Powrót programu CPN był jednym z tematów rozmowy w "Faktach po Faktach" na antenie TVN24. Dziennikarz ekonomiczny Maciej Samcik i publicysta ekonomiczny Kazimierz Krupa zgodnie ocenili, że powszechne dopłacanie do paliwa nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Maciej Samcik, pytany o ocenę programu Ceny Paliwa Niżej, przyznał, że jego powrót przyjmuje z umiarkowanym entuzjazmem. Jak zaznaczył, nie był również zwolennikiem pierwszej edycji.
- Benzyna wciąż nie jest tak droga, jak była w 2022 roku. Policzyłem jakiś czas temu, że musiałaby kosztować 12,50 zł za litr, żeby było tak źle jak wtedy - z uwzględnieniem inflacji i zmiany wartości złotego - powiedział.
Drogie paliwo a transformacja energetyczna
Samcik dodał, że wydatki na paliwo stanowią przeciętnie około trzech procent domowych budżetów. Zwrócił też uwagę, że wysokie ceny mogą zachęcać konsumentów do wymiany samochodów na bardziej ekonomiczne.
- Drogie paliwo skłania nas do transformacji energetycznej, mówiąc szumnie. Mówiąc prościej: ktoś, kto jeździ starym gratem, być może szybciej kupi samochód, który będzie bardziej ekonomiczny, będzie mniej palił i przy okazji będzie bezpieczniejszy - stwierdził Samcik.
Jego zdaniem przy obecnych cenach paliw bardziej atrakcyjne stają się również samochody elektryczne. - Jak już ktoś wejdzie w ten rytm transformacji, to później ma magazyn energii czy fotowoltaikę - ocenił.
>>> Premier: przywracamy program CPN
Krupa: dlaczego emerytka ma dokładać mi do benzyny?
Kazimierz Krupa podkreślił, że jego ocena programu pozostaje niezmienna. - Byłem przeciwko pierwszemu programowi i jestem przeciwko drugiemu - oświadczył.
Jego zdaniem powszechne dopłaty sprawiają, że z pomocy korzystają także osoby, które jej nie potrzebują. - Jeździłem ostatnio Mercedesem klasy G. Pali 20 litrów na 100 kilometrów. Dlaczego zatem emerytka ma dokładać mi do benzyny? - pytał Krupa.
- To jest rozrzucanie pieniędzy z helikoptera, klasyka gatunku - ocenił.
Zaznaczył jednocześnie, że gdyby wysokie ceny paliw zaczęły zagrażać przedsiębiorstwom transportowym, państwo mogłoby przygotować program wsparcia skierowany właśnie do tej branży. Pozwoliłoby to ograniczyć wpływ kosztów transportu na ceny chleba i innych podstawowych produktów.
Bon paliwowy dla wykluczonych komunikacyjnie
Samcik zwrócił uwagę na sytuację osób mieszkających daleko od większych miast, które nie mają dostępu do sprawnie funkcjonującego transportu publicznego.
- Są ludzie wykluczeni komunikacyjnie. Mieszkają 50 kilometrów od miasta, nie jeżdżą tam pociągi albo są dwa dziennie i trzy autobusy na dobę. Dla takich ludzi pomoc pewnie by się przydała - powiedział.
Zastrzegł jednak, że takie wsparcie musiałoby zostać odpowiednio wcześniej przygotowane. Jednym z możliwych rozwiązań mógłby być bon paliwowy uruchamiany po spełnieniu określonych warunków.
- Trzeba byłoby stworzyć koncepcję bonu paliwowego, który uruchamia się, kiedy zostaną spełnione określone warunki w określonych okolicznościach - wyjaśnił Samcik.
Pytany o możliwość wyłonienia osób uprawnionych do pomocy przyznał, że nie byłoby to łatwe. Przy ustalaniu prawa do świadczenia należałoby uwzględnić nie tylko dochód, lecz także posiadanie samochodu oraz dostępność komunikacji publicznej w miejscu zamieszkania.
"To jest czysta polityka"
Krupa, pytany o ekonomiczne i polityczne podstawy programu, stwierdził, że decyzja ma charakter wyłącznie polityczny.
- Nie ma w niej żadnej ekonomii. To jest czysta polityka - powiedział.
Ekonomista ocenił, że w ostatnich latach rachunek ekonomiczny coraz częściej ustępuje miejsca doraźnym interesom politycznym.
Podatek od nadzwyczajnych zysków
W programie poruszono również temat ewentualnego podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Krupa przyznał, że jest przeciwnikiem przepisów tworzonych specjalnie z myślą o jednym sektorze lub konkretnym podmiocie.
- Jestem przeciwny wszystkim rozwiązaniom typu 'lex specialis', a to jest klasyczne 'lex specialis'. Nie jestem więc entuzjastą czegoś takiego - powiedział.
Zastrzegł jednak, że w określonych okolicznościach dodatkowe opodatkowanie Orlenu mogłoby być uzasadnione.
- Widziałem uzasadnienie dla takiego rozwiązania przede wszystkim w 2022 roku. Wtedy marża rafineryjna Orlenu wzrosła z 8 do 32 dolarów. To były nadmiarowe zyski - zaznaczył Krupa.
Samcik przypomniał, że szczególnymi obciążeniami zostały już objęte banki.
- W przypadku banków zrobiliśmy podobnie, bo mamy wyższy podatek od ich zysków. Banki w tym roku z każdych zarobionych 100 zł oddają do kasy państwa 42 albo 43 zł - powiedział.
- Skoro zrobiliśmy to w przypadku banków, to w zasadzie nie ma przeciwwskazań, żeby zrobić to także tutaj - podsumował.