Polska jest dziś bardzo trudna, radykalizuje się. Ale Polska to ludzie, a ja jestem niepoprawną optymistką - mówiła w rozmowie z Szymonem Zyśką Ewa Moroz-Keczyńska (etnolożka, antropolożka, a zarazem podlaska aktywistka oskarżona w procesie tzw. Piątki z Hajnówki). Jak podkreślała, z perspektywy mieszkańców pogranicza polsko-ukraińsko-białoruskiego najistotniejszym aspektem polskości jest dziś obawa, że zostaną stamtąd przymusowo wysiedleni, jeżeli na szczytach władzy zapadnie decyzja o uczynieniu terenów przygranicznych swoistą strefą buforową w razie ataku ze wschodu. Pytana, czego jeszcze obawia się we współczesnej Polsce, wymieniła nierówności społeczne, które sprawiają, że przyszłość kolejnych pokoleń rysuje się jako trudniejsza niż ta, jakiej stawiali czoła ich rodzice. W kontekście procesu, w którym zasiadła na ławie oskarżonych jako jedna z grupy aktywistów niosących pomoc ludziom, którzy utknęli na granicy w trakcie wywołanego przez Łukaszenkę kryzysu migracyjnego, Ewa Moroz-Keczyńska zaprzeczyła, jakoby czuła się oskarżana przez własne państwo. Stwierdziła natomiast, że czuła się oskarżana przez ludzi operujących inną niż ona narracją na temat tamtych wydarzeń. - Miałam nadzieję, że wyrok będzie sprawiedliwy - spuentowała.