Autorzy raportu zwrócili uwagę, że kwiecień przyniósł wyraźne ochłodzenie na rynku kredytów mieszkaniowych. Z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) wynika, że liczba osób wnioskujących o kredyt spadła z rekordowych 63,3 tys. w marcu do ok. 42,3 tys., czyli o jedną trzecią w ciągu miesiąca. Eksperci wskazali, że tak duży spadek wynika w znacznej mierze z wyjątkowo dużego zainteresowania w marcu.
Budżet singli się kurczy
"Tak silnego spadku można się było spodziewać, bo marcowy boom w dużej mierze był efektem refinansowań" - zauważył Marek Wielgo z portalu RynekPierwotny.pl. Refinansowanie polega na przeniesieniu kredytu do innego banku lub renegocjacji jego warunków, głównie po to, by obniżyć ratę. Wielu kredytobiorców przyspieszyło decyzje w obawie, że zamyka im się okno na relatywnie tanie refinansowanie wcześniej zaciągniętych, droższych kredytów. Duża konkurencja między bankami sprzyjała takim ruchom, co sztucznie podbiło statystyki popytu, ale nie przekładało się na zwiększenie popytu na nowe mieszkania.
Autorzy raportu przewidują, że umów kredytowych zawartych w kwietniu będzie mniej niż w marcu nie tylko z powodu mniejszej liczby wniosków. Zmniejszyła się bowiem zdolność kredytowa części potencjalnych nabywców mieszkań.
Analiza ofert dziesięciu banków przeprowadzona przez Rankomat.pl pokazuje, że w kwietniu przeciętnie zarabiający singiel (ok. 6 tys. zł netto) mógł liczyć na ok. 432,9 tys. zł kredytu, czyli o blisko 3 proc. mniej niż miesiąc wcześniej. W przypadku dwuosobowego gospodarstwa domowego z dochodem 8 tys. zł netto zdolność kredytowa spadła jedynie symbolicznie i wyniosła ok. 558,4 tys. zł. Z kolei rodziny z dzieckiem (z dochodem 10 tys. zł netto) jako jedyne odnotowały wzrost zdolności kredytowej - do ok. 675,8 tys. zł.
"To już drugi miesiąc z rzędu lekkiego pogorszenia warunków finansowania, co bezpośrednio przekłada się na realne budżety mieszkaniowe. Przy założeniu 20-procentowego wkładu własnego oznacza to, że singiel mógł w kwietniu dysponować budżetem ok. 541 tys. zł, podczas gdy miesiąc wcześniej było to ponad 557 tys. zł. Podobna, choć mniej odczuwalna korekta dotyczyła par. Jedynie rodziny z dzieckiem zyskały większą siłę nabywczą. Warto jednak pamiętać, że zdolność kredytowa przeciętnie zarabiających gospodarstw domowych pozostaje nadal o kilkanaście procent wyższa niż rok temu" - wskazano w raporcie.
Wyższa zdolność kredytowa nie zawsze opłacalna
Eksperci zwrócili również uwagę, że oferty banków są mocno zróżnicowane - jeden był skłonny pożyczyć temu samemu singlowi niespełna 370 tys. zł, a inny ponad 500 tys. zł. Autorzy wskazali jednak, że wyższa zdolność kredytowa nie zawsze oznacza lepsze warunki finansowania. W części banków większa skłonność do udzielania wysokich kredytów idzie bowiem w parze z wyższym oprocentowaniem.
"Problem polega na tym, że rynek mieszkań reaguje na pogorszenie zdolności kredytowej znacznie szybciej niż na jej poprawę. Nawet niewielkie zmiany wystarczają więc, by zniknęły całe segmenty mieszkań dostępnych dla przeciętnie zarabiających. Tym razem zbiegło się to dodatkowo z wyraźnym hamowaniem nowej podaży" - wskazano w raporcie.
Dotyczy to zwłaszcza najmniejszych i najtańszych mieszkań, czyli tych, które znajdują się w zasięgu finansowym singli. To właśnie ta grupa najmocniej odczuła kwietniowe zmiany. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że liczba takich lokali w Krakowie zmniejszyła się z ok. 700 do zaledwie ok. 400, czyli o blisko 40 proc. W Warszawie oferta spadła z ok. 1,1 tys. do ok. 900 mieszkań. W Poznaniu - z ok. 2,2 tys. do niespełna 1,9 tys., we Wrocławiu i Trójmieście - z 1,4 tys. do 1,3 tys.