Agencja Rezerw Materiałowych sprzedała 30 tysięcy masek. U progu epidemii

Najnowsze

Autor:
Robert
Zieliński,
Grzegorz
Łakomski
Źródło:
tvn24.pl
TVN24Michał Fedorowicz, ratownik: ratownicy sami wyposażają się w maski pełnotwarzowe

Półtora miesiąca temu Agencja Rezerw Materiałowych wyprzedała ze swoich magazynów zapas profesjonalnych pełnotwarzowych masek. Po 10 złotych za sztukę. Jednocześnie ogłaszała przetarg na zakup nowych masek, które mają zostać dostarczone w listopadzie.

Archiwalne ogłoszenie o przetargu z lutego na sprzedaż niemal 63 tysięcy pełnotwarzowych masek, nadal można odnaleźć na stronie internetowej Agencji Rezerw Materiałowych.

"Sprzedaż towaru będzie prowadzona w trybie negocjacji. Istnieje możliwość negocjacji cen w zależności od kupowanej ilości towaru. Negocjacje będą przeprowadzone w drodze bezpośrednich rozmów lub w formie korespondencyjnej" – takie warunki ogłosiła ARM.

Urzędnicy zaproponowali cenę 10 złotych za "pełnotwarzową maskę neoprenową Panoramasque".

Informacja o przetargu ze strony Agencji Rezerw Materiałowycharm.gov.pl

Czterdziestokrotne przebicie

Dlaczego ARM zdecydowała się je sprzedać, gdy już wiadomo było o zagrożeniu koronawirusem? Oficjalnie dlatego, że maskom kończył się resurs, czyli okres, gdy spełniały swoją rolę. Żeby go przedłużyć, należało zapłacić za to francuskiemu producentowi. Jak poinformowała w poniedziałkowym wydaniu "Rzeczpospolita", Francuzi zażądali za przegląd trzy miliony złotych.

Jak się dowiedzieliśmy w ARM, agencji udało się znaleźć kupców na ponad 30 tysięcy tych profesjonalnych masek. Co z tymi, których nie sprzedano?

- W magazynach pozostało około 24 tysięcy sztuk - mówi nam Aleksander Brzózka, rzecznik Ministerstwa Klimatu, które nadzoruje pracę ARM.

Jak wyjaśnia, nie są one jednak pełnowartościowe, gdyż nie mają przeglądu producenta. Oznacza to, że mogą być używane wyłącznie na odpowiedzialność kupującego.

Zapytaliśmy w Agencji Rezerw Materiałowych, kto kupił 32 tysiące sztuk masek. Oficjalnej odpowiedzi nie doczekaliśmy się do momentu publikacji tekstu. Nasza wiedza na ten temat wynika z nieoficjalnych rozmów z pracownikami ARM.

Kupiły je obrotne, prywatne firmy, przynajmniej kilkanaście różnych

Dziś można znaleźć w internecie oferty sprzedaży jednej takiej maski za ponad 400 złotych.

Oficjalnie potwierdziliśmy w Ministerstwie Klimatu, że ponad 5 tysięcy sztuk z tych zapasów trafiło do Chin, jako rządowa pomoc. 19 lutego przekazała ten dar ambasadorowi Chin w Polsce marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Tymczasem o brakach maseczek, kombinezonów i gogli informuje coraz więcej krajowych szpitali oraz ratownicy medyczni.

Szpital testuje maski do nurkowania31.03 | Szczeciński szpital, biorąc przykład z włoskich lekarzy, chce zacząć używać profesjonalnych masek do nurkowania. Konieczne są przeróbki takich masek, ale, jak podkreślają lekarze, ich budowa daje możliwość znacznie lepszego zabezpieczenia personelu medycznego niż przyłbice czy gogle.tvn24

Nowe na jesień

Również w lutym ARM ogłosiła przetarg na dostawę nowych masek.

– Agencja dokonała dodatkowych zakupów masek, maseczek i wszystkich tego typu sprzętów potrzebnych dla szpitali, potrzebnych dla służby zdrowia po to, by w najbardziej odpowiedni sposób przygotować się do epidemii – mówił premier Mateusz Morawiecki jeszcze 2 marca z mównicy sejmowej.

Tymczasem – jak opisaliśmy to w tvn24.pl – gdy padały te słowa, w rzeczywistości wtedy zostały jedynie ogłoszone przetargi. Dostawa sprzętu była zaplanowana na listopad.

Starocie w magazynach

Jeden z pracowników ARM – prosząc o zachowanie anonimowości – zwrócił nam uwagę na jeszcze jeden aspekt transakcji. Maski, które zostały sprzedane różnym kontrahentom, miały już 13 lat i osiem miesięcy, a producent ich przydatność określił na 15 lat.

- To znaczy, że już około dwóch lat wcześniej powinny być wymienione. Przecież nie chodzi o to, by w naszych magazynach zalegały przeterminowane rzeczy. Po prostu te zapasy powinny być wcześniej odświeżone. Mieliśmy jednak inne priorytety w naszych zadaniach - mówi nasz rozmówca.

Szybka dymisja

Pod koniec marca premier zdymisjonował prezesa ARM Janusza Turka i w jego miejsce powołał jednego z wieloletnich pracowników tej instytucji Leszka Polakowskiego.

Jak opisaliśmy w tvn24.pl, w 2017 roku największym zakupem dokonanym przez ARM za niemal 150 milionów złotych był węgiel z polskich kopalń. Ujawnili to inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli, którzy sprawdzali, jak agencja wydaje budżetową dotację.

- To niemal połowa pieniędzy, którymi dysponowali. Wydawało nam się mało sensowne, by kupować węgiel jako rezerwę strategiczną w Polsce, gdzie tyle się go produkuje – komentował jeden z inspektorów NIK.

Według nieoficjalnych informacji "Gazety Wyborczej" ARM kupowała węgiel również w 2018 i 2019 roku. W ten sposób miała pomagać rządowi, gdyż same kopalnie nie potrafiły znaleźć kupców na swój węgiel – w kraju lepiej się sprzedawał znacznie tańszy, sprowadzany z Rosji.

Autor:Robert Zieliński, Grzegorz Łakomski

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: