Reporter "Superwizjera" ujawnił proceder fikcyjnego obrotu odpadami. Jak ustalił, w fałszowanie dokumentów związanych z recyklingiem zaangażowane są spółki wchodzące w skład wielkiej korporacji odpadowej Elemental Holding SA (z siedzibą w Luksemburgu). Dziennikarz wyśledził i nagrał ciężarówki, które miały transportować odpady i dokonywały odpowiednich zmian w rejestrach, a w praktyce były puste lub nie były rozładowywane ani ładowane nowymi odpadami.
W środę, już po publikacji reportażu, Elemental Holding opublikowało oświadczenie. Spółka informuje w nim o podjęciu kroków prawnych, "występując z żądaniem usunięcia Materiału, opublikowania stosownego oświadczenia oraz sprostowania nieprawdziwych i nieścisłych informacji, które pojawiły się w Materiale".
Próby uzyskania komentarza od spółki i prezesa
W ocenie Elemental Holding SA, "materiał został wyemitowany bez zapewnienia Spółce i osobom nią zarządzających realnej możliwości odniesienia się do stawianych w nim zarzutów".
"Mimo pozostawania w stałym kontakcie z autorem Materiału oraz przekazania informacji, że w związku z trwającymi czynnościami wyjaśniającymi Spółka przedstawi pełne stanowisko do dnia 17 sierpnia 2026 r., redakcja programu 'Superwizjer' opublikowała Materiał tydzień wcześniej bez uwzględnienia stanowiska Spółki. Uważamy, że takie działanie narusza podstawowe standardy rzetelności dziennikarskiej" - czytamy w oświadczeniu.
Autor reportażu Filip Folczak opowiedział w środę na antenie TVN24, jak wyglądał kontakt ze spółką przed publikacją reportażu. Po raz pierwszy skontaktował się z firmą 7 maja br. "W ramach dziennikarskiego śledztwa udokumentowaliśmy liczne nieprawidłowości dot. recyklingu elektrośmieci w spółkach grupy Elemental i u kontrahentów grupy. Chciałbym, żeby Prezes (Paweł Jarski - przyp. red.) mógł się odnieść do naszych ustaleń" - brzmiał fragment wiadomości przesłanej przez dziennikarza do przedstawiciela agencji PR reprezentującej spółkę, do którego został przez nią przekierowany.
W odpowiedzi przesłanej przez szefa komunikacji Elemental Holding Folczak został poinformowany, że prezesa nie ma w Polsce, jest niedostępny i nie ma możliwości organizacji spotkania ani wywiadu. Na pytanie, kiedy będzie dostępny, dziennikarz już nie otrzymał odpowiedzi.
Kilka dni po nawiązaniu kontaktu z firmą reporter uczestniczył w branżowej konferencji. Tam próbował zadawać pytania pracownikom spółek należących do grupy Elemental Holding, ale ci "uciekli".
23 czerwca reporter "Superwizjera" ponownie skontaktował się z szefem komunikacji Elemental Holding i ponownie zawnioskował o możliwość przeprowadzenia wywiadu z prezesem Pawłem Jarskim lub właśnie szefem komunikacji Sylwestrem Puczeniem. Aby jasno i konkretnie wskazać spółce obszary wymagające odpowiedzi i umożliwić jej jak najbardziej rzeczowe odniesienie się do stawianych pytań, dziennikarz opisał wtedy swoje ustalenia dotyczące kursujących bez celu ciężarówek, a także fikcyjnych wpisów w państwowym systemie BDO, służącym do kontroli odpadów.
Firma odpowiedziała pismem, w którym oczekiwała przekazania wszelkich informacji na temat udokumentowanych przez nas nieprawidłowości.
Ponownie, by umożliwić firmie odpowiednie przygotowanie się do odpowiedzi, na jej prośbę na początku lipca dziennikarz przesłał część dowodów, które świadczyły o nieprawidłowościach przy obrocie odpadami.
Folczak pokazał je również na antenie TVN24. To zdjęcia, na których zarejestrowano ciężarówki, które - wbrew formalnym deklaracjom - nie transportują odpadów.
8 lipca firma sama zadeklarowała, że odpowie na przesłane pytania i materiały w ciągu półtora tygodnia. 17 lipca, pod koniec wyznaczonego terminu, szef komunikacji w korporacji poinformował o przesunięciu go na kolejną datę - 17 sierpnia. Równie dobrze moglibyśmy czekać rok albo dwa lata na odpowiedź na te pytania i nigdy nie publikować jako dziennikarze naszych ustaleń - ocenił Folczak w TVN24. Zwrócił uwagę, że od pierwszego kontaktu ze spółką do publikacji reportażu minęły trzy miesiące.
Korporacja uzasadniła, że przesuwa termin swojej odpowiedzi "ze względu na okres urlopowy”, który miał przedłużyć wyjaśnianie przesłanych przez nas materiałów.
