Pod koniec czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała o umorzeniu śledztwa dotyczącego "dwóch wież". Sprawa ta związana jest z niedoszłymi planami wybudowania dwóch wieżowców na należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna działce w Warszawie. Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner uważa, że Jarosław Kaczyński oszukał go podczas przygotowywania tej inwestycji.
Jak czytamy w opublikowanym w czwartek tekście "Gazety Wyborczej" - która jako pierwsza dotarła do uzasadnienia decyzji prok. Małgorzaty Szeroczyńskiej w tej sprawie - do oszustwa nie doszło, ponieważ Birgfellner "pozostawał w subiektywnym mylnym przekonaniu nieznajdującym w niczym potwierdzenia, że to Jarosław Kaczyński jest nieformalnie osobą decyzyjną w zakresie spraw spółki Srebrna".
Decyzja w sprawie "dwóch wież". Prokuratura mówi o "mylnym przekonaniu"
W uzasadnieniu cytowanym przez "GW" podkreślono, że nikt świadomie nie wywołał u Austriaka takiego przekonania. Według prokuratury pokrzywdzony prawdopodobnie oparł je na relacji pomiędzy spółką Srebrna a fundacją Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, która była właścicielem spółki. Jarosław Kaczyński pełnił wówczas funkcję przewodniczącego rady tej fundacji. Zdaniem prok. Szeroczyńskiej tezę tę potwierdzał w zeznaniach sam Birgfellner, "podając, że jeśli rozmawiał z Jarosławem Kaczyńskim o projekcie, to uznawał, iż podejmuje on decyzje w imieniu spółki Srebrna".
"Wyborcza" zaznaczyła, że taka ocena prokuratury oznaczałaby, że żadne rozmowy na temat inwestycji przeprowadzone z Jarosławem Kaczyńskim nie były wiążące, ponieważ konkretne decyzje mogły należeć wyłącznie do zarządu spółki Srebrna. Gazeta oceniła jednak, że zarząd ten składał się w całości z osób zależnych od prezesa PiS.
Gazeta dodała, że pisząc o "mylnym przekonaniu" biznesmena, prokurator ani razu nie odnosi się do nagrań z rozmów Birgfellnera z prezesem PiS, które Austriak dokumentował od lata 2018 roku. Na tych nagraniach - jak podała "GW" - Kaczyński wielokrotnie podkreślał, że to on podejmuje najważniejsze decyzje w sprawie spółki. Podobnie były prezes spółki Kazimierz Kujda mówił w rozmowach z Brigfellnerem, że "wszystko musiało się dziać, za zgodą pana Kaczyńskiego".
Umorzenie śledztwa w sprawie "dwóch wież"
Sprawa "dwóch wież" wyszła na jaw w 2019 roku. W czasach rządów Zjednoczonej Prawicy, gdy resortem sprawiedliwości kierował Zbigniew Ziobro, odmówiono wszczęcia śledztwa. O ponownym przyjrzeniu się sprawie zdecydowała w lutym ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Po ponad siedmiu latach od wybuchu afery, na początku czerwca, prokuratura przesłuchała w tej sprawie prezesa PiS.
O umorzeniu śledztwa poinformował 30 czerwca rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba. Podkreślił wówczas, że śledztwo umorzono "wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego".
Pełnomocnicy austriackiego biznesmena Geralda Brigfellnera: Jacek Dubois i Roman Giertych zapowiedzieli zażalenie od decyzji prokuratury.