Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podpisał projekt rozporządzenia zmieniającego wzory aktu małżeństwa par jednopłciowych. Jest to konsekwencją orzeczeń Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Trybunału Sprawiedliwości UE z listopada 2025 roku. Według nowego wzoru dotychczasowe oznaczenia "mężczyzna" i "kobieta" - umieszczone w osobnych rubrykach - mają zostać zastąpione w obu przypadkach zapisem "mężczyzna/kobieta". W jednym akcie małżeństwa będzie można oznaczyć zatem dwóch mężczyzn lub dwie kobiety.
Z kolei w czwartek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że Stołeczny Urząd Stanu Cywilnego dokonał pierwszej transkrypcji aktu małżeństwa pary jednopłciowej, zawartego w 2018 roku w Berlinie. Dzień później transkrypcji innego małżeństwa dokonał Urząd Miejski we Wrocławiu.
Co się zmieni?
O tym, jak ważny jest to krok mówiła w TVN24 adwokatka Anna Mazurczak, jedna z pełnomocniczek w sprawie transkrypcji aktu małżeństwa tej samej płci przed TSUE i NSA. - Para tej samej płci dostaje polski akt małżeństwa, taki sam, jaki do tej pory otrzymywały w Polsce wyłącznie pary różnej płci. I teraz z tym oto polskim aktem małżeństwa może się udać po różne uprawnienia do tej pory zastrzeżone dla małżonków różnej płci - opisywała Mazurczak.
- Wiemy, że na pewno ZUS i na pewno NFZ już zadeklarowały, że będą honorować te akty. To, czego oczekujemy, to na pewno podatki, bo to jest rzeczywiście olbrzymi problem, że pary tej samej płci w przypadku dziedziczenia darowizny płacą dwudziestoprocentowy podatek. Chciałyby na pewno skorzystać z tego samego zwolnienia, które przysługuje w Polsce małżonkom różnej płci - powiedziała.
"Lata smutku, frustracji, poniżania"
- Zawsze uważałam, że w Polsce to jest właśnie droga do równości małżeńskiej, że najpierw musimy doprowadzić do uznania zagranicznych małżeństw i po prostu tą drogą trochę zmusić rządzących, ustawodawcę do tego, żeby cokolwiek zmienił - mówiła Mazurczak. Jak podkreśliła, dzięki wprowadzonym zmianom długość czekania na uzyskanie odpisu małżeństwa jednopłciowego "to jest kwestia dwóch tygodni a nie miesięcy czy lat".
Zaznaczyła jednak, że wśród emocji towarzyszącym osobom zaangażowanym w ten proces dominuje "radość i ulga", ale nie tylko. - Trudno jest zapomnieć, że trwało to wszystko siedem lat. To było dużo lat smutku, frustracji, traumy, poniżania w sądach, więc to nie jest tak, że te złe emocje związane z tymi siedmioma latami jakoś znikną od razu - powiedziała Mazurczak. - Niech każdy sobie będzie w takim związku małżeńskim, jak chce, taki mam postulat. Po prostu żyj i daj żyć innym - zaapelowała.
Nadal tylko za granicą
Przypomniała też, że pary jednopłciowe nadal związki małżeńskie mogą zawrzeć tylko za granicą. - Jest to absurdalne, a poza tym bardzo ograniczające, dlatego że wiele par nie ma ani pieniędzy, ani zasobów na to, żeby wyjechać za granicę i tam zawrzeć związek małżeński - powiedziała Mazurczak.
Jak mówiła, w tej chwili na transkrypcję małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą czeka "trochę ponad tysiąc" polskich par. - Liczyliśmy to kiedyś na piechotę, że tak powiem, czyli zwróciliśmy się do wszystkich krajów, w których one mogły być zawarte - opisywała. Jak dodała, "nie wiemy, ile z tych osób tak naprawdę żyje w Polsce, dlatego że bardzo wielu Polaków, którzy zawierają związki małżeńskie za granicą, żyje też za granicą".
Pytana, czy przewiduje teraz "boom" na wyjazdy za granicę w celu zawarcia związku małżeńskiego, Mazurczak była ostrożna. - Trochę tak, ale przypominam, że to kosztuje i że też trzeba znać obce języki, trzeba skorzystać z tłumacza, więc to wydaje mi się, że wbrew pozorom naprawdę nie będzie aż takiego boomu - oceniła.