- Naszą pracą jest to, żeby właśnie publikować ustalenia - oświadczył reporter "Superwizjera" i zwrócił uwagę, że ujawnienie nieprawidłowości wywołało reakcje wśród polityków. - Mam nadzieję, że nie skończy się na tłumaczeniach, tylko na realnych działaniach - podsumował.
Kontrole nie ujawniły nieprawidłowości. Ujawnili je dziennikarze
W ocenie Elemental Holding reportaż "Superwizjera" "zawiera szereg informacji nieprawdziwych, nieścisłych i wprowadzających w błąd".
"Nieprawdziwe jest stwierdzenie, jakoby 'światowa korporacja [Spółka - przyp. aut.] prowadziła fikcyjny recykling'" - czytamy w oświadczeniu firmy. Jak dodano, "omówione w Materiale incydenty dotyczą działalności małych spółek zależnych, których wpływ na Spółkę właściwie jest marginalny" i wynosi 1,56 proc. obrotu.
Z ustaleń "Superwizjera" wynika, że z grupą Elemental współpracowały i współpracują różne spółki. Jak nieoficjalnie dowiedzieli się dziennikarze, odpadowa korporacja jest pod lupą Prokuratury Krajowej i Centralnego Biura Śledczego Policji, a mężczyzna, który był menadżerem w jednej ze spółek wchodzących w skład korporacji, ma zarzuty za udział w sfałszowaniu ponad 4 tysięcy dokumentów związanych z transportami odpadów, tzw. kwitów.
"Spółka, której nazwa jest wielokrotnie przywoływana w Materiale, działa w oparciu o rozbudowane systemy nadzoru, podlega licznym kontrolom organów administracji i zewnętrznym audytom, a dotychczasowe kontrole nie wykazały nieprawidłowości o charakterze sugerowanym w Materiale" - czytamy dalej.
Śledztwo dziennikarzy "Superwizjera" polegało na ujawnieniu nieścisłości pomiędzy tym, co w oficjalnej dokumentacji, a tym, co zarejestrował kamery, czyli fikcyjny recykling odpadów.
Przypomnijmy, że dziennikarze "Superwizjera" byli świadkami kolejnego fikcyjnego transportu dwa tygodnie po przesłaniu firmie dowodów na swoje ustalenia. Ciężarówka, która miała przywieźć do zakładu spółki z Grupy Elemental kilkanaście ton elektrośmieci, nie została rozładowana. Zamiast tego pracownik korporacji odpadowej zarejestrował kolejny przejazd z odpadami, których nie było na naczepie pojazdu. Po konfrontacji dziennikarzy z kierowcą ciężarówki i wiceprezesem zakładu złomiarskiego, do którego miały trafić fikcyjne odpady, obydwie firmy anulowały przejazdy w państwowym systemie BDO.
Ministra klimatu potwierdziła, że między 2023 a 2026 rokiem firma była kontrolowana 11 razy przez Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska, ale kontrole nie wykazały żadnych nieprawidłowości, które z kolei ujawnili reporterzy "Superwizjera". - Chcemy zobaczyć co w tych kontrolach było problemem. Czy tych kontroli było za mało i nie trafiono po prostu na dni, w których ten proceder miał miejsce, czy one po prostu były źle przeprowadzone - zapowiedziała szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska.
Fikcyjny recykling, a w tle miliardowa dotacja
Grupa Elemental podpisała z resortem finansów umowę wartą w sumie miliard złotych na finansowanie projektu odzyskiwania z odpadów komunalnych i przemysłowych materiałów krytycznych.
Minister finansów Andrzej Domański komentował ustalenia dziennikarzy "Superwizjera" we wtorek w "Faktach po Faktach" w TVN24. Na pytanie czy kontrakt zostanie anulowany, minister finansów odpowiedział, że trwają kontrole i analizy prawne i jeśli zaistnieją do tego podstawy, to umowa zostanie rozwiązana.
W oświadczeniu spółki czytamy, że "nieprawdziwe i wprowadzające w błąd jest przedstawienie kwestii finansowania projektów powiązanych ze Spółką prostą tezą, że 'polski rząd przyznał miliarderowi 1 mld zł dotacji'". Jak dodano, środki publiczne i unijne "nie są prywatną dotacją dla osoby", lecz "finansowaniem projektów gospodarki obiegu zamkniętego i odzysku surowców".
Spółka twierdzi również, że "nieprawdziwe jest sugerowanie, że 'kierownictwo korporacji musiało mieć wiedzę o ewentualnych nieprawidłowościach', w szczególności w sposób pozwalający widzom utożsamiać potencjalne nieprawidłowości w jednej spółce zależnej z Panem Pawłem Jarskim pełniącym funkcję prezesa Spółki".
Mimo prób dziennikarzy, prezes spółki nie zdecydował się na rozmowę z nimi i skonfrontowanie ustaleń "Superwizjera" z własną wiedzą na temat działalności firmy.