Była to oddolna inicjatywa mieszkańców Podgórza. O godzinie 18 mieszkańcy zebrali się w miejscu, w którym w sobotę doszło do tragicznego wypadku. Zginęło w nim małżeństwo, a ich ośmiomiesięczne dziecko zostało ranne. Uczestnicy przeszli w ciszy i uczcili pamięć zmarłych minutą milczenia.
W proteście wzięło udział kilkaset osób. Pojawili się także kandydaci na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała i Aleksandra Owca, jednak nie zabierali głosu.
Atmosfera podczas marszu była spokojna. Po krótkich przemówieniach organizatora Macieja Fijaka oraz Konrada Kordasa, który od kilku lat alarmował służby i władze miasta o zagrożeniu na tej ulicy, mieszkańcy zaczęli się rozchodzić.
Dzieci, które uczestniczyły w marszu, namalowały na jezdni kredą symboliczne pasy. Obok napisano: "Politycy, policjo odwagi", a pod spodem mieszkańcy dopisywali nazwy ulic, na których dochodzi do przekraczania dozwolonej prędkości i nielegalnych wyścigów samochodów.
Uczestnicy na jezdni ułożyli tablice z hasłami: "Chodzi o życie", "Bezpieczna droga do szkoły, pracy i parku to nie luksus", "Ile jeszcze osób musi zginąć, żeby coś się zmieniło", "Dość bierności państwa", "Stop zabójcom drogowym", "Nie chcemy bać się chodzić po chodnikach", "Chcemy zmian, chodzi o życie".
Jak mówił jeden z uczestników protestu, "nielegalne wyścigi są chlebem powszednim w Krakowie, a głośne wydechy samochodów słyszy się bardzo często". Zwracał przy tym uwagę na brak odpowiedniej reakcji ze strony policji.
- Przyszliśmy ze względu na pamięć o osobach, które tutaj straciły życie, zostały zabite. Żeby może jako lokalni mieszkańcy coś zrobić, żeby to milczenie zostało usłyszane - zaznaczyła jedna z protestujących.
Ktoś inny zwracał uwagę, że jezdnia w miejscu, gdzie doszło do wypadku, jest szeroka i zachęca do tzw. driftowania. Postulował ustawienie szykan i progów zwalniających uniemożliwiających przekraczanie dozwolonej prędkości.
Wszyscy podkreślali, że oczekują podjęcia realnych działań ze strony władz miasta i policji, mających na celu ukrócenie łamania przepisów drogowych przez kierowców.
W ten sposób organizatorzy i uczestnicy oddali hołd ofiarom tragedii. Wezwali też władze każdego szczebla do "skończenia z bezczynnością wobec kolejnych tragedii, które widzimy niemal codziennie na polskich ulicach".
Przytoczyli również dane z policyjnego Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji za 2025 rok, zgodnie z którymi Kraków miał najwięcej wypadków drogowych ze wszystkich miast wojewódzkich w Polsce - 941. To o ponad 100 więcej niż Łódź i o ponad 250 więcej niż Warszawa.
Wjechał w małżeństwo z dzieckiem
Do tragicznego wypadku doszło w sobotę przed godziną 18 w rejonie zakrętu ulic Solnej i Nadwiślańskiej. 26-letni Hubert B., kierujący samochodem Volkswagen Golf, stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z jezdni i wjechał na chodnik, gdzie uderzył w dwie dorosłe osoby prowadzące wózek z ośmiomiesięcznym dzieckiem. Rodzice dziecka, oboje w wieku 32 lat, zmarli w szpitalu mimo podjętych przez medyków działań. Niemowlę przebywa w szpitalu.
Według wstępnych ustaleń biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, kierujący samochodem poruszał się z prędkością około 70 km/h, czyli ponad dwukrotnie większą niż dopuszczalna maksymalna prędkość na tym obszarze, która wynosi 30 km/h.
Mężczyzna usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku, do którego się nie przyznał. Został tymczasowo aresztowany.
W poniedziałek Urząd Miasta Krakowa poinformował, że na zlecenie pełniącego funkcję prezydenta Krakowa Stanisława Kracika rozpoczęły się analizy możliwości zmian w organizacji ruchu, które miałyby zwiększyć bezpieczeństwo w rejonie ulic Nadwiślańskiej, Solnej i Zabłocie, gdzie doszło do tragicznego wypadku.
We wtorek Kracik przekazał, że przeprowadzona z udziałem m.in. policji wizja lokalna nie wykazała zaniedbań ze strony miasta w tym rejonie. Ma tam jednak zostać zamontowany próg spowalniający.