Za powszechnym dostępem do dokumentów, będących w większości dokumentacją operacyjną Służb Bezpieczeństwa, opowiada się zdecydowanie 42 proc. badanych. 18 proc. mówi, że archiwa należy "raczej otworzyć". 19 proc. respondentów jest zdecydowanie przeciw takim zmianom, 16 proc. - raczej zmian nie chce. 5 proc. nie miało w tej sprawie zdania.
Jednocześnie o słuszności istnienia samego Instytutu przekonanych jest 56 proc. ankietowanych. Według nich IPN właściwie spełnia swe zadania. Przeciwnego zdania było 35 proc. Polaków, a dziewięć proc. nie miało na ten temat zdania.
Sondaż przeprowadzono 24 czerwca na 500 dorosłych osobach.
CZYTAJ WIĘCEJ O DEBACIE NT PRZYSZŁOŚCI IPN
IPN znów "na językach"
Debata wśród polityków, i nie tylko, nad tym, jak powinien działać IPN powróciła po tym, jak dwaj jego pracownicy Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk na podstawie części dostępnych archiwalnych dokumentów napisali książkę "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". Według autorów książki, w początkach lat 70. Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek"; akta o tym świadczące Wałęsa miał usunąć ze swojej "teczki" w latach 90.; a w 2000 r. Sąd Lustracyjny miał wadliwie ocenić dowody nt. Wałęsy i pominąć ich część. Były prezydent zdecydowanie zaprzecza zarzutom o współpracę. Oceny książki są rozbieżne wśród historyków, polityków i dziennikarzy. CZYTAJ WIĘCEJ O KSIĄŻCE IPN
W związku z książką politycy znów zastanawiają się, jak powinna przebiegać w Polsce lustracja. Lewica jak była, tak jest za tym, żeby jej zaniechać. PO mówi, że zgodziłoby się na pełne otwarcie archiwów. Takie rozwiązanie jest w stanie poprzeć PiS, który wcześniej chciał częściowego otwarcia, bez ujawniania szczegółów z życia prywatnego.
Źródło: Rzeczpospolita