Audio: Rozmowa Piaseckiego

Damian Irzyk

Nie wiem, kiedy ta historia się zaczęła tak naprawdę, natomiast faktem jest, że w maju została zakończona tym mailem, o którym mówiłem przed komisją - mówił o aferze wizowej w "Rozmowie Piaseckiego w TVN24 Damian Irzyk (były konsul generalny RP w Mumbaju). Mówiąc o grupach "filmowców" z Indii, "były dwie grupy - pierwsza liczyła 35 osób, druga 83". - Minister Wawrzyk prosił, byśmy przyjęli te wnioski, że to jest bardzo pilna i ważna sprawa - dodał. Irzyk wspomniał, że natychmiast podjęto decyzję o pojawieniu się w centrum przyjmowania wniosków wizowych i proszeniu wnioskodawców na rozmowy. - Okazało się, że tam jest jakiś sprzedawca warzyw, choreograf, który nie potrafi tańczyć, aktor, który nie był w stanie wskazać ani jednego fragmentu filmu na YouTube ze swoim udziałem - powiedział. Jak wskazał, te osoby wykupiły pewnego rodzaju usługę, dzięki której mieli pojechać do Stanów Zjednoczonych. Jak kontynuował, konsulat poprosił "o sprawdzenie listy osób z pierwszej grupy, czy oni przypadkiem nie wylądowali w Meksyku" i "po około siedmiu dniach wrócił mail, informując, że 21 osób zameldowało się w Meksyku na granicy" z USA. - Mail Wawrzyka w sprawie pierwszej grupy był dla nas kluczowy w tym, że decyzje zakończyły się pozytywnie - zaznaczył były konsul w Mumbaju. Damian Irzyk powiedział też, że ówczesny wiceszef MSWiA "bardzo wyraźnie wskazał w mailu", że osobą do kontaktu w sprawie przekazywania wiz, jest Edgar Kobos. - To był pierwszy mail od wiceministra w trakcie jego czteroletniej kadencji na stanowisku. To była bardzo niezwykła sytuacja - wskazał. Pytany, czy pracownicy usługach dostawczych lub przewozowych też mogli przejść nielegalnie przez konsulat, odpowiedział, że "cudzoziemscy studenci, którzy są na polskich uczelniach, mogą legalnie pracować bez zezwolenia na pracę".