Spór o "pieniądze na propagandę". Szefowa kampanii Dudy o mediach państwowych: to nie tylko kanały informacyjne

W "Babilonie" o służbie zdrowia i rekompensacie dla mediów publicznych
W "Babilonie" o służbie zdrowia i rekompensacie dla mediów publicznych
Źródło: TVN24 BiS

Kampania będzie pod znakiem ukradzionych dwóch miliardów - oceniła Katarzyna Piekarska z Koalicji Obywatelskiej. Rozmówczynie "Babilonu" TVN24 BiS komentowały uchwalenie przepisów, przewidujących przekazanie mediom państwowym kwoty, którą opozycja chciała przeznaczyć na onkologię. Ustawa czeka na podpis prezydenta. Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, szefowa kampanii wyborczej Andrzeja Dudy przekonywała, że "media publiczne to nie tylko kanały informacyjne". - Podpisanie tej ustawy to byłby wstyd i hańba - oświadczyła Urszula Pasławska z PSL.

13 lutego Sejm głosami posłów Zjednoczonej Prawicy przyjął nowelizację ustawy, która przewiduje przekazanie niemal dwóch miliardów złotych dla mediów państwowych w ramach "rekompensaty za utracone wpływy z opłat abonamentowych". Ustawa czeka na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Politycy opozycji domagają się prezydenckiego weta. 

Turczynowicz-Kieryłło: to nie tylko kanały informacyjne

- Prezydent przede wszystkim przyjrzy się temu, w jaki sposób zagadnienia związane z onkologią mogą być realizowane w perspektywie najbliższego roku, a jakie w perspektywie kilku lat - oświadczyła w "Babilonie" Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, szefowa kampanii wyborczej Andrzeja Dudy. 

Dodała, że odpowiedź na to pytanie o podpis należy do prezydenta. - Jestem przekonana, że bardzo dobrze uzasadni swoją decyzję - zapewniła. 

- Nie ma wątpliwości, że wszyscy chcemy, aby służba zdrowia, a w szczególności pacjenci onkologiczni byli dofinansowani. Jest kwestia przekazania pieniędzy, w jakiej formule, z jakiego budżetu mają te pieniądze pójść. Tutaj jest spór - mówiła. - Upraszcza się te dwa miliardy na telewizję publiczną z przekazami wyłącznie kanałów informacyjnych. Media publiczne to nie tylko kanały informacyjne, ale i edukacyjne i rozrywkowe - przekonywała.  

Pasławska: prezydent nie ma doświadczenia w wetowaniu ustaw

Posłanka Polskiego Stronnictwa Ludowego Urszula Pasławska mówiła, iż "dobrze wiemy, że pan prezydent nie ma doświadczenia ani praktyk w wetowaniu ustaw". - Chcemy pomóc, przygotowaliśmy stosowny dokument, wystarczy tylko podpisać - powiedziała.

- Podpisanie tej ustawy to byłby wstyd i hańba. W czasie, gdy 180 tysięcy osób rocznie zapada na choroby nowotworowe, rocznie 100 tysięcy Polek i Polaków umiera na nowotwór, szpitale likwidują oddziały, to podpisanie ustawy, która daje dwa miliardy złotych na propagandę jest nieprawdopodobne - skomentowała. 

Stupkiewicz: propagandy nikt nie potrzebuje

Magdalena Stupkiewicz z Konfederacji przypomniała, że Krzysztof Bosak, kandydat tego ugrupowania na prezydenta, także zaapelował do prezydenta o weto.

- To przeznaczenie pieniędzy w stu procentach na propagandę, której tak naprawdę nikt nie potrzebuje. Te pieniądze mogły być przeznaczone na onkologię, ale nie tylko - mówiła, wymieniając także psychiatrię dziecięcą. - Życzylibyśmy sobie, aby w końcu pan prezydent wykorzystał swoje możliwości i w końcu pokazał, że faktycznie potrafi używać tego prawa weta - podkreśliła. 

Scheuring-Wielgus: prezydent już dwa razy to zrobił

Joanna Scheuring-Wielgus (Lewica) oceniła, że prezydent "jest w szachu". - Takie same ustawy prezydent już dwa razy podpisał - przypomniała. Wspomniała, że Duda przekazał "taką samą ustawą" na telewizję publiczną "dwa lata temu dziewięćset osiemdziesiąt milionów" złotych i "rok temu miliard dwieście" milionów złotych.

- Niezależnie od tego co zrobi, czy podpisze, czy nie podpisze, czy zgłosi do Trybunału Konstytucyjnego, już dwa razy to zrobił, więc nie wiem, jak się będzie tłumaczył, w momencie, gdy nagle przedstawi taką samą ustawę, którą wcześniej podpisał, do Trybunału Konstytucyjnego - mówiła.

Scheuring-Wielgus uznała, że prezydent Andrzej Duda nie jest w tej kwestii osobą decyzyjną. - Te decyzje już zapadły, Jarosław Kaczyński już dawno zdecydował - stwierdziła. 

Posłanka Lewicy dodała, że dla niej "nie jest to telewizja publiczna, ale rządowa". - Gdyby była publiczna, to przekazywane wiadomości, byłyby wiadomościami, które mówią o spektrum społeczeństwa. Wiadomości, które nie szczują, nie szkalują, nie hejtują tych, którzy mają inne zdanie - wymieniała. Oceniła, że pieniądze te "pójdą nie na programy edukacyjne, ale na pensje". 

Piekarska: profilaktyka, profilaktyka, profilaktyka

Katarzyna Piekarska z Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do kondycji ochrony zdrowia w naszym kraju, pytała: - Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

- Pani mecenas użyła dużo dyplomacji, gratuluję - zwróciła się do Turczynowicz-Kieryłło.  - Odpowiedź nie jest łatwa, a ja współczuję panu prezydentowi. Telewizja publiczna jaka jest, to wiemy, koń jaki jest, każdy widzi. Po podpisie kampania będzie pod znakiem ukradzionych dwóch miliardów onkologii i przekazanych telewizji publicznej. Jeżeli (prezydent) zawetuje, to będzie jednak miał duży problem ze strony własnego środowiska, własnych kolegów i tuby propagandowej, na którą bardzo liczy - mówiła. 

Pytania o wolność słowa...

Turczynowicz-Kieryłło w środowym wywiadzie dla telewizji państwowej stwierdziła, że "dowolność korzystania z wolności słowa może prowadzić do zagrożeń, nawet do zagrożeń interesów, które są ważne z perspektywy państwa".

- Miałam na myśli, to wynika z kontekstu, utożsamiany interes państwa, interes publiczny, nie wyobrażam sobie inaczej - tłumaczyła w "Babilonie". Jak mówiła, "są zachowania, które pozornie dotyczą wolności słowa i korzystania" z niej, "a w istocie nimi nie są". W tym kontekście wymieniła mowę nienawiści i hejt. - Niektórzy uważają, że w tym zakresie jest absolutna wolność słowa, a większość Polaków uważa, że hejt jest nadużyciem korzystania z wolności słowa - przekonywała. 

Przyznała, że interes państwa nie równa się interesowi rządu. - Państwo to nie jest rząd, nie utożsamiam tego - zapewniła Turczynowicz-Kieryłło. - Wszelkie analogie w mojej wypowiedzi do kwestii cenzury są absolutnie błędne, nie wyobrażam sobie w demokratycznym państwie prawnym cenzury - dodała.

.. i działania PiS-u wobec mowy nienawiści

Joanna Scheuring-Wielgus oceniła, że obóz Prawa i Sprawiedliwości w sprawie mowy nienawiści "nie zrobił absolutnie nic".

Podkreśliła, że mówi to jako przewodnicząca parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Mowie Nienawiści i Ochrony Praw Człowieka. - Nikt z Prawa i Sprawiedliwości nie przyszedł na żadną konferencję, jaką organizowałam w Sejmie. Nikt z Prawa i Sprawiedliwości nie zagłosował za ustawami, które wprowadzałam do Sejmu zeszłej kadencji i które dotyczyły hejtu. Nikt z Prawa i Sprawiedliwości, a w szczególności Mateusz Morawiecki, nie zrobił nic z hejtem, który dotyczy kobiet i przemocy wobec kobiet - wymieniała. Dodała, że premier w swoim poprzednim expose "powiedział wyraźnie, że zajmie się hejtem w stosunku do kobiet".

Urszula Pasławska zadała pytanie, "gdzie będziemy za pięć lat, jeżeli w ten sposób będziemy się hejtować". - Kiedy prezydent zabierze głos, jeśli do tej pory go nie zabrał? - dopytywała.

Czytaj także: