Radny drogo zapłaci za swą ładę

Nie lada problem radnego
Nie lada problem radnego
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
18-letnia łada jednego z gdańskich radnych została odholowana. Należność za "pobytu" leciwego pojazdu urosła już do ponad pięciu tysięcy złotych. Radny ma pretensje do straży miejskiej. Według lokalnej prasy, padły nawet słowa o likwidacji tej instytucji. Polityk jednak przekonuje, że miał na myśli zupełnie co innego.

Wartość łady gdańskiego radnego PiS Krzysztofa Wieckiego – po odholowaniu – "wzrosła" o ponad dwa tysiące procent.

- Koszt tej łady na dzień dzisiejszy wynosi 5490 złotych. Koszt holowania tego auta: 250 zł. I za każdy dzień parkowania na naszym parkingu 20 złotych za dobę – wylicza Czesław Karolewski, kierownik parkingu "Panta" w Gdańsku. Właściciel łady ma więc nie lada problem.

Kiedy zginęło jego auto, nie zgłosił tego na policję, bo uznał, że takiego grata nie ma co szukać. Problem w tym, że tego grata na parking odholowała straż miejska, bo uznała go za wrak zaśmiecający miasto.

Straż: Radny zobowiązał się do usunięcia pojazdu

Pismo jest wysłane za potwierdzeniem odbioru. Dostajemy zwrotkę, że pan Wiecki pismo odebrał. Gdy mija miesiąc, jedziemy na kolejną kontrolę. Niestety pojazd dalej stoi w tym samym miejscu. Miłosz Jurgielewicz, gdańska straż miejska

Inspektor Miłosz Jurgielewicz, funkcjonariusz gdańskiej straży miejskiej tłumaczy, że radny wtedy podpisał deklarację, w której zobowiązał się do usunięcia pojazdu na własny koszt, bądź przywrócenia go do stanu używalności.

Po kilku kontrolach w przeciągu kilku miesięcy strażnicy przekonali się, że radny nie wywiązał się ze swojej obietnicy. W końcu straż wysłała pismo, w którym zagroziła odholowaniem samochodu. - Pismo jest wysłane za potwierdzeniem odbioru. Dostajemy zwrotkę, że pan Wiecki pismo odebrał. Gdy mija miesiąc, jedziemy na kolejną kontrolę. Niestety, pojazd dalej stoi w tym samym miejscu – tłumaczy Miłosz Jurgielewicz.

O losie swojego auta dowiedział się z... uchwały

Oni twierdzą, że pismo zostało odebrane przez Wieckiego. Natomiast nie wiadomo, czy to ja odebrałem, czy ktoś inny. Ja szczerze mówiąc nawet nie wiem na jaki adres wysłali. Krzysztof Wiecki, radny PiS

Radny dodaje też, że o tym, iż jego auto zostało odholowane, a nie skradzione, dowiedział się przypadkiem – z uchwały o przejęciu na własność przez gminę pojazdów usuniętych z dróg publicznych.

Z relacji trójmiejskiej prasy wynika, że radny stwierdził wtedy, iż straż miejską należałoby zlikwidować. Wiecki wycofuje się jednak ze tych słów. – Ja tylko powiedziałem, że jeżeli straż miejska – mimo tego, że miała tyle instrumentów i nie potrafiła się ze mną skontaktować – to powinna może poprawić swoją pracę – mówi radny.

"Każdy obywatel powinien być tak samo traktowany"

Radni miasta Gdańska przegłosowali przepadek kilkudziesięciu aut na rzecz miasta. Dla łady nie było wyjątku. - Każdy obywatel powinien być tak samo traktowany. Natomiast doskonale państwo wiecie, że ludzie są zameldowani pod jednym adresem, a mieszkają pod innym. U mnie taka sytuacja była – mówi polityk. I po raz kolejny przekonuje, że nie ukrywał się przed strażą miejską.

Źródło: tvn24

Czytaj także: