Nadejdzie taki dzień, że będziemy mieli Budapeszt w Warszawie - obiecywał w 2011 roku Jarosław Kaczyński. Dotąd się nie udało, ale prezes się nie zraża. Nie mogąc zrealizować pierwotnego planu powoli acz konsekwentnie realizuje plan odwrotny: ludzie z jego otoczenia udają się do Budapesztu, by z czasem była tam Warszawa. Po wiceministrze Romanowskim do stolicy Węgier wybrał się jego były pryncypał, w czasach PiS zawiadujący resortem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Należy przy tym zaznaczyć stanowczo, że choć nie uczestniczył w poświęconych jego immunitetowi posiedzeniach sejmowej komisji i całego sejmu, nie jest bynajmniej "miękiszonem" ani "fujarą", co to, to nie. Fason zachował również marszałek Szymon Hołownia, dla którego 44. posiedzenie sejmu (to samo, na którym uchylono immunitet Ziobry) było ostatnim, do którego poprowadzenia zobowiązywała go umowa koalicyjna z Koalicją Obywatelską i Lewicą. Ponadto w programie o olimpijskich premiach wypłacanych w kryptowalutach (nowy sponsor PKOl nie zasypia gruszek w popiele), o nocnym najściu "jak do siebie", o zgniotku cynobrowym, który stał się chrząszczem niezgody na szczeblu samorządowym. I jeszcze o traktorze marki Władimirec, który udowadnia, że dobry ciągnik to i bez badań technicznych pociągnie parę dekad. A na wykwintny deser wizyta we Frencji, gdzie trwa pościg za skradzionymi z Luwru klejnotami, a chińska sieć sprzedaje bardzo kontrowersyjne gadżety erotyczne…