Znajdująca się w śpiączce Klaudia Uciechowska, która przebywa w szpitalu w Pekinie, zostanie przetransportowana do kraju specjalnym samolotem - poinformował w niedzielę wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
U 24-letniej kobiety zdiagnozowano rzadkie powikłanie potworniaka jajnika. Po córkę razem z zespołem medycznym w poniedziałek z Warszawy wyruszy również jej mama - Joanna Uciechowska. W rozmowie z TVN24 przekazała informacje dotyczące obecnego stanu zdrowia, transportu oraz dalszego leczenia 24-latki.
Matka podkreśliła, że jest bardzo szczęśliwa, iż leci po córkę, ale też bardzo zestresowana. - Jak się cieszę, tak się boję. Boję się tego przelotu. Boję się, jak ona go przetrwa. Wiem, że będziemy mieli najlepszych lekarzy, bo jednak są to lekarze wojskowi, więc mamy najlepszych lekarzy na pokładzie, ale mimo wszystko bardzo się denerwuję tym przelotem, jej stanem zdrowia - mówiła. Jak dodała, po raz pierwszy zobaczy córkę "w tym stanie".
Kto sfinansuje transport?
Kobieta podkreśliła, że chciałaby "dostać konkretne informacje od polskiego lekarza, jak wygląda stan" jej córki. - Na pewno Klaudia będzie wymagała później hospitalizacji na OIOM-ie, a później pewnie długiej rehabilitacji neurologicznej. (...) Nawet nie wiem, czy jeżeli się wybudzi, czy będzie mówić, czy będzie chodzić, czy zaczynamy wszystko od nowa - mówiła kobieta w rozmowie z TVN24.
Mama Klaudii pytana o to, kto pokryje koszty leczenia i czy rząd pomógł, odpowiedziała: - Tak, dostałam telefon z MON-u. Oni ze mną się skontaktowali, że chcą pomóc w transporcie Klaudii do Polski, więc oczywiście wyraziłam na to zgodę.
- Oni zaproponowali, zajęli się wszystkim. Zajęli się też znalezieniem szpitala dla Klaudii w Polsce, który ją przyjmie. Wszystkie zgody już załatwiał MON. Potrzebowaliśmy ich 13, ponieważ przez 13 państw będziemy lecieć - kontynuowała.
Joanna Uciechowska: koszt leczenia w Pekinie przekroczył 300 tysięcy dolarów
24-letnia studentka pozostaje cały czas nieprzytomna. Jak przekazała TVN24 Joanna Uciechowska, jej córka wciąż walczy z zapaleniem płuc i mózgu. - Zrobił jej się ropień przy wątrobie, więc jest stan zapalny w jamie brzusznej. Niestety, pojawiła się zakrzepica na obu kończynach, (...) nie można jej podawać leków przeciwzakrzepowych ze względu na jej ogólny stan zdrowia, więc wszczepiono jej filtry do żyły głównej - mówiła o stanie Klaudii.
Kobieta wskazała, że początkowo pieniądze ze zbiórki miały zostać przekazane na prywatny transport medyczny córki. W związku z tym, że powrót Klaudii do Polski zorganizował MON, zebrane środki mają pokryć dalsze leczenie studentki w Polsce oraz koszty pobytu w szpitalu w Pekinie.
- Nie jesteśmy do końca rozliczeni w Pekinie w tej chwili. Mamy wpłacone 130 tysięcy złotych, ale dostałam informację, że koszt jej leczenia przekroczył 100 tysięcy dolarów, czyli mamy już (do zapłacenia) ponad 300 tysięcy złotych (...) Te środki trzeba będzie uregulować - wskazała.
Mama Klaudii mówiła też o tym, jak ważne dla ich rodziny jest wsparcie ludzi dookoła. - To dobre słowo. To, że ktoś zadzwonił i (powiedział): trzymam za was kciuki. To jest naprawdę bardzo ważne i takie podbudowujące do działania, (...) zachęcające, żeby człowiek nie został z tym wszystkim sam. Bo naprawdę mamy masę ludzi, którzy nam pomagają, którzy chcą nam pomóc - powiedziała.
Leczenie Polki w Pekinie
Jak pisaliśmy wcześniej na tvn24.pl, 24-letnia Klaudia Uciechowska z Wałbrzycha wyjechała do Pekinu dwa lata temu. Realizowała trzeci rok studiów licencjackich z filologii chińskiej. Ubiegłego lata wróciła do Wrocławia, żeby obronić pracę dyplomową. Gdy dostała się na anglojęzyczne studia dziennikarskie w Chinach, spełniła swoje marzenie i wróciła do Azji.
W kwietniu Klaudia źle się poczuła i zemdlała, a potem dostała ataku psychotycznego. Po tym jak spędziła cztery dni na oddziale psychiatrycznym w Pekinie, stan 24-latki nagle się pogorszył - okazało się, że ma zapalenie płuc i jest niewydolna oddechowo. Przeniesiono ją do innego szpitala i dopiero tam rozpoczęto diagnostykę.
Wstępnie rozpoznano autoimmunologiczne zapalenie mózgu wywołane przez potworniaka jajnika. Jak wyjaśniała w maju w rozmowie z tvn24.pl dr n. med. Emilia Gąsiorowska, specjalistka ginekologii onkologicznej, takie komplikacje zdarzają się ekstremalnie rzadko.
Zmianę na jajniku Klaudii usunięto operacyjnie. Niestety, doszło do powikłań - u młodej pacjentki rozwinęło się ostre, rozlane zapalenie otrzewnej, a także niedrożność jelita i perforacja dwunastnicy. Od kilku tygodni dziewczyna jest nieprzytomna. Przebywa na oddziale intensywnej terapii, podłączona do respiratora.
W niedzielę jej ojciec 24-latki przekazał tvn24.pl, że stan ich córki pozostaje bez zmian.