|

Tenis kocha, czasem nienawidzi. Pierwsze groźby śmierci dostała jako nastolatka

Maja Chwalińska w Paryżu zadziwiła i zachwyciła (zdjęcie z 20 maja 2026 roku)
Maja Chwalińska w Paryżu zadziwiła i zachwyciła (zdjęcie z 20 maja 2026 roku)
Źródło zdj. gł.: Robert Prange/Getty Images
Na kortach Rolanda Garrosa zadebiutowała z przytupem. W pierwszej rundzie zdeklasowała mistrzynię olimpijską, Chinkę Qinwen Zheng. Jest radość i satysfakcja, choć czarnych myśli i ciągnącego się miesiącami cierpienia w jej karierze nie brakowało. - Dotarłam do ściany, nie byłam w stanie funkcjonować. Pamiętam dzień, w którym przyszłam na trening, siedziałam i płakałam. Nikomu nie życzę takiego stanu - opowiada TVN24+ Maja Chwalińska.Artykuł dostępny w subskrypcji

W rankingu zajmuje 114. miejsce. Na razie. Zheng, która po złoto igrzysk sięgnęła właśnie w Paryżu, jest 56. W poniedziałkowe przedpołudnie Chinka do powiedzenia nie miała jednak nic, Polka pokonała ją 6:4, 6:0.

Roland Garros 2026 oglądaj na żywo w Eurosporcie, Playerze i w HBO Max >>>

Za co lubi tenis, a za co czasami go nienawidzi? Kto pomagał jej w walce z depresją? Dlaczego uciekła przed Rogerem Federerem? Co dostała od Igi Świątek, kiedy miały po 10 lat?

Rozmowa została przeprowadzona przed startem turnieju Rolanda Garrosa.

Rafał Kazimierczak: Za co pani lubi tenis?

Maja Chwalińska: Najbardziej za to, że - tak naprawdę - nie ma jednego stylu gry. Każdy może być inny, każdy może grać po swojemu. Chociaż od dawna widać, że liczy się przede wszystkim siła, większość zawodniczek gra jednak siłowo i jednostajnie. Uważam, że w tenisie jest duża wolność. Nie ma jednego wyjścia, jednego rozwiązania.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak Maja Chwalińska poradziła sobie z depresją podczas kariery tenisowej?
  • Jak wyglądała jej rywalizacja i relacje z Igą Świątek?
  • Dlaczego młodzi sportowcy otrzymują groźby po przegranych meczach?
  • Jakie wsparcie otrzymała od trenera i najbliższych w najtrudniejszych momentach?

To może "lubi" jest określeniem zbyt łagodnym?

Tenis zdecydowanie jest moją pasją. Mogę użyć słowa "miłość", tylko od razu dodam, że czasami czuję do niego i nienawiść. Przegranie ważnego meczu boli, bardzo boli, zwłaszcza w Wielkim Szlemie. Przynajmniej ja tak mam, że bywam załamana. A z drugiej strony - szybko, zaraz po przegranej, trzeba jechać na kolejny turniej, to nowe wyzwanie pojawia się bardzo szybko. Właśnie za to też lubię tenis - że każdy tydzień to nowe rozdanie, dużo zmienić może się po jednym turnieju. Jest dołek, a za chwilę coś kliknie, zaskoczy. Zawsze dużo się dzieje, różne miejsca, różni ludzie, różne nawierzchnie, w ogóle ogromna różnorodność, trochę szaleństwo nawet. Jak wracam do domu, bywa nudno, trzeba podlać kwiatki, trzeba wyrzucać śmieci.

To pierwszy awans do Rolanda Garrosa. Trudne jest to przebijanie się do turnieju głównego, zwłaszcza w Wielkim Szlemie? Taki turniej przed turniejem?

Pozostało 80% artykułu
Źródło: TVN24+
Czytaj także: