Eksperci oceniają powrót CPN. "To jest rozrzucanie pieniędzy z helikoptera"

tankowanie benzyna stacja paliwo
Eksperci o powrocie CPN-u: to rozrzucanie pieniędzy z helikoptera
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Dlaczego emerytka ma dokładać mi do benzyny? - pytał w "Faktach po Faktach" publicysta ekonomiczny Kazimierz Krupa, krytykując powrót programu Ceny Paliwa Niżej. Z kolei dziennikarz ekonomiczny Maciej Samcik zwrócił uwagę, że rządowe wsparcie powinno dotyczyć głównie osób najbardziej potrzebujących, wykluczonych komunikacyjnie oraz przedsiębiorstw transportowych.

Powrót programu CPN był jednym z tematów rozmowy w "Faktach po Faktach" na antenie TVN24. Dziennikarz ekonomiczny Maciej Samcik i publicysta ekonomiczny Kazimierz Krupa zgodnie ocenili, że powszechne dopłacanie do paliwa nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Maciej Samcik, pytany o ocenę programu Ceny Paliwa Niżej, przyznał, że jego powrót przyjmuje z umiarkowanym entuzjazmem. Jak zaznaczył, nie był również zwolennikiem pierwszej edycji.

- Benzyna wciąż nie jest tak droga, jak była w 2022 roku. Policzyłem jakiś czas temu, że musiałaby kosztować 12,50 zł za litr, żeby było tak źle jak wtedy - z uwzględnieniem inflacji i zmiany wartości złotego - powiedział.

Drogie paliwo a transformacja energetyczna

Samcik dodał, że wydatki na paliwo stanowią przeciętnie około trzech procent domowych budżetów. Zwrócił też uwagę, że wysokie ceny mogą zachęcać konsumentów do wymiany samochodów na bardziej ekonomiczne.

- Drogie paliwo skłania nas do transformacji energetycznej, mówiąc szumnie. Mówiąc prościej: ktoś, kto jeździ starym gratem, być może szybciej kupi samochód, który będzie bardziej ekonomiczny, będzie mniej palił i przy okazji będzie bezpieczniejszy - stwierdził Samcik.

Jego zdaniem przy obecnych cenach paliw bardziej atrakcyjne stają się również samochody elektryczne. - Jak już ktoś wejdzie w ten rytm transformacji, to później ma magazyn energii czy fotowoltaikę - ocenił.

>>> Premier: przywracamy program CPN

Krupa: dlaczego emerytka ma dokładać mi do benzyny?

Kazimierz Krupa podkreślił, że jego ocena programu pozostaje niezmienna. - Byłem przeciwko pierwszemu programowi i jestem przeciwko drugiemu - oświadczył.

Jego zdaniem powszechne dopłaty sprawiają, że z pomocy korzystają także osoby, które jej nie potrzebują. - Jeździłem ostatnio Mercedesem klasy G. Pali 20 litrów na 100 kilometrów. Dlaczego zatem emerytka ma dokładać mi do benzyny? - pytał Krupa.

- To jest rozrzucanie pieniędzy z helikoptera, klasyka gatunku - ocenił.

Zaznaczył jednocześnie, że gdyby wysokie ceny paliw zaczęły zagrażać przedsiębiorstwom transportowym, państwo mogłoby przygotować program wsparcia skierowany właśnie do tej branży. Pozwoliłoby to ograniczyć wpływ kosztów transportu na ceny chleba i innych podstawowych produktów.

Bon paliwowy dla wykluczonych komunikacyjnie

Samcik zwrócił uwagę na sytuację osób mieszkających daleko od większych miast, które nie mają dostępu do sprawnie funkcjonującego transportu publicznego.

- Są ludzie wykluczeni komunikacyjnie. Mieszkają 50 kilometrów od miasta, nie jeżdżą tam pociągi albo są dwa dziennie i trzy autobusy na dobę. Dla takich ludzi pomoc pewnie by się przydała - powiedział.

Zastrzegł jednak, że takie wsparcie musiałoby zostać odpowiednio wcześniej przygotowane. Jednym z możliwych rozwiązań mógłby być bon paliwowy uruchamiany po spełnieniu określonych warunków.

- Trzeba byłoby stworzyć koncepcję bonu paliwowego, który uruchamia się, kiedy zostaną spełnione określone warunki w określonych okolicznościach - wyjaśnił Samcik.

Pytany o możliwość wyłonienia osób uprawnionych do pomocy przyznał, że nie byłoby to łatwe. Przy ustalaniu prawa do świadczenia należałoby uwzględnić nie tylko dochód, lecz także posiadanie samochodu oraz dostępność komunikacji publicznej w miejscu zamieszkania.

"To jest czysta polityka"

Krupa, pytany o ekonomiczne i polityczne podstawy programu, stwierdził, że decyzja ma charakter wyłącznie polityczny.

- Nie ma w niej żadnej ekonomii. To jest czysta polityka - powiedział.

Ekonomista ocenił, że w ostatnich latach rachunek ekonomiczny coraz częściej ustępuje miejsca doraźnym interesom politycznym.

Podatek od nadzwyczajnych zysków

W programie poruszono również temat ewentualnego podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Krupa przyznał, że jest przeciwnikiem przepisów tworzonych specjalnie z myślą o jednym sektorze lub konkretnym podmiocie.

- Jestem przeciwny wszystkim rozwiązaniom typu 'lex specialis', a to jest klasyczne 'lex specialis'. Nie jestem więc entuzjastą czegoś takiego - powiedział.

Zastrzegł jednak, że w określonych okolicznościach dodatkowe opodatkowanie Orlenu mogłoby być uzasadnione.

- Widziałem uzasadnienie dla takiego rozwiązania przede wszystkim w 2022 roku. Wtedy marża rafineryjna Orlenu wzrosła z 8 do 32 dolarów. To były nadmiarowe zyski - zaznaczył Krupa.

Samcik przypomniał, że szczególnymi obciążeniami zostały już objęte banki.

- W przypadku banków zrobiliśmy podobnie, bo mamy wyższy podatek od ich zysków. Banki w tym roku z każdych zarobionych 100 zł oddają do kasy państwa 42 albo 43 zł - powiedział.

- Skoro zrobiliśmy to w przypadku banków, to w zasadzie nie ma przeciwwskazań, żeby zrobić to także tutaj - podsumował.

Źródło: TVN24
Zobacz także: