Dramatyczne chwile po tragicznym wypadku w Krakowie

Wypadek na ulicy Solnej w Krakowie
Zginęło małżeństwo, niemowlę trafiło do szpitala. Co się zmieni po tragedii?
Źródło wideo: "Fakty po południu" TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Pod kołami auta zginęło małżeństwo, a niemowlę trafiło do szpitala. Dramatyczne chwile tuż po tragicznym wypadku na ulicy Solnej w Krakowie nagrał jeden z przejeżdżających tamtędy kierowców. Władze Krakowa zapowiadają zmiany na tej ulicy.

W sobotę 26-letni kierowca samochodu osobowego wjechał w rodzinę spacerującą chodnikiem w Krakowie. Kobieta i mężczyzna zginęli, a ich ośmiomiesięczne dziecko walczy o życie. Według policji, przyczyną tragedii była nadmierna prędkość. Kierowca usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany.

W sieci pojawiło się nagranie z miejsca tragedii (jego fragment jest w materiale wideo). Opublikował je w serwisie X użytkownik, który we wpisach przedstawia się jako taksówkarz. Zostało zarejestrowane kamerką samochodową w sobotę, 22 sierpnia tuż po 17.40. To niedługo po tragicznym wypadku na ulicy Solnej, jeszcze przed przyjazdem policji i służb medycznych.

Pierwsze chwile po wypadku na ulicy Solnej

Samochód, z którego pochodzi nagranie, poruszał się ulicą Solną od strony Placu Bohaterów Getta w kierunku ulicy Zabłocie. W pewnym momencie, za zakrętem, po lewej stronie kadru widać miejsce tragicznego wypadku, w którym zginęły dwie osoby - rodzice ośmiomiesięcznego dziecka. Samochód staranował także wózek z niemowlęciem, które do szpitala trafiło w ciężkim stanie.

Na nagraniu widać, że w najbliższej okolicy miejsca wypadku było kilkanaście osób. Część z nich to przechodnie, którzy byli w pobliżu, a część to - najprawdopodobniej - pasażerowie Volkswagena. W pobliżu zatrzymało się też kilku kierowców, inni przejeżdżali dalej jednym wolnym pasem.

Jedną z kilkunastu zgromadzonych w pobliżu osób jest mężczyzna, który zbiegł ze skarpy, za którą znajduje się bulwar. Podbiegł do leżącego na jezdni przedmiotu przypominającego gondolę. Choć na nagraniu nie widać wyraźnie samego dziecka, o jego obecności w pozostałościach wózka świadczył głośny płacz.

Gondola odpadła od reszty dziecięcego wózka, znajdującej się parę metrów dalej - również na jezdni - i obróconego do góry dnem. Wypadek musiał wydarzyć się najdalej parę minut wcześniej, bo kółka nadal się obracały. Wokół wózka rozrzucone zostały nieduże przedmioty, między innymi butelka wody. Mężczyzna zabrał dziecko w bezpieczniejsze miejsce.

Niebieski Volkswagen stał w tym czasie na pasie zieleni z włączonymi światłami awaryjnymi. Miał otwarte przednie drzwi po stronie kierowcy. W pewnym momencie wyłonił się zza nich mężczyzna w czarnej koszulce. To prawdopodobnie Hubert B., który usłyszał później w prokuraturze zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku i decyzją sądu trafił do aresztu.

Hubert B. się nie przyznał

Według ustaleń prokuratury Hubert B., kierowca Volkswagena, jechał zbyt szybko. W miejscu, w którym doszło do tragedii, obowiązywało ograniczenie prędkości do 30 kilometrów na godzinę. Według wstępnych ustaleń śledczych 26-latek jechał z prędkością około 70 kilometrów na godzinę. Wpadł w poślizg, nie opanował samochodu i zjechał na chodnik, potrącając rodziców z małym dzieckiem.

Samochód, którym w feralną sobotę jechał 26-latek, to Volkswagen o seryjnej mocy 333 koni mechanicznych. Prokuratura uważa jednak, że pojazd był dodatkowo tuningowany.

Razem z Hubertem B. w samochodzie były trzy inne osoby, które zostały przesłuchane w charakterze świadków. Badanie alkomatem wykazało, że 26-latek był trzeźwy, ale śledczy zlecili jeszcze dodatkowe badania, by ustalić, czy mężczyzna był pod wpływem innych środków odurzających.

Hubert B. nie przyznał się do winy. W prokuraturze wyjaśniał, że nie opanował samochodu z powodu nierównej nawierzchni. Stwierdził też, że nie poruszał się z nadmierną prędkością.

Będzie próg spowalniający

Po tragedii władze miasta zapowiedziały zamontowanie progu zwalniającego na ulicy Solnej. - Nie ma żadnych zastrzeżeń do dotychczasowego oznakowania ani też nie ma wniosku o to, żeby montować tam jakiekolwiek szykany czy spowalniacze. Ma być zalecenie do wymiany nawierzchni asfaltowej w przyszłym roku. Zakładam, że jeśli się uda, to zrobimy to jeszcze w tym roku, żeby nie można było kiedyś, nie daj Boże, tłumaczyć, że to nawierzchnia była winna, a nie kierowca i jego prędkość - powiedział we wtorek pełniący obowiązki prezydenta Krakowa Stanisław Kracik w rozmowie z TVN24.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: