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
"Człowiek, który sam doświadczył wyciągniętej dłoni, dziś stał się tą dłonią dla drugiego"
Podopieczny i wolontariusz Domu Nadziei wspomniał, że cieszy się, iż mógł pomóc, bo on sam też dostał drugą szansę i dzięki niej zmienił swoje życie.
- Byłem osobą bezdomną. Nie miałem gdzie się podziać. Chodziłem po mieście - jak to mówią - brudny, niedomyty i niedojedzony. Nigdzie mnie nie chcieli przyjąć do pracy, bo jak? I siostra się mną zaopiekowała - opowiada pan Przemysław.
Siostry elżbietanki nie mają wątpliwości, że to, co wydarzyło się nad Wartą, ma głęboki wymiar.
"Człowiek, który sam doświadczył wyciągniętej dłoni, dziś stał się tą dłonią dla drugiego. To najpiękniejszy dowód, że miłość, zaufanie i druga szansa potrafią odmienić życie. W każdym człowieku, nawet najbardziej poranionym, ukryte jest dobro, które może rozkwitnąć. Przemku, jesteśmy z Ciebie dumni" - podkreślają pracownicy.
Siostry prowadzą Fundację "Rozpal nadzieję", która przeciwdziała wykluczaniu seniorów oraz osób w kryzysie bezdomności. Jedną z ich inicjatyw jest prowadzony właśnie Dom Nadziei.
Toniemy
Od 1 kwietnia w Polsce utonęło już 145 osób - wynika z raportu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. To więcej niż rok temu o tej samej porze. Wtedy życie straciły 132 osoby.
Ofiarami w zdecydowanej większości są mężczyźni (127). Czarnymi punktami na mapie Polski są województwa mazowieckie i warmińsko-mazurskie - w obu przypadkach życie straciło 19 osób. W Zachodniopomorskiem utonęło 18 osób.